Myślisz, że NBA w latach 90-tych była lepsza od obecnej? A może nie pamiętasz tamtych czasów i zastanawiasz się o co tym starszym kibicom chodzi? Kevin Garnett może zaskoczyć Was obu! KG jest ze starej szkoły, przyszedł do NBA w połowie lat 90-tych, a jednak uważa, że to obecna koszykówka jest lepsza, niż kiedyś i że zawodnicy grający 20-30 lat temu w NBA nie poradziliby sobie w obecnych warunkach!


Kevin Gartnett napisał książkę, która w USA ukaże się 23 lutego. Nosi tytuł „KG: A to Z: An Uncensored Encyclopedia of Life, Basketball, and Everything in Between„, czyli w dosłownym tłumaczeniu „KG: od A do Z: Nieocenzurowana encyklopedia życia, koszykówki i wszystkiego pomiędzy„. Z tej okazji udzielił obszernego wywiadu Davidowi Marchese z New York Times.

KG opowiada o NBA do której przyszedł. O tym jak David Stern (poprzedni komisarz ligi) zbudował jej potęgę. Stern narzucał pewne rzeczy, ale według Garnetta miał wizję – chciał, aby koszykarze byli postrzegani jako profesjonaliści i gwiazdy, aby liga mogła być uznawana za najlepszą na świecie i aby w każdym kraju były transmisje.

Nie wszystkie decyzje i sposób zarządzania Sterna się Garnettowi podobały, ale oddaje mu, że patrząc z perspektywy były słuszne i zaprowadziły NBA na szczyt.

Skupmy się jednak na innej kwestii, jaka została w tym wywiadzie poruszona. Dziś kibice często używają słynnego już określenia „kiedyś to było” (nie chodzi o memy). Mają na myśli to, że kiedyś w NBA była obrona, a co za tym idzie – kiedyś to była koszykówka, lepsza, twardsza, a dzisiaj to tylko biegają i rzucają i nikt nie broni.

Dyskusję na ten temat już zapowiedzieliśmy z Krzyśkiem Sendeckim w Podkaście PROBASKET LIVE (poruszymy ją w kolejnym nagraniu we wtorek 16 lutego na YouTube). Kiedy o tym wspominaliśmy, to zmotywował nas Dino Radja, który właśnie w takim lekceważącym tonie wypowiadał się na temat współczesnej NBA.

Ciekawe spojrzenie na tę kwestię ma Kevin Garnett. Wydawało by się, że też powinien uważać, że „kiedyś to było„, bo KG sam grał w NBA od połowy lat 90-tych, czasem ostro i nie należał do lubianych przez rywali.

Uważam, że koszykówka jest obecnie na innym poziomie. Chciałbym zobaczyć jak wchodzisz na boisko, biegniesz z jednego rogu do drugiego rogu, zatrzymujesz się i rzucasz z dystansu. Robisz to 10 razy. Po czymś takim chciałbym, żebyś skupił się na tym jak jesteś zmęczony, ponieważ zawodnicy w NBA robią to przez 48 minut. Nie sądzę, aby zawodnicy sprzed 20 lat dali radę grać w ten sposób – powiedział Garnett.

Na obronę „kiedyś to było” przyznał jednak: 20 lat temu w defensywie można było pomagać sobie rękami. Dzisiaj jest to zabronione. To sprawia, że współczesna obrona jest prawie niemożliwa. Wyobrażasz sobie nie używać rąk przeciwko Michaelowi Jordanowi? Dziś nie możesz dotykać gracza ataku. To daje im obecnie ogromne możliwości i przewagę – uważa KG.

– Możesz wykorzystywać swoją kreatywność i być jedną z gwiazd ligi. Rzuty z odchylenia czy z jednej nogi. To co teraz robi Nikola Jokić jest zaczerpnięte od Dirka Nowitzkiego. Jokić połączył to ze swoimi pomysłami i talentem. Ale spójrzcie jeszcze na Stepha Curry’ego. On zrewolucjonizował koszykówkę pokazując, że może trafiać z dystansu, z bardzo daleka, i to z wysoką skutecznością. Spójrzcie na Klaya Thompsona czy Damiana Lillarda. Oni zmienili koszykówkę. Nie wiem czy rozgrywający i rzucający obrońcy sprzed 20 lat mogliby grać we współczesnej NBA. Rywalizacja i konkurencja jest ogromna – powiedział Garnett, a zakończył wypowiedź słowami: Myślę, że koszykówka jest dziś w dobrym miejscu.

To, co powiedział nie pasuje więc do tezy „kiedyś to było”.

Owszem, kiedyś można było używać rąk w obronie, ale koszykówka nie była tak atletyczna tzn. byli szybcy zawodnicy, ale nie byli przy tym tak silni jak obecni. A jak byli silni, to nie byli już tak skoczni i tak dalej.

Dziś NBA i cały sport zawodowy, a więc po prostu sportowcy wydaje się, że weszli na kolejny (wyższy oczywiście) poziom.

Można pokusić się o stwierdzenie, że to, co kiedyś było wyjątkiem, jest obecnie powszechne. Współcześni zawodnicy nie mają pojedynczych cech, którymi się wyróżniają. Podniósł się ogólny poziom sprawności, którą określam jako atletym.

Warto też dodać niebywałą precyzję, wręcz perfekcję, w różnych aspektach. Chodzi tu o skuteczność rzutową (nie tylko z dystansu, ale także z półdystansu), a także umiejętność kozłowania, podawania, albo czytania gry rywali.

Dziś niemal każdy zawodnik NBA na treningu trafia, jak to się mówi „wszystko”. Oczywiście, że kiedyś też byli wybitni strzelcy, ale często nie byli oni tak sprawni fizycznie. Mark Price, Jeff Hornacek czy Dennis Scott, Steve Smith, a nawet Dell Curry nie należeli do „tytanów szybkości i sprawności„.

Z drugiej strony jak spojrzymy na Dee Browna, Spuda Webba czy nawet Barona Davisa lub Johna Starksa z uwagi na skoczność, a na Gary’ego Paytona i Jasona Williamsa z uwagi na szybkość, to wcale nie jest powiedziane, że oni we współczesnej NBA by się nie odnaleźli.

Czy zatem można jednoznacznie określić, że „kiedyś to było„, albo „teraz to dopiero jest basket„? 

A może można pokusić się o stwierdzenie, że 20 lat temu Vince Carter, Kobe Bryant czy Tracy McGrady, a 30 lat temu Michael Jordan czy Dominique Wilkinswyprzedzili swoją epokę„, ale byli wyjątkami lub na pewno mniejszością?

Mam na myśli to, że pewne ich cechy motoryczne były wyjątkowe, a dziś są dużo bardziej powszechne. Może to jest dobry kierunek w ocenie poziomu NBA sprzed 20-30 lat i tej obecnej?

Przyglądając się współczesnej NBA na pewno możemy stwierdzić, że jest ona szybsza, że oddaje się więcej rzutów, ale też dlatego, że zawodnicy mają takie możliwości. Tak samo wydaje się, że obecnie większa liczba zawodników jest bardziej wszechstronna, niż ich poprzednicy – że każdy dziś „dynamit w nogach” i „skacze pod sufit”. Dziś wsadami popisują się nawet ci którzy mają niewiele ponad 180 centymetrów wzrostu i są przy tym szybcy i dynamiczni. Kiedyś takie rzeczy nie były tak bardzo powszechne.

Warto też zwrócić uwagę na rozwój i zmianę samej koszykówki. Kiedyś grało się z klasycznym centrem. Zatrudnienie w NBA znajdowali gracze wolni, ale silni i wysocy. Dziś, jeśli są „klocami„, to nie ma dla nich miejsca. Gra przyspieszyła. Okazało się, że można więcej rzucać z dystansu i że niżsi gracze opanowali umiejętność defensywy przeciwko wyższym od siebie, a w ataku wykorzystują swoją sprawność i wyciągają rywali spod kosza, bo mogą rzucać z dystansu. 

To wszystko wpłynęło na ewolucję samej koszykówki. W ostatnich latach byliśmy świadkami ery „small ball”, czyli gry bez klasycznego centra i nastawionej na rzucanie z dystansu. Dziś mamy jednak kilku środkowych, których gra ewoluowała i dostosowała się do realiów. Czy zwiastują oni kolejną zmianę? Kolejną ewolucję koszykówki?

Joel Embiid jest potężny, ale przy tym bardzo sprawny i dobrze rzuca z dystansu, a ma 213 centymetrów wzrostu. Nikola Jokić jest niewiele niższy, bo ma 211 centymetrów (on to w ogóle jest wyjątkowy, bo trudno go zaliczać do tytanów szybkości). Wielkim fenomenem są Kevin Durant (208cm) i Giannis Antetokounmpo (211cm), którzy przy swoim wzroście osiągnęli niesamowitą sprawność fizyczną. Do tego Giannis siłę, a Durant precyzję. 

Są też rozgrywający, którzy robią rzeczy jakie ich rodzicom przy tym wzroście się nie śniły. Steph Curry ma 191 centymetrów wzrostu. Nie pakuje często, ale nie ma z tym problemu. Niektórzy pewnie by się zdziwili jakby zobaczyli, co potrafi. Także Chris Paul może wielu zaskoczyć. Przy wzroście niewiele ponad 180 centymetrów potrafił wsadzać nad dużo wyższymi od siebie.

Jeśli mówimy o jednostkach, to nie może zabraknąć LeBrona Jamesa! Oczywiście ma on mnóstwo hejterów, ale przy wzroście 206 centymetrów i budowie kulturysty jest niezwykle sprawny, silni, a przy tym szybki. On na pewno „wyprzedził swoją epokę”.

Skupiając się jednak na jednostkach, poszczególnych zawodnikach, nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie: czy naprawdę „kiedyś to było”?

Należy spojrzeć na to zagadnienie jako na całość, a może najlepiej przez pryzmat najgorszych pięciu drużyn dziś i pięciu najgorszych 30 lat temu? Jacy wtedy grali tam zawodnicy? Czym się charakteryzowali? Czy byliby w stanie grać we współczesnej NBA?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach. A o tym czy na pewno „kiedyś to było” porozmawiamy w najbliższym Podkaście PROBASKET LIVE na YouTube we wtorek 16 lutego o godz. 21:00. Zapraszam wspólnie z Krzysztofem Sendeckim.

Michał Pacuda – http://twitter.com/Pacuda

Sprawdź także:

PROBASKET na Twitterze znajdziecie tutaj>>

PROBASKET znajdziecie też na Instagramie – tutaj>>

Archiwum Podcastów – https://probasket.pl/category/podcast…

Zapraszam do:

Grupa dyskusyjna PROBASKET – https://www.facebook.com/groups/proba…​ 

PROBASKET na Facebooku – https://www.facebook.com/probasketpl/​ 

Podcastu PROBASKET można posłuchać w wersji audio:

  1. SoundCloud
  2. YouTube (tutaj wersja video)
  3. iTunes
  4. Spotify
  5. Podcasty Google




4 KOMENTARZE

  1. Ciekawy artykuł, każdy gracz wymieniony przez was imiennie był ponad czasowy i na swój sposób wyjątkowy. Są to gracze, którzy poradzili by sobie w, każdych warunkach. Reszta też dostosowała by się do zmian nie przesadzajmy chociaż zajęło by im to troszeczkę dłużej. Dyscyplina ewoluowała a wraz z nią zawodnicy. Po co się zastanawiać czy ci z lat 80,90 dali by radę? Jak przenieść ich w magiczny sposób podczas swoich prime i dać im zagrać jeden sezon w dzisiejszych czasach to pewnie nie dali by rady ale gdyby urodzili sie w dzisiejszych czasach mieli ten sam system treningu i zaplecze to grali by identycznie jak dzisiejsi koszykarze.

  2. Ciekawie jest też spojrzeć w przyszłość nba. Co jeszcze się zmieni za 10, 15 lat?. W latach 80 pojawiły się rzuty za 3 punkty. Bird był wtedy bogiem w tym temacie, a przecież dzisiaj jego 2, czy 3 trójki w meczu nie robiłyby na nikim wrażenia. Teraz zawodnicy są sprawniejsi, szybsi, lepsi technicznie, skoczniejsi. La Vine rzucił niedawno 10 razy i przeszło to bez większego echa. Norma. Trójek można , więc spodziewać się jeszcze więcej. Gdzieś pod 20 będzie wykręcony rekord za 3 w jednym meczu za ten czas. Będąc już przy Zachu, to porównajmy też jego wygrane konkursy wsadów z Wilkinsem. Dominique nawet nie śnił wtedy, że można coś takiego zrobić.. Obstawiam też, że szybkość gry jeszcze wzrośnie i mogą pojawiać się akcje z kilkoma podaniami z rzędu na jeden kontakt. Zresztą sam Bird czasem próbował tego typu zagrań. Pewnie pojawi się jakiś nowy Stockton, który będzie tak potrafił asystować. Oby tylko nie wprowadzono spalonego.

  3. Oczywiście, że kiedyś to było.
    Czy dawni zawodnicy by się nie odnaleźli w dzisiejszej NBA? Wielu pewnie nie (częściowo kwestia zacofanych programów rozwojowych, częściowo większej specjalizacji graczy). Ale czy dzisiejsi by się odnaleźli w starej koszykówce? Też niekoniecznie.
    Antek by sobie nie poszalał, bo zacieśniona obrona, której bardzo nie lubi oraz twardzi gracze pod koszem by mu odebrali jego główne atuty. Curry czy Harden nie mogliby rzucać beztrosko, bo ciągle by się do nich ktoś z rękoma kleił, a wjazd pod kosz kończyłby się brutalnym sprowadzeniem do parkietu, więc ich uniwersalność by zmalała. Durant? On pewnie byłby wielką gwiazdą, podobnie jak James (obecny, bo ten sprzed kilku lat był za dużym miękiszonem).

  4. Nie mam nic przeciwko szybszej koszykówce, ale zdecydowanie za dużo rzutów za 3 i za dużo udawanych fauli przez co przestaje NBA oglądać.
    W piłce nożnej sędzia da żółtą kartkę jak ktoś pali jana na murawie. Druga i lecisz z boiska.
    Taki Embid czy Harden nie pograli by długo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here