Washington Wizards odnieśli cenne zwycięstwo nad zespołem Oklahoma City Thunder, jednak ich tryumf został okupiony sporą dawką niepotrzebnych nerwów. Mieszanka testosteronu, negatywnych emocji i krewkich charakterów niemal rozsadziła szatnie Wizards w przerwie pomiędzy połowami. Mecz gospodarzom udało się jednak zakończyć w komplecie.


Według doniesień Shamsa Charanii z The Athletic Kentavious Caldwell-Pope i Montrezl Harrell wdali się w trakcie przerwy w ostrą fizyczną sprzeczkę. Harrell był podobno bardzo zdenerwowany na Caldwell-Pope’a za to, że ten nie podał mu piłki w jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy. Po początkowo niewinnej wymianie zdań obaj zawodnicy niespodziewanie rzucili się na siebie z pięściami. Niebezpieczną sytuację zdołali szybko uratować koledzy krewkich zawodników. Calldwell-Pope i Harrell zostali szybko rozdzieleni, zanim którykolwiek z ich ciosów dotarł do przeciwnika.


Paradoksalnie scysja między dzielącymi szatnie zawodnikami pomogła ekipie Wizards wygrać pojedynek. Mimo niekorzystnego wyniku do przerwy (61-58) podopieczni Wesa Unselda Jr. wygrali ostatecznie 122 do 118. Mecz nie należał do łatwych również dlatego, iż gospodarze zagrali bez swojego lidera Bradleya Beala, który we wtorek po raz drugi w ciągu niespełna miesiąca został objęty protokołem bezpieczeństwa.

Caldwell-Pope i Harrell grają ze sobą już drugi sezon z rzędu. W ubiegłym roku bronili barw Los Angeles Lakers, a tuż przed tym sezonem w ramach wymiany za Russella Westbrooka, zostali razem z Kylem Kuzmą wytransferowani do Waszyngtonu.

Jak widać, po dwóch tygodniach nieobecności (protokół Covid-19) Montrezl Harrell zaliczył spektakularny powrót. Tuż przed starciem zaskoczył nietypowym strojem, a w przerwie meczu postanowił wymienić kilka ciosów z kolegą z drużyny. Miejmy nadzieję, że spięcie między byłymi graczami Lakers nie pogorszy atmosfery w ekipie z D.C.

Zapraszamy na kolejny Podcast PROBASKET Live – już w czwartek 13 stycznia o godz. 21:00 na YouTube!






1 KOMENTARZ

  1. Głupi ten Harrell jak but. Jakoś nigdy nie miałem o nim dobrego zdania. Szkoda, że zamiast do Doncicia, nie skakał do Jokicia, bo inaczej by śpiewał…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here