Donovan Mitchell przywitał się w środę z fanami Cleveland Cavaliers podczas specjalnej konferencji prasowej. Nie zabrakło też jednak pytań o New York Knicks. Jak zresztą przyznał, on sam także myślał, że jeśli zostanie gdzieś wytransferowany, to do Nowego Jorku właśnie.

Kilka tygodni trwały negocjacje między Utah Jazz a New York Knicks w sprawie transferu Donovana Mitchella. I co? I w środę zawodnika w swoich szeregach oficjalnie powitali Cleveland Cavaliers. To ostatecznie właśnie tam trafił Mitchell, choć na konferencji powitalnej sam przyznał, że myślał, iż koniec końców wyląduje w Nowym Jorku. – Kto nie chciałby być w domu? To byłoby naprawdę przyjemne – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami.

Mitchell urodził się w Nowym Jorku i to tam spędził swoje dzieciństwo, dlatego Knicks od samego początku byli jednym z głównych kandydatów do pozyskania 26-latka. Co więcej, obrońca miał umieścić nowojorski klub na liście drużyn, do których chciałby trafić. Ostatecznie jednak Knicks nie potrafili się porozumieć z Jazz, a cała wymiana rozbiła się przede wszystkim o nieścisłości związane z wyborami w drafcie NBA.

Taka wypowiedź o grze w domu mogłaby nieco zmartwić fanów Cavs, gdyby nie fakt, że Mitchell na tej samej konferencji bardzo pozytywnie wypowiedział się także o swoim nowym klubie. – Gdy tylko się dowiedziałem, gdzie trafiłem, to nie mogłem wyobrazić sobie lepszego miejsca – stwierdził trzykrotny all-star. Potwierdził też plotkę, że po usłyszeniu doniesień o wymianie „biegał jak szalony” po polu golfowym w Miam Beach, gdzie akurat przebywał.