Nie da się ukryć, że w NBA zachodzi właśnie zmiana pokoleniowa. Coraz więcej drużyn stawia na młodzież, co przynosi bardzo dobre rezultaty. Przyjrzyjmy się, młodym koszykarzom, którzy mogą wkrótce zwojować parkiety NBA.


W NBA pełno jest utalentowanych, młodych zawodników. To zdumiewające, jak niewiele czasu potrzebują niektórzy gracze, by wyrosnąć na wiodące postaci najlepszej koszykarskiej ligi świata.

Wystarczy wspomnieć Luke Doncicia, który jest absolutnym dominatorem, grając w tych playoffs na poziomie legend NBA. Znakomici są również Devin Booker i Jayson Tatum, będący liderami swoich zespołów. Ja Morant natomiast z gwiazdy awansował na zawodnika kalibru MVP. Nie zapominajmy też o Brandonie Ingramie czy Trae Youngu, którzy wprowadzili swoje zespoły do Playoffs.

Co łączy tych graczy? Każdy z nich jest gwiazdą i twarzą drużyny, a żaden nie ma nawet 25 lat. Zobaczmy, którzy zawodnicy mogą pójść śladami wyżej wymienionych i stać się wkrótce gwiazdami NBA. Pod uwagę brani byli koszykarze poniżej 25 roku życia, którzy nie mają na swoim koncie udziału w Meczu Gwiazd.

Na temat młodych talentów rozmawiali też Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki w ostatnim podkaście PROBASKET Live:

1:49:19 – Na naszych oczach dokonuje się zmiana pokoleniowa w NBA. Kto za kilka lat przejmie pałeczkę od LeBrona JamesaKevina DurantaChrisa Paula i Stephena Curry’ego?

Anthony Edwards (20 lat, 21,3 punktu na mecz)

Zbudowany niczym zawodnik futbolu amerykańskiego Anthony Edwards to prawdopodobnie najbardziej obiecujący młody talent w NBA. Edwards jest graczem niesamowicie silnym i eksplozywnym, który nic sobie nie robi z obecności obrońców i atakując obręcz często kończy akcje spektakularnymi wsadami.

Edwards zanotował wyraźny postęp w porównaniu do sezonu debiutanckiego. Drugoroczniak poprawił się w każdym aspekcie gry, a na szczególną uwagę zasługuję coraz lepszy rzut za trzy. W tym sezonie 20-latek trafiał trzy trójki na mecz na 35% skuteczności. Jeśli dalej będzie się rozwijał, to za parę lat może być jednym z najlepszych obwodowych w lidze.

Tyler Herro (22 lata, 20,7 punktu na mecz)

Świeżo upieczony najlepszy rezerwowy sezonu to już teraz wybitny gracz ataku. Tyler Herro jest tak naprawdę jednym z liderów Miami Heat, mimo że wchodzi do gry z ławki rezerwowych.

To drugi najlepszy strzelec zespołu (ustępuje tylko Jimmy’emu Butlerowi), który odznacza się niesamowitą pewnością siebie. Obwodowy zespołu z Florydy dysponuję szerokim wachlarzem zagrań w ataku, w tym bardzo dobrym rzutem (prawie trzy trójki na mecz, na dobrej skuteczności). Jego wsparcie jest nieocenione także w końcówkach, gdy ważą się losy spotkania. Herro w takich sytuacjach nie pęka i bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za drużynę.

Deandre Ayton (23 lata, 17,2 punktu na mecz)

Można się kłócić, czy ten gracz ma zadatki na prawdziwą gwiazdę. Deandre Ayton niewątpliwie zalicza się do ligowej czołówki na pozycji centra, jednak trudno powiedzieć, jak sprawdziłby się w roli lidera.

Z drugiej strony trzeba docenić progres, jaki ten gracz wykonał po obu stronach parkietu, stając się maszyną do zbierania i zdobywania punktów w pomalowanym oraz świetnym obrońcą strefy podkoszowej. Ayton jest na tyle młody, że być może wkrótce wejdzie na jeszcze wyższy poziom i stanie się czołowym centrem (obok Joela Embiida i Nikoli Jokicia) w lidze. Już teraz jest jedną z najważniejszych postaci celujących w mistrzostwo Phoenix Suns. Jego akcje pick and roll z Chrisem Paulem, to bardzo groźna broń w ofensywie „Słońc”.

Shai Gilgeous – Alexander (23 lata, 24,5 punktu na mecz

Łatwo przeoczyć tego zawodnika. Shai Gilgeous–Alexander gra w cieszącej się znikomym zainteresowaniem mediów drużynie Oklahoma City Thunder. Trzeba jednak odnotować, że kanadyjski obwodowy z roku na rok poprawia się, wznosząc swoją grę na coraz wyższy poziom.

Dysponujący ogromnym zasięgiem ramion Gilgeous–Alexnader, ma dużą łatwość w dostawaniu się pod obręcz i punktowania z pomalowanego. Na uwagę zasługuje także jego praca w defensywie i umiejętność wymuszania strat (1,3 kradzieży na mecz). Shai jest obecnie największą nadzieją Thunder, ale nie można zapomnieć o Joshu Giddey. Ten duet może być jednym z ciekawszych do oglądania w kolejnych latach.

Jordan Poole (22 lata, 18,5 punktu na mecz)

Pod nieobecność Klaya Thompsona Jordan Poole stał się bardzo ważnym zawodnikiem w rotacji Golden State Warriors. Młody Poole jest znakomitym uzupełnieniem podstarzałego nieco duetu splash brothers.

Poole ze swoim znakomitym rzutem dystansowym idealnie wpisuje się w styl gry prowadzonego przez Steve’a Kerra zespołu. Ponadto, obwodowy Warriors poprawił się jako playmaker, notując w tym sezonie najlepsze w karierze 4 asysty na mecz. Co bardzo istotne, Poole prezentuje się świetnie także w playoffs, pokazując, że można na nim polegać w najważniejszych momentach sezonu. Rzucający obrońca jest przyszłością drużyny z San Francisco.

Tyrese Maxey (21 lat, 17,5 punktu na mecz)

Tyrese Maxey wyrósł na znakomitego gracza. Z konieczności zaczął ten sezon jako podstawowy rozgrywający i szybko stał się drugim (po Embiidzie) najważniejszym graczem Philadelphia 76ers.

Po przyjściu do klubu Jamesa Hardena wielu miało obawy, czy rola młodego rozgrywającego nie zostanie mocno ograniczona. Na szczęście Maxey nie zniknął, wciąż będąc wyróżniającą się postacią. Odpadnięcie Sixers z playoffs już w drugiej rundzie i rozczarowująca postawa Hardena rodzi wiele pytań o przyszłość filadelfijskiej drużyny. Być może lepiej zakończyć współpracę z „Brodaczem” i postawić całkowicie na Maxeya.

Scottie Barnes (20 lat, 15,3 punktu na mecz)

Wybrany na najlepszego debiutanta sezonu Scottie Barnes przypomina nieco Kawhia Leonarda. Ma zbliżone warunki fizyczne i bardzo podobny zestaw umiejętności. Podobnie jak młody Leonard, jest on graczem znakomitym po bronionej stronie parkietu, jednak potrafi się odnaleźć także w ataku.

Barnes gra na wysokiej skuteczności (blisko 50% z gry), opierając grę głownie na atakach strefy podkoszowej. Ponadto dał się poznać jako solidny playmaker, notując ponad trzy asysty na mecz. Scottie to typ gracza, który na parkiecie robi po trochu wszystkiego i jest w tym naprawdę dobry.

Wróćmy jeszcze do koszykarskich porównań. Niedawno na temat tego gracza wypowiedział się Magic Johnson, stwierdzając, że Barnes ma w sobie wiele z niego samego. To już coś znaczy.

Cade Cunningham (20 lat, 17,4 punktu na mecz)

Cade Cunningham jest przygotowywany do roli lidera od początku kariery. Ma być fundamentem nowych Detroit Pistons, graczem który pomoże odbudować tą zasłużoną dla NBA markę.

W sezonie debiutanckim Cunningham pokazał, że może kimś takim się stać, choć z pewnością jest pole do poprawy. Obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi rozgrywający ma zadatki na prawdziwego „generała parkietu”, mocnego w każdym elemencie (ponad 5 zbiórek i ponad 5 asyst na mecz) i jest porównywany do Luki Doncicia. Na ten moment Cunningham to oczywiście gracz o dwie klasy gorszy niż Słoweniec, ale nie można mu odmówić potencjału.

Dyrekcja klubu z Detroit stoi teraz przed trudnym zadaniem zapewnienia swojemu liderowi odpowiedniego wsparcia.

Jalen Green (20 lat, 17,3 punktu na mecz)

Oddając Jamesa Hardena, Rockets otworzyli nowy rozdział w klubowej historii, powierzając losy drużyny młodym graczom. Wśród tej utalentowanej młodzieży, najbardziej wyróżnia się pierwszoroczniak Jalen Green.

Debiutant ma niesamowicie spektakularny styl gry, którym trudno się nie zachwycić. Green jest bardzo szybki, a w swoich poczynaniach przypomina Ja Moranta. Wystarczy spojrzeć na to, jak atakuje obręcz czy wyskakuje do podań alley-oop. Ponadto, trafia na niezłej skuteczności ponad dwie trójki na mecz, więc można się spodziewać, że stanie się także znakomitym strzelcem.

Z tyloma obiecującymi koszykarzami w składzie i Greenem jako liderem, zespół z Houston powinien niedługo odbić się od dna.

Jonathan Kuminga (19 lat, 9,3 punktu na mecz)

Statystyki tego nie pokazują, ale ten gracz ma ogromne możliwości. Ponad dwa metry wzrostu, siła fizyczna, rzadko spotykany atletyzm i potencjał na elitarnego obrońcę, to największe atuty nastolatka z Demokratycznej Republiki Konga. Wraz z upływem czasu, rola skrzydłowego w składzie drużyny Golden State Warriors powinna rosnąć. Minusem jest słaby rzut z dystansu, ale to element gry, który można wypracować (a przecież ma od kogo się uczyć).

Kuminga jest jeszcze „surowy” technicznie, ale pamiętajmy, że ma dopiero 19 lat. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to za parę lat, możemy mieć kolejną koszykarską gwiazdą rodem z Afryki.

O zmianie pokoleniowej i największych talentach NBA podczas ostatniego odcinka PROBASKET LIVE rozmawiali również Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki (od 1:49:19), którzy podsumowali również dotychczasowe zmagania w play-offach.








3 KOMENTARZE

    • Co Ty opowiadasz, a on nie podpisał w zeszłym roku kontrakt na 4 lata, ale nie super maxa jak chciał?
      A jeśli chodzi o to czy ma zadatki na gwiazdę, to raczej nie, ale może być przez wiele lat jednym z trzech centrów w NBA. Ma na to papiery, ciągle się rozwija.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj