W Portland znów można poczuć wiatr w żaglach. Trail Blazers po kilku chudych latach mają przed sezonem 2026-27 powody, by patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem. Damian Lillard już na treningach wysłał sygnał, że zamierza odegrać na parkiecie znacznie większą rolę, a Ja Morant z zachwytem obserwował jego strzelecki popis. Ich wspólna gra może nadać zespołowi z Oregonu zupełnie nowy kierunek.
Damian Lillard, jeden z najlepszych strzelców w historii NBA, wysłał wyraźny sygnał, że po powrocie do zdrowia jego rzut wciąż może być na najwyższym poziomie. Koszykarz opublikował na Instagramie nagranie z treningu, podczas którego trafił 1100 z 1168 oddanych rzutów, osiągając niewiarygodną skuteczność 94,2%. Wynik błyskawicznie przyciągnął uwagę kibiców, a jednym z zachwyconych obserwatorów był jego nowy kolega z drużyny, Ja Morant. Trudno się dziwić – Dame wraca przecież do gry po zerwaniu ścięgna Achillesa, którego doznał w kwietniu 2025 roku i które wykluczyło go z całego sezonu 2025-26.
Portland Trail Blazers wybrali Lillarda z szóstym numerem draftu w 2012 roku i przez jedenaście kolejnych sezonów oglądali, jak staje się twarzą całej organizacji. W tym czasie znakomity rozgrywający notował średnio 25,1 punktu i 6,7 asysty na mecz. Po sezonie 2024-25 spędzonym w Milwaukee Bucks, gdzie zdobywał 24,9 punktu na spotkanie, 36-latek postanowił wrócić do miejsca, które przez lata było jego domem, podpisując trzyletnią umowę wartą 41,6 miliona dolarów. Co ciekawe, jeszcze zanim rozegrał pierwszy ligowy mecz po powrocie, po raz trzeci w karierze wygrał również konkurs rzutów za trzy punkty podczas Weekendu Gwiazd.
To, w połączeniu z jego treningowym popisem, stanowi dobry prognostyk przed zbliżającą się kampanią. Zresztą Morant nie potrzebował wielu słów, by wyrazić swój entuzjazm. Pod nagraniem Lillarda nowy rozgrywający Trail Blazers zostawił krótką, ale bardzo wymowną wiadomość, najwyraźniej będąc pod wrażeniem tego, co zobaczył na treningu: – Ale będzie zabawaaaaa (w oryginale: „This gon be funnnnn”).
Dla 27-latka przeprowadzka do Portland może być szansą na nowy początek i odbudowanie pozycji po burzliwych ostatnich latach w Memphis Grizzlies. Miniony sezon nie należał do najłatwiejszych również pod względem sportowym, ale indywidualnie rozgrywający wciąż potrafił dostarczać solidne liczby – średnio 19,5 punktu i 8,1 asysty na mecz. Jego szybkość, dynamika i niesamowita atletyczność mogą stworzyć wyjątkowo groźne połączenie z dystansowym zagrożeniem, jakie od lat stanowi Lillard. Z kolei obecność 36-letniego gwiazdora może dać Morantowi coś, czego w ostatnich latach brakowało mu w Tennessee – stabilność i odpowiednie otoczenie do ponownego wejścia na najwyższy poziom.
Portland nie zaczyna jednak od zera. W sezonie 2025-26 Trail Blazers po raz pierwszy od pięciu lat awansowali do play-offów, a dużą rolę w tym sukcesie odegrali młodzi zawodnicy. Deni Avdija po raz pierwszy w karierze został wybrany do Meczu Gwiazd, a Shaedon Sharpe zanotował przełomowy sezon, kończąc go ze średnią przekraczającą 20 punktów. Ten drugi na razie nie będzie jednak mógł pomóc zespołowi – poważna kontuzja łąkotki wykluczyła go z gry na około sześć miesięcy. Tym większe znaczenie może mieć więc doświadczenie i jakość, które do młodego składu wniosą Lillard oraz Morant.
W Oregonie nie brakuje również innych weteranów, którzy doskonale wiedzą, co Dame może wnieść do zespołu. Jednym z nich jest Jrue Holiday, który dołączył do zespołu w sezonie 2024-25 w ramach wymiany z Boston Celtics za Anfernee Simonsa i dwa wybory w drugiej rundzie draftu. 36-letni rozgrywający zna Lillarda jeszcze z czasów wspólnej gry w Milwaukee i niejednokrotnie podkreślał jego wpływ na zespół – nawet wtedy, gdy sam zainteresowany pozostawał poza parkietem.
– Znam go od bardzo dawna. Jego wiedza o koszykówce, doświadczenia, które zebrał, a także to, czym dzieli się ze mną i resztą zespołu podczas meczów, nawet gdy sam nie może grać, są dla nas bezcenne – powiedział Holiday.
Lillard i Morant nie są jednak jedynymi powodami do optymizmu. Scoot Henderson, Donovan Clingan i reszta młodego składu dają solidne podstawy, by myśleć o walce o czołową szóstkę Zachodu, a polskich kibiców z pewnością szczególnie interesować będzie Jeremy Sochan. Zgranie tak różnych elementów będzie wymagało czasu, ale jeśli wszystko zacznie działać, Trail Blazers mogą okazać się jedną z najciekawszych drużyn nadchodzącego sezonu.










