Czy zastanawialiście się kiedyś która z drużyn obecnej NBA jest najbardziej utalentowana? Nawet jeśli nie, to gdy stawiam teraz przed Wami to pytanie, założę się, że w głowie pojawia Wam się Dallas z Luką i Kristapsem, Memphis z Ja Morantem i Jarenem Jacksonem Jr., z pewnością Nowy Orlean z Zionem i Brandonem Ingramem, pewnie także Atlanta i Boston. Ale czy da się to zmierzyć? Wyrazić liczbami i porównać poszczególne zespoły? Mimo, że zdecydowanie bliżej mi do Davida Sterna niż Adama Silvera, bo koszykówkę kocham, a liczby tylko lubię, natchniony niedawnym nadmiarem czasu wolnego i kilkoma koszykarskimi lekturami, postanowiłem to sprawdzić.


Autorem tego artykułu jest Dariusz Kudła, którego zainspirowały analizy Damiana Puchalskiego – znajdziecie tutaj w specjalnym dziale.

TALENT

Czym jest talent? Nie chcę tu przytaczać słownikowej definicji, bo i nie ma takiej potrzeby – zgodzimy się chyba, że każdy czuje o co chodzi i wie co stoi za określeniem, że dany zawodnik jest utalentowany. Ważniejszym jest więc pytanie, czy da się go zmierzyć. Musi się dać. Stale dokonują tego skauci wszystkich trzydziestu drużyn NBA. A kiedy w największym stopniu zawodnicy oceniani (i nagradzani) są za swój talent? Podczas draftu*.

To wtedy w najbardziej wymierny sposób gracze klasyfikowani są pod kątem talentu, na który składają się już posiadane umiejętności, potencjał rozwoju, zdolności atletyczne, basketball IQ i wiele innych nienamacalnych cech. Potraktujmy więc miejsca w drafcie jako „punkty talentu” i zliczmy je dla poszczególnych drużyn – tak w dużym uproszczeniu brzmiał mój pomysł. Ale kilka kwestii wciąż pozostawało do rozstrzygnięcia.

ZAŁOŻENIA

Po pierwsze, naturalnym jest, że ten kto wygrywa powinien mieć więcej punktów niż ten kto przegrywa. Dla lepszego odbioru rankingu założyłem więc, że za pierwsze miejsce w drafcie przyznaję 60 pkt, za drugie 59, a za ostatnie 1 – czyli odwrotnie do kolejności wyboru. A co z graczami niewydraftowanymi? Założyłem, że skoro ostatecznie dostali się do NBA, to w praktyce nie mogli być gorsi od ostatniego gracza wybranego w drafcie. Gdyby jednak byli pewniakami do gry to poszliby w pierwszej rundzie. Wrzućmy ich więc w środek drugiej rundy, na 45. miejsce, premiowane 16 punktami.

Kolejną ważna kwestią jest to, jak zmienia się postrzeganie gracza za utalentowanego wraz z upływającym czasem. Nikt nie odmówi wybranemu z pierwszym numerem draftu w 2003 roku LeBronowi, że był najbardziej utalentowanym graczem na planecie. Ale czy dziś, po 17 sezonach gry, wciąż nazwiemy go utalentowanym? Według mnie nie, teraz jest po prostu doskonałym, dojrzałym koszykarzem. I każdy zawodnik po kilku latach od wejścia do NBA okaże się albo draftowym bustem, albo gwiazdą, albo po prostu ligowym szeregowcem – niezależnie od poziomu który osiągnie, nie będzie się już oceniało jego talentu. Po ilu latach? Jak długo interesuje nas talent gracza? Przyjrzałem się kilku ostatnim draftom. Nabory z lat 2019, 2018, 2017 – tak, z pewnością talent bohaterów tych draftów wciąż jest omawiany i
oceniany. 2016? Spójrzmy na kilku z jego uczestników – Simmons, Ingram, Jaylen Brown, Jamal Murray, Sabonis, LeVert – tu już powoli wchodzimy w dojrzałe granie, ale kwestie talentu tych graczy są wciąż według mnie istotne. 2015 i tacy przedstawiciele jak KAT, Russell, Kristaps, Winslow, czy Turner? W przypadku tych Panów najwyższy czas określić swoją ligową przynależność, o ich talencie sprzed 5 lat mówi się już raczej nie wiele. To będzie nasz graniczny draft. Bierzemy więc tylko graczy z ostatnich pięciu roczników i za każdy rok, który upłynął od draftu odejmujemy 20% punktów talentu. Już tłumaczę dlaczego – skoro waga talentu jest najwyższa w momencie draftu, a po pięciu latach prawie się już o nim nie mówi to powinniśmy (w miarę upływu czasu) redukować jego rolę. Czyli:

pierwszy numer draftu z 2019 roku otrzymuje 60 pkt
pierwszy numer draftu z 2018 roku otrzymuje 60 pkt – 20% = 48 pkt
dziesiąty numer draftu 2017 roku otrzymuje 51 pkt – 40% = 30,6 pkt

Aha – pomijam zawodników na kontraktach Two-Way. Albo się w NBA jest, albo nie jest. Tajni Współpracownicy według mnie jeszcze nie są.

AND THE WINNER IS…

Pięć najbardziej utalentowanych drużyn obecnej NBA to:

Zgodnie z oczekiwaniami w czołówce mamy więc Atlantę, Nowy Orlean i Memphis. Phoenix jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Jakie wysokie (i świeże) picki PHX kojarzę… Ayton, Mikal Bridges (od Philly), od Bookera minęło już kilka lat… Poza tą trójką dostali sporo punktów za: Elie Okobo (31 numer; 2018 rok), Jevona Cartera (32; 2018), Camerona Johnsona (11; 2019) oraz Ty’a Jerome’a (24; 2019). Tak to jest z młodymi graczami z przełomu pierwszej i drugiej rundy, grającymi po kilkanaście minut – łatwo stracić ich z radaru. Może to Phoenix za bardzo trzyma ich pod kloszem, a może tego talentu nie ma w nich jednak tak dużo. Według obliczeń jest, a czy zamienią się w solidnych graczy, dowiemy się za kilka lat. Podobnie sytuacja wygląda w Minnesocie. Wzrok wszystkich skupiony jest na Karlu-Anthonym Townsie i D’Angelo Russelu, ale za nimi kryje się cała gromada utalentowanych zawodników w postaci relatywnie wysokich i młodych picków takich jak: Jarrett Culver (6; 2019), Josh Okogie (20; 2018), Juan Hernangómez (15; 2016), Malik Beasley (19; 2016), czy Charles Barkley (5; 1984). Phoenix, Minnesota – nie spie… szcie się z trade’ami.

Czas na miejsca 6-25:

Największe zaskoczenia to według mnie niskie pozycje Phily i Dallas. W przypadku tych pierwszych w głowie wciąż odbija mi się echem słynne „trust the process”, ale fakty są takie, że kolejne bardzo wysokie i relatywnie niedawne wybory draftu (wspomniany Mikal Bridges, Markelle Fultz, Jahil Okafor, czy Nerlens Noel) opuszczały miasto równie szybko, jak się w nim pojawiały. W przypadku Dallas gwiazda Luki świeci tak jasnym światłem talentu, że poprawia postrzeganie całej drużyny. Dodatkowo Kristaps wypadł nam z ligi na dłuższy czas z powodu kontuzji i przez to chyba miałem wrażenie, że nie jest w niej aż tak długo, a jest już piąty rok.

Z „niezaskoczeń” solidna pozycja Bostonu, którego intuicyjnie również oceniałem jako dobrze zbalansowany między młodym talentem, a solidnymi weteranami. Bulls, Wizards, Hornets, Knicks – to na nich spoczywa teraz z kolei trudna misja rozwoju swoich talentów („Knicks” i „rozwój” w jednym zdaniu? W przypadku Knicks niech będzie to przynajmniej misja niezmarnowania posiadanego potencjału) i właściwego zbalansowania składów.

Na ostatnich pięciu miejscach uplasowali się… pretendenci do tytułu:

No dobrze, 4 z 5 ekip to ściśli pretendenci, ale zgodzicie się chyba, że Denver też może namieszać. Clippers, Bucks, Lakers, Rockets – tam już nie ma czasu na młodych perspektywicznych, tam wszystko postawione jest na tu i teraz, na sukces w wąskim mistrzowskim okienku.

Chcecie wiedzieć, w której z konferencji jest więcej talentu? Przewagą 2732 do 2377 wygrywa wschód, to tam skupione jest 53,5% talentu ligi.

JUST FOR FUN

Skoro miałem już gotowy mój wielki arkusz kalkulacyjny pełen składów drużyn i draftów od 1998 roku (a niech Cię Vince!) z czystej ciekawości zadałem sobie kilka pytań dodatkowych:

• Która z drużyn NBA ma w swoim składzie najwięcej jedynek draftu?

Los Angeles Lakers – trzy, w osobach LBJ’a, AD i Dwighta. Co ciekawe rywal zza miedzy, Los Angeles Clippers są z kolei drużyną, której najwyżej wydraftowany zawodnik został wybrany z numer niższym niż najwyżej wybrany zawodnik jakiejkolwiek innej drużyny (z jednym małym wyjątkiem)! Gdyby tego było mało zawodnikiem tym jest… Joakim Noah. Tak, tak Panie i Panowie, nie Kawhi, nie Paul George, a właśnie Noah został wybrany najwyżej spośród swoich kolegów – z numerem 9. Jednym małym wyjątkiem, o którym wspomniałem, jest drużyna Miami Heat (Andre Iguodala także z numerem 9).

• Która z ekip ma na pokładzie najwięcej graczy z TOP5/TOP10 draftu?

TOP5: Pelicans z pięcioma zawodnikami (gdyby tego było mało, cała piątka – Zion, Ball, Ingram, Okafor, Favours – mieści się w TOP3!), dalej z czterema Lakers, Kings, Rockets, Grizzlies i Cleve… wait, what? Cleveland? A jednak: Tristan Thompson (4), Kevin Love (5), Darius Garland (5), Dante Exum (5). Nic już nie jest w życiu pewne…

TOP10: Orlando i Houston mają po siedmiu takich graczy, a Celtics, Knicks, Cavs, Kings i Pelicans po sześciu. Za to obrońcy tytułu, Toronto Raptors… jednego… Stanleya Johnsona. Powinienem chyba uwzględnić w obliczeniach talent trenerów.

• Druga strona medalu – ilu graczy z obecnej NBA nie zostało wydraftowanych i kto ma ich najwięcej:

Spośród 440 zawodników, aż 77 nie zostało wydraftowanych. 17,5% – takie mamy szanse na dostanie się do ligi 😉 A gdzie powinniśmy szukać zatrudnienia? U mistrzów, obecnych lub poprzednich – Toronto i Golden State dają pracę pięciu zawodnikom spoza draftu. Ewentualnie jak ktoś lubi trenować to Miami (również 5). Ale jakbyśmy lubili to nie szukalibyśmy dla siebie tylnych drzwi do NBA 😉

• Z jakim średnim numerem draftu byli wybierani zawodnicy poszczególnych drużyn – to już czysto statystyczna ciekawostka, więc bez omawiania wrzucam tabelę:

THE END

Rozpoczynając pisanie, czy właściwie bardziej zbieranie i liczenie danych, miałem w głowie określone postrzeganie konkretnych drużyn, a jednocześnie nie miałem pojęcia jakie wyniki uzyskam. Teraz mogę przyznać, że równie mocno cieszę się z tego, że wiele moich przeczuć zostało potwierdzonych zastosowanym modelem, jak i z tego, że otworzył mi on oczy na kilka ekip, których wcześniej nie odbierałem za tak utalentowane – na pewno będę teraz baczniej przyglądał się ich reprezentantom. Czy ten młody talent rozkwitnie? Być może zechce wykorzystać szansę i przebić się do naszej świadomości już za dwa tygodnie w bańce w Orlando. Nie wiemy co przyniesie przyszłość, tego nie da się policzyć. Wiemy tylko, że na pewno będzie ciekawie.

* Zdaje sobie sprawę, że w wielu przypadkach draftowani gracze wybierani są nie tylko pod kątem czystego talentu, ale też tego jak wpisują się w aktualne potrzeby drużyny. Ale umówmy się, żaden utalentowany gracz nie spadnie w drafcie o pięć czy dziesięć pozycji tylko dlatego, że po drodze nikt go akurat zbytnio nie potrzebował. W najgorszym przypadku zostanie wybrany i wymieniony. Dodatkowo analizie poddajemy tutaj wielu zawodników z kilku roczników – myślę więc, że spokojnie możemy pominąć ten problem.

Autor: Dariusz Kudła

Więcej ciekawych wyliczeń i analiz NBA znajdziecie w specjalnej kategorii: NBA – ANALIZY


Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Manek
Manek
28 lipca 2020 15:04

Ciekawe spojrzenie, jednak punktacja nie do końca miarodajna. Przecież teoretyczna różnica talentu między 1 a 15 pickiem jest nieporównywalnie większa niż między 46 a 60. Nikt nie zamieni 1 i 60 picku na 15 i 46, czy 30 i 31 pick, a według twojego założenia wartość takich pakietów jest równa. Stanley Johnson, który zagrał w tym sezonie raptem 96 minut jest nie tylko jedynym graczem Raptors wybranym w TOP10, jest jedynym wybranym w TOP20!! Następni są Anunoby i Hollis-Jefferson wybrani z 23 pickami. Co więcej w Raptors 3655 minut zagrali w tym sezonie gracze nie wybrani w drafcie z VanVleetem… Czytaj więcej »