Po nieudanych ostatnich play-offach, Cleveland Cavaliers wracają do rywalizacji w sezonie 2026/2027 z zamiarem włączenia się do walki o mistrzostwo NBA. Liderem zespołu jest Donovan Mitchell, który w ostatniej rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że “nigdy więcej nie chce grać w koszulce innego zespołu”. To mocne słowa, biorąc pod uwagę, że ewentualny brak sukcesu Cavs może wywołać dyskusje.
Kiedy Donovan Mitchell trafił do Cleveland Cavaliers w 2022 roku, pojawiały się wątpliwości, czy będzie chciał związać się z klubem na dłużej. Od tamtej pory podpisał jednak dwa przedłużenia kontraktu. – Nie chcę już nigdy zakładać innej koszulki. Nie widzę siebie w innej drużynie. Biznes to biznes i rozumiem, jak to działa. Może nadejść moment, w którym nie będziemy już w stanie walczyć o zwycięstwa, a wtedy trzeba będzie podejmować określone decyzje – powiedział Mitchell.
– Jednak celem, który przyświecał mi przy podpisywaniu tego przedłużenia kontraktu, jest pozostanie tutaj na zawsze. Muszę dostarczyć konkretny wynik. Musimy je dostarczyć jako zespół. Nie twierdzę, że przedłużenie umowy gwarantuje mistrzostwo, ale właśnie do tego dążymy. To cel, dla którego każdego ranka wstaję z łóżka. Nie chcę być nigdzie indziej. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Marzę o tym, żeby zostać tutaj na zawsze i pewnego dnia zobaczyć swoją koszulkę z numerem 45 zawieszoną pod dachem hali – dodał.
W lipcu 2024 roku Mitchell podpisał trzyletnie przedłużenie kontraktu na maksymalną kwotę. W lipcu tego roku, już pierwszego dnia, w którym mógł to zrobić, uzgodnił z Cavaliers kolejną umowę. Decyzja zapadła po tym, jak Cleveland zostało rozbite przez New York Knicks 0:4 w finałach Konferencji Wschodniej. Choć porażka była dla zespołu bolesna, Mitchell już po przegranym czwartym meczu zapewniał dziennikarzy, że bardzo dobrze czuje się w Cleveland i chce pozostać w klubie. Niedługo później potwierdził te deklaracje, wiążąc swoją przyszłość z drużyną na kolejne lata.
Najnowsze przedłużenie to czteroletni kontrakt na maksymalną kwotę, który obowiązuje co najmniej do końca sezonu 2029/2030. – Kiedy po raz pierwszy tutaj przyjechałem, poczułem się jak w domu. Człowiek chce znaleźć się w miejscu, w którym może zaznać spokoju. Kiedy widzisz, że organizacja robi wszystko, aby wygrywać… Właściciele z rodziny Gilbertów budują nowy ośrodek treningowy. Czasami żartuję z tego, że podczas każdej podróży wyjazdowej mamy zapewnione jedzenie, ale to również ma znaczenie. Liczą się wszystkie takie rzeczy. Czuję się bezpiecznie, znam swoich sąsiadów. Mogę być sobą i czuć spokój. To wszystko składa się na całość. Często wspominam, że mojej żonie podoba się w Cleveland. To również bardzo ważne – przyznał Mitchell.
– Kiedy tu przyjechałem, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Prawdopodobnie mówiłbym to samo, co wielu innych zawodników NBA, którzy zatrzymują się tylko w hotelach, nie poznają okolicy i nie rozumieją, jakie naprawdę jest Cleveland. Pewnie też myślałbym wtedy: “Chcę już stąd wyjechać”. Po prostu nie znałem tego miejsca. Z czasem jednak zaczynasz je odczuwać i dostrzegać jego zalety. Widzisz potencjał drużyny i to, jak stopniowo robimy postępy. Oczywiście, nie zdobyłem jeszcze mistrzostwa, a to odpowiedzialność całego zespołu, ale krok po kroku stawiamy się w sytuacji, w której możemy naprawdę powalczyć o tytuł – zakończył.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










