Powracająca już bez końca dyskusja o najlepszym zawodniku w historii NBA zdaje się mieć jednego faworyta. Do zachwiania tronu Jordana usilnie dąży jednak LeBron James, wzniecając swoją grą coraz to nowe zarzewia tego konfliktu. Na najgorszej pozycji stoją gracze z ery przed MJ-em, których przyćmił fenomen numeru 23. Być może jednak to w tamtych czasach grał najpoważniejszy kontrkandydat Jego Powietrzności.


Larry Bird to na swój sposób postać bardzo specyficzna. Z pozoru zwykły, biały Amerykanin, typ człowieka, którego każdy miał w okolicy i mówił mu „dzień dobry”. Gra złudzeń rozwiewała się jednak z momentem wkroczenia Larryego na boisko. Jego osoba siała postrach w szeregach oponentów i stawiała pod znakiem zapytania wynik każdego meczu, bez względu na to, jakiej klasy przeciwnik stawał mu naprzeciw. Gra tego bladoskórego koszykarza, w połączeniu z jego nieustępliwością i zamiłowaniem do trash-talkingu, w rywalach budziła specjalnego rodzaju szacunek.

Przygoda Birda z NBA rozpoczęła się w 1978 roku, kiedy to został wybrany z 6 numerem draftu przez Boston Celtics. Pomimo takiej nobilitacji, musiał dokończyć studia i kibice mogli zobaczyć go w akcji dopiero od roku 1979. Pewnie nawet nie przypuszczali, że oto na ich oczach gra przyszła legenda klubu. Nie można dziś myśleć o drużynie z Bostonu, nie myśląc jednocześnie o Larrym Birdzie. W macierzystym klubie spędził on całą swoją karierę, kończąc ją w 1992 roku.

Nagród i osiągnięć tego człowieka nie ma potrzeby wymieniać co do jednej, bo niewielu przez to przebrnie. Dość powiedzieć, że to 3-krotny mistrz NBA, w przypadku 2 z tych tryumfów MVP Finałów. Pojawił się 12 razy w Meczu Gwiazd, zdobywając tam w 1982 roku tytuł Najbardziej Wartościowego Zawodnika. Ponadto nagroda Debiutanta Roku po pierwszym sezonie, członkostwo w Galerii Sław. Posiadacz numeru (#33) zastrzeżonego przez Celtów. Ostatni rok swojej kariery przypieczętował złotym medalem olimpijskim, będąc członkiem legendarnego Dream Teamu na imprezie w Barcelonie.

Jak już zostało pośrednio wspomniane, postura Birda nie emanowała potęgą, jednak był to jeden z najbardziej sprawnych fizycznie zawodników. Łączył w sobie nieskazitelną motorykę i boiskowe IQ. To właśnie ta druga cecha w znacznej mierze odpowiedzialna była za ponadprzeciętną karierę. Larry, można powiedzieć, widział wszystko i wszystkich, jego podania były pełne spektakularności, ale zarazem skuteczności. Doskonale dystrybuował piłkę siatkarskim dotknięciem – często nie łapał „pomarańczowej”, a tylko strącał ją do partnerów szybkim ruchem. Gdy nie asystował, potrafił bez skrupułów brać sprawy w swoje ręce, zdobywając punkty na wiele sposobów. Zza łuku był niesamowicie skutecznym, szczególnie jak na pozycję niskiego/silnego skrzydłowego, egzekutorem (37.6%), a ekwilibrystyczne lay-upy przywodziły na myśl Juliusa Ervinga. Nie stronił także od typowych rzutów półdystansowych, a jego skuteczność z gry sięgała w przekroju kariery niemal 50% (dokładnie 49.6%).

Kariera absolwenta Indiana State University determinowana była przez dwie stałe rzeczy – po pierwsze, wspomnianą wierność klubową, a po drugie ikoniczną rywalizację z Magiciem Johnsonem. Rywalizacja tych dwóch biegunów – czy to biorąc pod uwagę kolor skóry, czy styl gry lub charakter – rozpoczęła się od ligi NCAA, gdzie Indiana uległa, prowadzonemu przez czarnoskórego koszykarza, zespołowi z Michigan. Batalie pomiędzy zawodnikami odbywały się dalej w NBA, poczynając już od osobistej rywalizacji w pierwszym sezonie, kiedy to Bird zgarnął Johnsonowi sprzed nosa statuetkę Debiutanta Roku, pomimo wyboru w poprzednim naborze. Tradycyjnie już ikoniczne mecze pomiędzy Boston Celtics a Los Angeles Lakers stały się jeszcze bardziej kultowe podczas aktywnej gry w lidze obu panów. Ukoronowaniem tych pojedynków były Finały z udziałem ich drużyn w 1984, 1985 i 1987; podczas pierwszego starcia górą był Larry Legend, jednak kolejne dwa padły łupem wychowanka Michigan. Relacje duetu rządzącego ligą w latach ’80 przeobraziły się w dość zaskakującym kierunku – Bird i Johnson stali się ogromnymi przyjaciółmi, towarzysząc sobie potem w wielu najważniejszych momentach. Magic żegnał legendę Bostonu podczas ceremonii zakończenia kariery przez Celta, a ten wprowadził gwiazdę Lakers do Galerii Sław. Fenomen ich historii doczekał się nawet książki Jackie MacMullan, w Polsce wydanej pod tytułem „Larry vs Magic. Kiedy rządziliśmy NBA”.

Linijka statystyczna zawodniczych dokonań to 24.3 PPG, 10.0 RPG oraz 6.3 APG. Po zakończeniu kariery Larry Bird oddał się natomiast kolejnym taktycznym aspektom koszykówki. W latach 1992 – 1997 pełnił rolę specjalnego asystenta w Celtics, by od 1997 do 2000 objąć zespół Pacers z rodzinnego miasta. Z koszykówką w Indianie nie rozstał się, od 2003 aż do dziś (z roczną przerwą w trakcie) pełni tam funkcję Prezydenta ds. Operacji Koszykarskich.

NBA: Niebezpieczny upadek gracza Thunder





6 KOMENTARZE

  1. Najlepszy Biały chyba w historii,jest kilka legend West,Walton,Pete Pistolet,Nowitzki itd.ale stawiam na Larrego…Biały Jordan:D

  2. Tekst o IQ jest głęboko rasistowski. Czarni też umieją myśleć, np. Westbrook, Kemp, Sprewell….

    • Wszyscy są siebie warci Arku. Strasznie zostałem zminusowany, to znak przeobrażeń polskiego społeczeństwa, bardzo wyczulonego na takie teksty.

    • Akurat Kempa bardzo lubiłem swego czasu, Spree też miał szansę na zrobienie większej kariery niż to miało miejsce. I o ile z myśleniem mieli chyba jednak trochę problem, to moim zdaniem wnosili do NBA nieco kolorytu, którego dziś nieco brakuje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here