To zawsze niepokojący sygnał, gdy zawodnik ląduje na parkiecie bez jakiegokolwiek kontaktu z rywalem. Karl-Anthony Towns doznał urazu poprzedniej nocy w starciu z Washington Wizards. Lider Minnesoty Timberwolves nie był w stanie opuścić parkietu o własnych siłach. 

Sytuacja miała miejsce w połowie trzeciej kwarty. Karl-Anthony Towns chciał ruszyć do biegu, ale upadł na parkiet i złapał się za łydkę, w okolicach ścięgna Achillesa. To był bardzo niepokojący sygnał. Natychmiast do zawodnika podbiegli członkowie sztabu medycznego Minnesoty Timberwolves. Po chwili KAT wstał, ale nie był w stanie o własnych siłach opuścić parkietu. Jego zespół ostatecznie musiał uznać wyższość Washington Wizards, a Towns w 22 minuty zanotował 8 punktów i 4 asysty. 

Według informacji przedstawionych przez Adriana Wojnarowskiego, Towns wkrótce przejdzie prześwietlenie, które ma wyjaśnić, co dokładnie jest problemem i z jak poważnym urazem mamy do czynienia. Jednak doniesienia z obozu Wolves sugerują, że lekarze są optymistami i kontuzja zawodnika wcale nie musi być poważna. Niewykluczone, że doszło do naciągnięcia mięśnia łydki – tak Wolves de facto opisali uraz Townsa, choć na ten moment nie mogą być tego w stu procentach pewni. 

27-letni lider Wolves jest niezwykle istotny dla planów drużyny dotyczących walki o play-offy zachodniej konferencji. Porażka z Wizards oznacza, że zespół prowadzony przez trenera Chrisa Fincha z bilansem 10-11 zajmuje obecnie 10. miejsce w tabeli, a więc ostatnie premiujące do gry w turnieju play-in. Ewentualny brak Townsa może być dla zespołu problematyczny. Wysoki w 20 meczach bieżącego sezonu notował na swoje konto średnio 21,4 punktu, 8,5 zbiórki i 4,9 asysty trafiając 50,8 FG% oraz 32,8 3PT%.