Za nami niespełna dwa tygodnie nowego sezonu NBA. Układ sił w obu konferencjach zaczyna się powoli kształtować i można doszukiwać się już pewnych wniosków. Dziś przyjrzymy się pięciu niespodziankom, jakie dostarczył dotychczas sezon 2021/22.

Największym dotychczasowym niespodziankom sezonu 2021/22 przyjrzał się Moke Hamilton z BasketballNews, który wyróżnił pięć stosunkowo zaskakujących elementów dwóch pierwszych tygodni zmagań w NBA. Nie brakuje zarówno wielkich rozczarowań, jak i wschodzących gwiazd, na które przed rozpoczęciem rozgrywek mało kto stawiał.

1. Nowa gwiazda Charlotte Hornets?

Charlotte Hornets mogą mieć w swoim składzie nieoszlifowaną gwiazdę, której jak dotąd nikt w ten sposób nie postrzegał. Miles Bridges, bo o nim mowa, w siedmiu rozegranych jak dotąd spotkaniach notuje średnio 24,6 punktu, 7,7 zbiórki, 2,7 asysty oraz 1,6 przechwytu na mecz, trafiając przy tym 50,8% wszystkich rzutów. To przede wszystkim jego punkty pozwoliły Hornets pokonać Brooklyn Nets czy Orlando Magic i przyczyniły się do świetnego startu rozgrywek (5-2).

W dotychczasowych spotkaniach „Szerszeniów” LaMelo Ball – zawodnik kształtowany na lidera zespołu na kolejne lata – tylko dwa razy zdołał skompletować więcej punktów niż 23-latek. Wspólnie mogą stworzyć zabójczy duet.

Wybuch formy Bridgesa nastąpił jednak w prawdopodobnie najgorszym momencie dla Hornets. Kierownictwo „Szerszeni” nie dogadało się z nim w sprawie nowego kontraktu, przez co kolejnego lata stanie się zastrzeżonym wolnym agentem. Chętnych może nie brakować, dlatego w Charlotte muszą być przygotowani na spory wydatek, jeśli będą chcieli zatrzymać 23-latka.

2. Knicks najlepszym zespołem w Nowym Jorku?!

Choć New York Knicks byli jedną z największych rewelacją poprzedniego sezonu zasadniczego, to chyba nikt nie pokusiłby się o stwierdzenie, że w tym roku mogą być lepsi od napakowanych gwiazdami Brooklyn Nets. Tymczasem po niespełna dwóch tygodniach rozgrywek NYK z bilansem 5-1 plasują się na szczycie konferencji wschodniej, a w pokonanym boju pozostawili m.in. Chicago Bulls, Philadelphia 76ers czy Boston Celtics. Ich gra prezentuje się świetnie, a zmiana przepisów wydaje się działać na ich korzyść.

Nets mają z kolei swoje problemy. Głównym z nich jest bez wątpienia nieobecność Kyrie’ego Irvinga, ale i James Harden nie może odnaleźć swojego rytmu po wspomnianej zmianie przepisów dotyczących interpretacji faulów na rzucających. Do kłopotów kadrowych Brooklynu jeszcze jednak wrócimy.

Pierwszy bezpośredni pojedynek obu ekip odbędzie się równo za miesiąc, tj. 1 grudnia o godzinie 01:30 czasu polskiego. Do tego czasu sytuacja obu ekip powinna być zdecydowanie bardziej klarowna. Tegoroczna walka o tytuł króla Nowego Jorku zapowiada się niezwykle interesująco.

3. Nets brakuje nie tylko Kyrie’ego Irvinga?

Po latach posuchy sympatycy Brooklyn Nets poznali w końcu, jak smakuje nieokiełznana drama wewnątrz zespołu. Niezaszczepiony Kyrie Irving to bez wątpienia największy nieobecny ekipy Steve’a Nasha, który dodatkowo tworzy nikomu niepotrzebną aurę konfliktu. Moke Hamilton wskazuje jednak na to, że obecna forma Jamesa Hardena sprawia, że go również możemy uznać za brakujący element zespołu z Wielkiego Jabłka.

W ostatnim spotkaniu przeciwko Detroit Pistons Harden był co prawda wyjątkowo skuteczny (6/9 z gry, 66,6%) i zaliczył nawet triple-double, ale 18 punktów to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Analitycy zza oceanu typowali 32-latka jako jednego z kandydatów do statuetki MVP. Harden tymczasem notuje najniższą średnią punktową od czasów jego gry w barwach Oklahoma City Thunder. W siedmiu rozegranych spotkaniach obrońca zdobywał 18,6 punktu, 7,6 zbiórki i 8,6 asysty na mecz. To wciąż są oczywiście świetne liczby, ale po zawodniku jego kalibru oczekiwano zdecydowanie więcej, szczególnie że trafia jedynie 39,8% wszystkich rzutów.

Harden najprawdopodobniej wciąż dochodzi do siebie po kontuzji, która wykluczyła go z czterech spotkań tegorocznych play-offów i znacząco wpłynęła na jego grę, kiedy już powrócił na parkiet. Rozgrywki dopiero się rozpoczęły i obrońca ma dużo czasu, by wrócić do optymalnej dyspozycji. Promyk nadziei dostarczył jego występ przeciwko Indiana Pacers, w którym zdobył 29 punktów, ale aż 13 z nich to efekt skutecznie wykorzystanych rzutów wolnych (13/16). Na panikę jest jednak zdecydowanie za wcześnie.

4. Fatalny początek sezonu obwodu LA Clippers

Los Angeles Clippers mają za sobą koszmary początek sezonu. Po pięciu spotkaniach podopieczni Tyronna Lue plasują się na 12. miejscu w tabeli konferencji zachodniej z bilansem 1-4. Szczególne wątpliwości budzi jednak gra obwodowych zawodników LAC z Reggiem Jacksonem i Erikiem Bledsoe na czele. Duet ten zdobywa łącznie 24 punkty na mecz, ale ma ogromne problemy ze skutecznością. Bledsoe trafia 37,5% wszystkich rzutów, ale tylko 18,8% za trzy, podczas gdy 31,3% rzutów Jacksona odnajduje drogę do kosza (w tym 29,2% zza łuku).

Choć dobrą robotę wykonują zmiennicy (Luke Kennard – 12,4 PPG; Terance Mann – 8,6 PPG), to im również brakuje regularności. Na wysokości zadania staje jedynie Paul George, który poprawił skuteczność rzutów z gry (50%, choć tylko 37,5% za trzy) i notuje średnio 27,6 punktów na mecz. W pojedynkę nie będzie jednak w stanie pociągnąć wózka Clippers. Optymalna skuteczność Jacksona i Bledsoe to pierwszy krok do walki o play-offs pod nieobecność Kawhia Leonarda.

Dziś w nocy Clippers staną przed doskonałą szansą na przełamanie kiepskiej passy. Ich rywalem będą Oklahoma City Thunder, czyli przedostatnia ekipa konferencji zachodniej (1-5).

5. Wolny początek sezonu Bradleya Beala

Nie do takiego Bradleya Beala przyzwyczaiły nas dwa ostatnie sezony. Washington Wizards dobrze rozpoczęli sezon i z bilansem 5-1 plasują się na ex aequo pierwszym miejscu w konferencji wschodniej, ale statystyki, a szczególnie skuteczność 28-latka wyraźnie spadły. Obrońca notuje średnio 24,4 punktu, co względem poprzedniego sezonu oznacza regres o ponad 6 „oczek”. Beal poprawił się jednak w zbiórkach (6,2), asystach (4,8) i przechwytach (1,8). Niepokój budzi jednak jego skuteczność, bowiem trafia on tylko 21,6% rzutów zza łuku.

Czy sympatycy Wizards powinni się niepokoić? Nie, tak długo, jak formą błyszczeć będą Kyle Kuzma (15,5 punktu, 11,8 zbiórki, 1,7 asysty i 1,2 przechwytu), Montrezl Harrell (19,3 punktu, 10,2 zbiórki i 1,8 asysty) oraz Spencer Dinwiddie (19,8 punktu, 5,4 zbiórki i 5,6 asysty). Nowe elementy zespołu i układanki Wesa Unselda Jr’a. świetnie się uzupełniają i sprawiają, że Wizards stali się poważnym kandydatem do miejsca w czołowej ósmce. Beal prędzej czy później powinien odnaleźć swój rytm strzelecki, a wówczas „Czarodzieje” mogą być niezwykle groźni.

Na specjalne wyróżnienie zasłużył też Jimmy Butler. Jego Miami Heat mogą poszczycić się bilansem 5-1, a 32-latek notuje średnio 25,3 punktu (najwięcej w karierze), 7 zbiórek (najwięcej w karierze), 5,5 asysty i 2,8 przechwytu (najwięcej w karierze) na mecz. Skrzydłowy poprawił również swoją skuteczność z gry (52,9%) i zza łuku (37,5%) względem poprzednich lat.





4 KOMENTARZE

  1. Ależ tendencyjny przekaz względem Irvinga 😀 😀

    Na szczęście już niedługo będziecie go za to przepraszać.

  2. Trochę mylący tytuł i delikatnie mówiąc na wyrost. Jak możemy mówić o niespodziankach początku sezonu kiedy drużyny rozegrały 5 z 82 spotkań ? Jakieś dalej idące wnioski to można wyciągnąć po 15-20 rozegranych spotkaniach każdej z drużyn. W kontekście niespodzianek to można napisać praktycznie o każdej drużynie, która w zeszłym roku grała w PO, a teraz jest poza 8 i odwrotnie. Bardziej by tu pasował opis „podsumowanie wydarzeń startu sezonu”, niespodzianki to będą jak taki stan się utrzyma przez kolejne 3-4 tygodnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj