Po tym jak dwa mecze ligi baseballowej zostały przełożone, a u zawodników MLB wykryto koronawirusa, trzeba się zastanowić czy nowy sezon NBA ma szansę wystartować w grudniu, a jeśli tak to w jakiej formie?


Uwaga! To jest artykuł o nowym, kolejnym sezonie, czyli 2020/2021, a nie tym, który rusza w 30 lipca, bo w najbliższy czwartek wznowione będą rozgrywki 2019/2020.

Po prawie pięciu miesiącach przerwy (NBA zawiesiła sezon 11 marca) zawodnicy wrócą do gry. Restart możliwy jest, ponieważ 22 z 30 drużyn znajdują się w tak zwanej „bańce”, czyli są zamknięci w Disnelyandzie na Florydzie, gdzie są hotele, hale sportowe, ogromne tereny, które zostały zagospodarowane na przyjęcie kilkuset zawodników, trenerów i pracowników obsługi.

 

 

 

Co z sezonem 2020/2021?

Ze względu na restart sezonu 2019/2020 ewentualny siódmy mecz finału NBA 2020 planowany jest na 13 października. Nie jest więc możliwe, aby nowe rozgrywki ruszyły zgodnie z wcześniejszym planem (sprzed pandemii), czyli 21 października.

Obecnie NBA podaje datę rozpoczęcia rozgrywek 2020/2021 na 1 grudnia, ale i to nie jest pewne.

Najpierw mówiło się, że NBA chciałaby zacząć później, czyli 1 grudnia, ale nie zmniejszać liczby spotkań. To byłoby nawet możliwe. 

Potem jednak doszły sygnały, że jeśli start miałby być 1 grudnia, to obozy przygotowawcze musiałyby się zacząć 10 listopada, co biorąc pod uwagę finał rozgrywany na początku października, brzmi mało realnie ze względu na krótką przerwę.

NBA chce zakończyć sezon 2020/2021 w czerwcu, żeby wszyscy zawodnicy mieli pewność, że mogą wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich.

Przedłużenie sezonu do lipca uniemożliwi lub bardzo utrudni to niektórym graczom.

NBA ma jednak większy problem, niż to czy zacząć 1 czy 25 grudnia i to czy zagrać do kwietnia 82 mecze, 72, a może 68. Tym problemem jest oczywiście pandemia.

NBA chciała, żeby nowy sezon rozgrywany był bez kibiców, ale we własnych halach (przynajmniej na początku, żeby nie było kibiców, a może potem by się to zmieniało). Problem polega jednak na tym, że wtedy zawodnicy podróżowaliby po całych Stanach Zjednoczonych, jak wcześniej, mieszkaliby w swoich domach, chodzili do sklepów i restauracji, mieli styczność z bliskimi, którzy też spotykają się z innymi ludźmi w różnych miejscach itd. Taka sytuacja daje dużo większe prawdopodobieństwo zarażenia się koronawirusem, niż ta kiedy zawodnicy zamknięci są w „bańce” w Disneylandzie i codziennie poddawani testom. 

Przykład z ligą baseballową, pokazuje, że w obecnej sytuacji brak kibiców w halach i na stadionach nie rozwiązuje problemu. Zawodnicy mogą zarazić się od swoich bliskich oraz od przebywania w miejscach publicznych (hotele, sklepy, lotniska, restauracje itp.). 

Mamy koniec lipca. Do 1 grudnia pozostały cztery miesiące, a liczba zakażeń koronawirusem wciąż rośnie. Przez ostatnie dwa tygodnie w USA codziennie stwierdzano po 60-70 tysięcy nowych zakażeń!

Zawodnicy NBA i dziennikarze przyglądają się temu, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, co dzieje się w innych ligach i zastanawiają się, jak to będzie wyglądać za kilka miesięcy, bo trudno uwierzyć, że problem koronawirusa zniknie lub ulegnie zmarginalizowaniu. Niestety nic na to nie wskazuje.

Na razie NBA gra w „bańce”, ale przecież nie da się stworzyć kolejnej bańki na 30 drużyn i zamknąć wszystkich na pół roku w jednym miejscu bez ich rodzin. W ostatnim programie The Jump omawiano ten wątek i padły ciekawe propozycje. 

Rachel Nichols zaczęła od stwierdzenia, że nie wyobraża sobie, żeby zawodnicy zgodzili się na zamknięcie w bańce przez pół roku bez swoich rodzin. Tracy McGrady uważa jednak, że jeśli bańka działa, to nie można podejmować ryzyka, bo widać co się dzieje w innych ligach, które nie są odizolowane.

Według McGrady’ego NBA będzie musiała rozpocząć nowy sezon także w „bańce”, ale pewnie z różnymi zmianami. Mogłaby na przykład pozwolić zawodnikom na przyjazd wraz z rodzinami. 

Bardzo ciekawą propozycję ma Amin Elhassan. – Nowy sezon widziałbym jako kilka „baniek”. NBA już wie, jak to się robi. Może więc stworzyć dwa takie miejsca, a może nawet cztery? Może trzeba będzie sezon podzielić na etapy jak w lidze uniwersyteckiej, gdzie masz przecież semestry, albo ferie na wiosnę, czyli robisz krótką przerwę, spędzasz z najbliższymi i wracasz. Oczywiście znów przechodzisz proces kwarantanny i jesteś poddawany testom. Wtedy mógłby się zacząć drugi etap, drugi semestr. To nie będzie sezon trwający pół roku i nie będzie 82 spotkań. NBA musi wymyślić najlepszy, najmądrzejszy sposób, aby rozgrywki się odbyły do końca, żeby zminimalizować zagrożenie. Możemy też oczywiście nie wznawiać sezonu w ogóle, ale wtedy trzeba się liczyć z brakiem pensji. 

Jak zatem będzie wyglądać sezon 2020/2021? Jak powinien wyglądać?

Czy NBA zamknie zawodników w jednym miejscu, a może stworzy kilka baniek?

A może w listopadzie będzie już „po temacie” i problem koronawirusa zostanie rozwiązany?

Fragment programu The Jump na ten temat obejrzyjcie tutaj:

Oglądaj NBA z PLAY przez 14 dni bez opłat!

Warto przeczytać poniższy artykuł o terminarzu:

NBA podała terminarz! Codziennie mecze NBA NA ŻYWO bez zarywania nocy!


Advertisement
Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
edi
edi
28 lipca 2020 17:34

Najpierw trzeba mieć się czym zarazić. Ściema jakieś świat dawno nie widział. Lekarz w szpitalu sam powiedział że ludziom w głowach poprzewracalo od tej całej pandemii. Drugi lekarz pyta czy da się chorować bezobjawowo na grypę lub katar.. wszystkie przypadki śmiertelne to osoby które już i tak są schorowane i stare więc byle infekcja może ich położyć. Na opakowaniu z maseczkami napisane jest że nie chronią one przed wirusem. Zdjęcie to jest usuwane przez FB pod pretekstem kłamstw. Komus na rękę jest światowy kryzys i nic więcej.