To już dziesięć lat odkąd LeBron James podjął swoją słynną „decyzję” o przeniesieniu talentów do South Beach. Jak jednak uważa Bill Simmons, to New York Knicks mieli być numerem jeden dla LeBrona i wszystko wskazywało na to, że James zagra w Nowym Jorku… dopóki nie doszło do spotkania LeBrona z przedstawicielami Knicks.


Dziesięć lat temu w NBA mieliśmy jeden z najgorętszych okresów transferowych w historii ligi – na rynku znalazły się największe gwiazdy, w tym m.in. LeBron James, który postanowił wtedy opuścić Cleveland Cavaliers. Zespoły ostrzyły sobie zęby na Jamesa od długich miesięcy i skrupulatnie przygotowały się na ten moment, robiąc w salary cap odpowiednio dużo miejsca. Wśród zainteresowanych ekip byli także New York Knicks i wiele wskazuje na to, że zainteresowanie było odwzajemnione.

Jak bowiem zdradza po latach Bill Simmons, to właśnie Knicks miał mieć na pierwszym miejscu swojej listy LeBron. Nowojorski zespół dobrze przygotował się do tamtego lata, organizując sporo cap space, które miało posłużyć do ściągnięcia nie jednej, a co najmniej dwóch gwiazd. Zdaje się więc, że wszystko było w rękach Knicks. – Sami podkładali sobie kłody pod nogi. Historie o ich spotkaniu z Jamesem są już niemal legendami – mówił Simmons w jednym z ostatnich odcinków swojego podcastu.

Próba przekonania Jamesa okazała się ponoć totalną porażką. LeBron koniec końców nie umówił się nawet z Knicks na drugie spotkanie, a zamiast Nowego Jorku wybrał grę dla Miami Heat u boku Dwyane’a Wade’a oraz Chrisa Bosha. – Dolan zachowywał się jak Dolan. Nic nie było przygotowane – wyjaśnia Simmons. Knicks nie mieli ponoć nawet długoterminowego planu dla Jamesa, a dużo większy aspekt kładli na aspekt finansowy, prognozując że przejście LeBrona do Nowego Jorku wygeneruje nawet miliard dolarów.

Dopiero po zakończeniu spotkania Knicks udało się przekonać Amar’e Stoudemire do podpisania kontraktu, co miało być dodatkową zachętą dla LeBrona, lecz skrzydłowy nawet wtedy nie pofatygował się na kolejne spotkanie z przedstawicielami Knicks. Zamiast tego wysłał swoich przedstawicieli, a ostatecznie postawił na Miami. NYK tymczasem zaprzepaścili ogromną szansę na powrót do czołówki NBA – po tylu latach to wciąż jedna z najgorzej zarządzanych organizacji w całej lidze.

Follow @PROBASKET

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments