Dallas Mavericks po zdobyciu mistrzostwa utknęli w bardzo dziwnym miejscu. Żadne z wielkich nazwisk nie było zainteresowane wsparciem drużyny Marka Cubana, dlatego gdy tylko Harrison Barnes znalazł się na rynku wolnych agentów, ekipa z Teksasu rzuciła się na zawodnika proponując mu maksymalną umowę.


Harrison Barnes podpisał latem 4-letni kontrakt za 95 milionów dolarów. Nie mógł kontynuować gry dla Golden State Warriors, bo w salary-cap mistrzów zachodu nie było wystarzczająco miejsca po zakontraktowaniu Kevina Duranta. Skrzydłowy ma intrygujący potencjał, który w Oakland znalazł się pod kloszem talentu Stephena Curry’ego i Klaya Thompsona. Dallas Mavericks uwierzyli, że gdy dadzą Barnesowi więcej swobody, ten rozkwitnie na dobre.

Podpisywanie z zawodnikiem tak wysokiej umowy było ze strony Mavs ryzykowną inwestycją. Uwierzyli, że Harrison może być ich własnym Kawhi Leonardem – pierwszą opcją w ataku i jednocześnie czołowym defensorem. O ile po bronionej stronie parkietu Barnes faktycznie potrafi zrobić dużą różnicę, o tyle w ataku ma jeszcze wiele do udowodnienia. Prawdę mówiąc niczego nie robi bardzo dobrze – jest przyzwoitym kozłującym, niezłym strzelcem i dobrym podającym. W Dallas proszą go jednak o więcej. W innym wypadku nie gwarantowaliby takich pieniędzy.

Tymczasem… tak wyglądał shot-chart Harrisona Barnesa z meczów przedsezonowych.

Jasne, to tylko pre-season, więc musimy wziąć poprawkę, iż zawodnicy po prostu podchodzą do tego bardzo ulgowo. Jednak brak skuteczności Barnesa może być dla trenera Ricka Carlisle’a odrobinę niepokojący. Sezon regularny zaczyna się za kilka dni. Barnes ma za sobą bardzo pracowite lato – był częścią olimpijskiego składu, który przywiózł do Stanów Zjednoczonych złoto. Nie był jednak istotną częścią rotacji Mike’a Krzyżewskiego. Akcje oglądął głównie z perspektywy ławki rezerwowych.

Przed Barnesem decydujący sezon. W pierwszej piątce nowej drużyny zastąpił Chandlera Parsonsa. Ten opuścił Teksas niespełniony. Problemy z kontuzjami odebrały mu możliwość odciśnięcia piętna na zespole. Jednak wielkim fanem Parsonsa był Dirk Nowitzki – lider powoli usuwający się w cień. Z tego cienia wyłonić ma się Barnes, ale czy podoła wyzwaniu. W ostatnim sezonie z Warriors notował na swoje konto średnio 11,7 punktu, 4,9 zbiórki i 1,8 asysty trafiając 46,6 FG% i 38,3 3PT%.

James: Kolejne MVP? Czemu nie



Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Patryk
Patryk
25 października 2016 09:36

Przesada takie pieniądze dać za tego gracza, świetny jako zmiennik ale czy sprawdzi się jako starter… Moim skromnym zdaniem nie…

Seba06
Seba06
25 października 2016 10:48

cos z tą NBA jest teraz nie tak…pierwszy lepszy dostaje taka kase że głowa boli

Redakcja
Admin
25 października 2016 11:01

Dziękujemy za Wasze komentarze. Zapraszamy też na nowe Forum PROBASKET – http://probasket.pl/forum/ – pogadajmy tam o NBA!

Adrian
Adrian
25 października 2016 11:14

chłopaki z Dallas byli pod ścianą nikt nie chciał do nich przejść. Cuban duzo robi dla samego Dirka, np wcześniej się poświęcił wziął mało teraz nie było problemu dac Dirkowi kase(25), a po za tym jak Dirk odejdzie będzie tankowanie tylko on trzyma ich na powierzchni. Teraz nie maja złej ekipy przyjście Boguta bardzo wiele wniesie o ile będzie zdrowy. Z drugiej strony na prawde martwi poziom gry Barnesa. Jednak gdyby nie KD to GSW dali by mu pewnie podobne pieniądze tylko, że w GSW nawet jak by grał kaszanę to i tak na tle kolegów nie było by to… Czytaj więcej »