NBA od prawie roku sprawdza, czy Los Angeles Clippers mogli wykorzystać firmę Aspiration do wypłacenia Kawhiemu Leonardowi pieniędzy poza jego oficjalnym kontraktem. Firma najpierw dostała 50 mln dolarów inwestycji od Steve’a Ballmera i podpisała z Clippers umowę sponsorską, a później zawarła z Leonardem czteroletnią umowę reklamową za 28 mln dolarów. Problem tylko w tym, że reklamy z jego udziałem się nigdzie nie pojawiły. Teraz raport prawników, którzy badali tę sprawę trafił do NBA. Podobno liga rozmawia z Ballmerem i Clippers o możliwym zamknięciu sprawy. Uzgodniony transfer Leonarda do Toronto Raptors nadal stoi w miejscu, ale może w końcu do niego dojdzie?
Jeśli NBA uznałaby, że Aspiration była tylko pośrednikiem do przekazania dodatkowej pensji „pod stołem„, byłoby to obejście salary cap – jedno z najpoważniejszych naruszeń zasad ligi. Jeśli nie ma na to twardych dowodów, Clippers mogą odpowiadać za niewłaściwy nadzór nad relacjami klubu, sponsora i otoczenia zawodnika.
Dochodzenie formalnie rozpoczęło się we wrześniu 2025 roku. NBA zatrudniła kancelarię Wachtell, Lipton, Rosen & Katz, która przesłuchiwała między innymi Kawhia Leonarda, Steve’a Ballmera, jego najbliższych współpracowników oraz ludzi związanych z Aspiration i Los Angeles Clippers.
Ustalenia kancelarii w końcu zostały przekazane lidze. Śledczy nadal uzupełniają materiał, ale NBA, Ballmer i Clippers rozmawiają już o tym, jak sprawę zakończyć. Jednym z realnych wariantów jest ugoda.
Według Ramony Shelburne z ESPN rozmowy nie koncentrują się dziś na bezpośrednim dowodzie, że Ballmer osobiście zorganizował płatności dla Leonarda, aby obejść limity wynagrodzeń. Śledczy mają badać przede wszystkim możliwy niewłaściwy nadzór oraz charakter kontaktów między ludźmi Clippers, obozem Leonarda i partnerami klubu.
To kluczowa różnica, bo gdyby NBA miała niepodważalne dowody lub zeznania, które pokazywałyby ten mechanizm, że sponsor płaci Leonardowi, bo Clippers chcą zatrzymać go w Los Angeles, to sprawa byłaby znacznie prostsza. Taki dowód otwierałby drogę do kary za świadome obchodzenie salary cap.
Mimo że wszystkim nam ta sprawa „śmierdzi”, to NBA takich dowodów nie ma. Dlatego musi skupić się na innych elementach, które może udowodnić lub krytycznie ocenić. One nadal mogą kosztować klub bardzo dużo. Są jednak inną kategorią naruszenia i zdecydowanie łatwiej je zakończyć ugodą, niż wieloletnim arbitrażem.
Można powiedzieć, że cała historia zaczęła się jeszcze wcześniej. W 2019 roku Kawhi Leonard poprowadził Toronto Raptors do pierwszego mistrzostwa NBA w dziejach klubu i został MVP finałów. Kilka tygodni później odszedł do Los Angeles Clippers. Liga badała wtedy informacje, według których jego wujek i doradca, Dennis Robertson, miał stawiać klubowi niedozwolone żądania w czasie negocjacji. NBA nie znalazła wtedy dowodu, że Clippers je spełnili.
Obecne śledztwo dotyczy oczywiście późniejszego okresu, ale to ciekawe, że już wtedy było „coś nie tak”. 12 sierpnia 2021 roku Leonard podpisał z Clippers czteroletnie przedłużenie warte około 176 mln dolarów. Miesiąc później firma należąca do Ballmera zobowiązała się zainwestować 50 mln dolarów w Aspiration. Po kolejnych dwóch tygodniach Clippers ogłosili 23-letnie partnerstwo z tą firmą, warte około 300 mln dolarów. Następnie powstała spółka KL2 Aspire LLC, powiązana z Leonardem. Od kwietnia 2022 roku obowiązywała czteroletnia umowa reklamowa z Aspiration o wartości 28 mln dolarów.
Sama chronologia oczywiście o niczym nie przesądza i nie jest żadnym dowodem. Właściciel może inwestować w firmę, klub może zawrzeć umowę sponsorską, a sponsor może osobno zapłacić zawodnikowi za reklamę. Problem polega na tym, co miało wydarzyć się później. Dziennikarz Pablo Torre, który dotarł do dokumentów Aspiration i byłych pracowników firmy, opisał kontrakt jako możliwą umowę typu „no-show”. Leonard miał otrzymywać pieniądze, lecz trudno było znaleźć normalną kampanię, wystąpienia albo aktywności promocyjne odpowiadające umowie za 28 mln dolarów.
Sami przyznacie, że to śmierdzi przekrętem… podpisać z kimś umowę sponsorską i nie wykorzystać faktu sponsorowania!? No nie na taką kwotę… Patrząc z boku wygląda to więc na celowe działanie, aby za fikcyjny sponsoring zapłacić zawodnikowi po prostu dodatkowe pieniądze za grę w klubie.
Jakby tego było mało, to jest kolejny wątek, który wygląda równie źle. Mniejszościowy udziałowiec Clippers, Dennis Wong, miał zainwestować około 1,99 mln dolarów w mającą problemy finansowe firmę Aspiration. Dziewięć dni później firma wypłaciła Leonardowi zaległe 1,75 mln dolarów.
Znów. To nie jest jeszcze dowód na zmowę, ale ta zbieżność aż razi po oczach, dlatego NBA musiała to zbadać. W sprawach o obchodzenie salary cap nie wystarczy, że kilka zdarzeń nastąpiło po sobie. Liga musi udowodnić, że były częścią wspólnego planu.
Ważne są też losy samej firmy Aspiration, która złożyła wniosek o upadłość, a jej współzałożyciel Joe Sanberg przyznał się do oszustw przekraczających 248 mln dolarów. Kłopoty firmy otworzyły dostęp do dokumentów i przelewów, które wcześniej nie były publiczne. To dlatego historia, która przez lata nie istniała dla kibiców, nagle stała się sprawą dla NBA.
Niestety w tej historii łatwo jest pominąć rzecz najważniejszą z prawnego punktu widzenia. Indywidualne umowy reklamowe graczy NBA z partnerami ich klubów są normalne. Los Angeles Clippers mogą znać sponsora z Kawhiem Leonardem. Sponsor może chcieć wykorzystać zawodnika w kampanii do promocji swoich produktów lub usług. To samo w sobie nie łamie żadnego przepisu. NBA w swojej instrukcji zakazuje klubom rekomendowania sponsorowi konkretnego zawodnika jako kandydata do kontraktu reklamowego. Pozwalała jednak przekazać kontakt do zawodnika lub jego agenta.
Granica jest tu bardzo cienka. Klub może pomóc stronom się spotkać i porozmawiać, ale nie może niczego obiecać zawodnikowi i nie może wpływać na warunki umowy, ani też wykorzystywać sponsora do płacenia dodatkowej kasy swojej gwieździe.
Co ciekawe, materiały NBA dla klubów z sezonu 2024/25 zachęcały drużyny, by ułatwiały kontakt zawodnikom i partnerom biznesowym, kiedy sponsor jest zainteresowany współpracą. Samo przedstawienie ludzi Aspiration obozowi Leonarda nie może więc być automatycznie uznane za obejście limitu. Dlatego najnowsze informacje o możliwym zarzucie niewłaściwego nadzoru są tak istotne. NBA może uznać, że Clippers nie dopilnowali działań ludzi związanych z klubem. To wciąż poważna sprawa, ale zupełnie inna, niż udowodniony tajny mechanizm wypłacania pieniędzy zawodnikowi.
Co nowego?
Na początku sierpnia Pablo Torre opisał również możliwą, nieujawnioną wcześniej umowę Leonarda z firmą Daktronics, która jest producentem ogromnego ekranu w hali Intuit Dome. Jedno z anonimowych źródeł twierdziło, że pieniądze miały przechodzić od Clippers przez Daktronics do zawodnika.
To był bardzo mocny zarzut, ale bez dokumentu, albo oficjalnego zeznania nie stał się dowodem. Marc Stein i Jake Fischer informowali natomiast, że kancelaria pracująca dla NBA wcześniej analizowała już relacje Leonarda z Daktronics, a także jego powiązania z klubem piłkarskim Rhode Island FC.
To pokazuje ogromną skalę całej sprawy. NBA analizowała wiele umów z różnymi firmami, które stawały się sponsorami Leonarda. Sprawdzała, czy kilka relacji biznesowych nie prowadziło do tego samego celu, czyli dodatkowych pieniędzy dla zawodnika poza oficjalnym kontraktem z Clippers.
Będzie ugoda? Ale kara też?
Jeżeli NBA spróbuje udowodnić Ballmerowi celowe obejście salary cap, to musi być gotowa na długą walkę. Clippers, właściciel i ewentualnie sam Leonard mogliby zakwestionować sankcje przed niezależnym arbitrem. Jeśli kara dotknęłaby zawodnika, to jego interesów broniłby związek NBPA.
Przepisy CBA pozwalają w takiej sprawie na wysokie grzywny, odebranie wyborów w drafcie, a nawet unieważnienie kontraktu gracza. W przypadku niedozwolonej dodatkowej umowy możliwe są też grzywna dla zawodnika oraz obowiązek zwrotu uzyskanych korzyści. Kara dla klubu za niedozwolone porozumienie może sięgnąć 7,5 mln dolarów, a osoby z personelu, które świadomie w nim uczestniczyły, mogą zostać zawieszone.
Przepisy nie przewidują automatycznie zawieszenia zawodnika na konkretną liczbę spotkań. Gdyby NBA chciała zawiesić Leonarda, musiałaby użyć dodatkowych uprawnień komisarza dotyczących „ochrony integralności ligi”. To byłaby osobna procedura i kolejna przestrzeń do odwołań. Wszystko mogłoby trwać jeszcze wiele miesięcy, jak nie ponad rok.
Ugoda więc jest wygodna dla wszystkich. NBA uniknęłaby wielomiesięcznego procesu, ale też kompromitacji, że tyle badała i nic, kiedy wszyscy jak to wygląda na zewnątrz. Ballmer natomiast uniknąłby otwartej wojny z ligą, a Clippers i Raptors mogliby wreszcie sfinalizować transfer Leonarda przed rozpoczęciem sezonu.
Liga nie może jednak skończyć na karze, którą właściciel klubu uzna za zwykły koszt prowadzenia biznesu. Jeżeli próba dopłacenia supergwieździe poza salary cap skończy się tylko niewielką grzywną, inne kluby dostają fatalny sygnał, że też mogą kombinować, bo i nawet jak ktoś ich złapie, to kara nie będzie surowa. Dlatego właśnie ewentualna ugoda powinna pozwolić zachować twarz lidze oraz odpowiednio ukarać klub, aby jednak to odczuł. Możliwa jest więc grzywna i odebranie picków.
Raptors wciąż czekają…
30 czerwca Clippers i Raptors uzgodnili transfer, który miał wysłać Leonarda do miasta, w którym siedem lat wcześniej zdobył mistrzostwo. Toronto Raptors mieli oddać za niego Brandona Ingrama, Gradeya Dicka, niechronione wybory pierwszej rundy w 2031 i 2033 roku, prawo do zamiany wyborów w 2027 roku oraz dwa picki drugiej rundy.
To ogromny pakiet za 35-letniego skrzydłowego. Nawet jeśli uznamy, że ubiegły sezon w wykonaniu Leonarda był znakomity. Rozegrał co prawda tylko 65 meczów, ale notował 27,9 punktu, 6,4 zbiórki i 3,6 asysty. Toronto jak widać uznało, że zdrowy Kawhi Leonard nadal może zmienić układ sił na Wschodzie.
Transfer jednak wstrzymano, bo Raptors zostali poinformowani, że w takim przypadku przejmą ryzyko ewentualnych konsekwencji dla Leonarda i jego kontraktu. Oczywiście jeśli NBA zdecyduje się ukarać w jakiś sposób zarówno Clippers, jak i zawodnika.
Co się teraz może wydarzyć?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz, to negocjacje Clippers i NBA w celu ustanowienia takiej kary, aby obie strony się na nią zgodziły i zachowały twarz. NBA raczej nie pójdzie na wojnę z klubem, którego właściciel jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie. To byłby wizerunkowy strzał w kolano, bo nikomu nie jest potrzebna wielomiesięczna batalia sądowa. Nie o tym mają mówić media w kontekście NBA. Takie rzeczy muszą dziać się szybko i za zamkniętymi drzwiami. Wydaje się jednak, że Clippers nie unikną kary. Pytanie tylko jaki będzie jej wymiar i czy bolesny jak utrata wyborów w drafcie, czy tylko finansowy, bo ten Ballmera nawet nie wzruszy.
Spodobał Ci się jakiś artykuł na PROBASKET? Poleć go znajomym!
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google
Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj. Jestem też na Twitterze oraz Instagramie.










