Brandin Podziemski, Donovan Clingan, Matas Buzelis czy Pelle Larsson? W sezonie 2026/27 rozwój zawodników z drugiego planu może mieć duże znaczenie dla ich drużyn. Wybraliśmy 12 graczy, którzy mają szansę zwiększyć swoją rolę i dać trenerom coś, czego dotąd ich zespołom brakowało.
Żeby wygrywać w NBA, trzeba mieć gwiazdy. Wiadomo. Ale nawet dwóch czy trzech znakomitych zawodników potrzebuje odpowiedniego wsparcia. Ktoś musi wykorzystywać przewagi i ktoś musi bronić. Szczególnie, kiedy liderzy odpoczywają. W mistrzowskich zespołach zawsze znajdziemy graczy, którzy wchodzą z ławki i robią różnicę.
W ostatnich play-offach Knicks mieli choćby Landry’ego Shameta. W pierwszym meczu finału Wschodu jego trójka doprowadziła do remisu w końcówce, pomagając uratować spotkanie z Cavaliers. W czwartym dołożył 16 punktów i trafił wszystkie cztery rzuty za trzy. To właśnie takie występy sprawiają, że obrona rywala nie może skupiać się wyłącznie na największych gwiazdach.
W Golden State Warriors podobną wartość dawał Shaun Livingston, który w pierwszym meczu finałów w 2016 roku zdobył z ławki 20 punktów. Był też Andre Iguodala, który przyjął rolę rezerwowego, a później został wybrany MVP finałów w 2015 roku. Te przykłady pokazują też, że miejsce w pierwszej piątce nie zawsze oznacza, że ktoś będzie grał najwięcej i że odegra kluczową rolę.
Takich historii jest więcej. Jason Terry zdobył dla Dallas Mavericks 27 punktów z ławki w meczu zamykającym finały w 2011 roku. Boris Diaw dołożył 26 punktów w spotkaniu, które zapewniło San Antonio Spurs awans do finałów w 2014 roku. Z kolei Fred VanVleet zdobył 22 punkty dla Toronto Raptors jako rezerwowy w ostatnim meczu finałów w 2019 roku.
Oczywiście gwiazdy prowadziły te zespoły, ale w najważniejszych momentach mogły liczyć na wsparcie zawodników drugiego planu. Historia VanVleeta dobrze pokazała też, że rola ważnego zmiennika może być dopiero początkiem dla rozwoju kariery. Dla młodego gracza wejście do rotacji oznacza szansę na zdobycie zaufania trenera, a z czasem przychodzi więcej minut i większa odpowiedzialność.
Przyjrzyjmy się zatem szerzej graczom, którzy mogą zrobić duży krok w sezonie 2026/27. Jedni mają szansę zapewnić mocnej drużynie lepsze wsparcie z ławki. Inni mogą wywalczyć miejsce w pierwszej piątce i dołączyć do grona liderów swojego zespołu albo przekonać klub, że warto wiązać z nimi przyszłość.
Dla każdego przełom będzie oznaczał coś innego. Wybraliśmy 12 nazwisk, które warto naszym zdaniem w tym sezonie obserwować.
Brandin Podziemski – Golden State Warriors
W poprzednim sezonie rozegrał wszystkie 82 mecze i zdobywał średnio 13,8 punktu. To solidna pozycja wyjściowa do walki o większą odpowiedzialność. Przy Stephie Currym szczególnie cenna byłaby umiejętność wykorzystania przewagi, która tworzy się, kiedy obrona skupia się na liderze Warriors.
Podziemski musi szybciej podejmować właściwe decyzje (rzut, wjazd czy podanie). Jeśli zacznie regularnie karać rywali za podwajanie Curry’ego, to pomoże również jemu. Obrona będzie musiała uważniej pilnować pozostałych zawodników.
Donovan Clingan – Portland Trail Blazers
Już w poprzednich rozgrywkach był liderem NBA w średniej zbiórek w ataku – 4,5. Teraz pytanie jak odnajdzie się w nowych ustawieniach Blazers. Czy nowy trener będzie chciał, żeby więcej grał pick&rolli? Jeżeli po podaniu do niego do środka uda mu się zmuszać obrońców do podwajania (bo będzie tak dużym zagrożeniem blisko kosza), to Blazers zyskają przewagę w postaci możliwości oddania piłki na obwód na czystą pozycję. Jest sprawnym centrem, który może zadomowić się w NBA na długie lata i zyskać status dobrego, solidnego centra.
Matas Buzelis – Chicago Bulls
Poprzedni sezon zakończył ze średnimi 16,3 pkt 5,8 zb i 1,5 blk. Następny krok może być trudniejszy, bo rywale będą coraz lepiej przygotowani na jego grę. Warto przyglądać się jego rozwojowi i temu jak będzie reagował na zmieniający się sposób obrony rywali. Bulls pokładają w nim ogromne nadzieje, a on sam pokazał, że ma duży potencjał, aby stać się liderem swojej drużyny.
Collin Murray-Boyles – Toronto Raptors
Dla wielu osób pewnie nieznane nazwisko. To skrzydłowy Toronto Raptors, który rok temu zadebiutował w NBA, a i tak zyskał już uznanie ekspertów. Dobry w obronie, szybko biegający do kontrataków i skuteczny. Może otrzymać sporo szans na grę obok Scottiego Barnesa i Kawhia Leonarda.
Zach Edey – Memphis Grizzlies
W poprzednim sezonie wystąpił tylko w 11 meczach, notując średnio 13,6 pkt i 11,1 zb. To pokazuje jaki ma potencjał. Jeśli ma się rozwijać, to musi być zdrowym. Jeżeli będzie grał regularnie, to Grizzlies będą częściej wykorzystywać jego przewagę pod koszem. Kolejnym sprawdzianem będzie obrona akcji, w których rywale wyciągają centra daleko od kosza. Dla Edeya przełom oznaczałby połączenie mocnych statystyk z możliwością pozostania na boisku przeciwko różnym rywalom.
Day’Ron Sharpe – Brooklyn Nets
Odejście Nica Claxtona do Chicago Bulls otwiera mu drogę do większej roli. To okazja, by sprawdzić, czy skuteczność pokazywaną w krótszych występach potrafi utrzymać przy dłuższej grze i częstszych starciach z podstawowymi centrami rywali.
Jego zbiórki w ataku mogą dawać Nets dodatkowe okazje do zdobywania punktów. Większa odpowiedzialność wymaga jednak również unikania fauli i pewniejszej obrony akcji pick&roll. Jeśli Sharpe sprosta tym zadaniom, może przekonać klub, że warto powierzyć mu stałe miejsce w pierwszej piątce.
Khaman Maluach – Phoenix Suns
Kontuzja barku Marka Williamsa zwiększa szansę Maluacha na minuty na początku sezonu. Taka okazja może przyspieszyć rozwój młodego centra, ale oznacza też szybszą konfrontację z błędami, które doświadczeni przeciwnicy będą bezlitośnie wykorzystywać. Kluczowe będzie ustawienie w obronie i właściwy moment pomocy, a w ataku solidne zasłony, skuteczne kończenie podań pod obręcz i zbiórki. Jeśli Maluach będzie regularnie wykonywał te zadania, Suns dostaną powód, by utrzymać jego większą rolę także po powrocie Williamsa.
Pelle Larsson – Miami Heat
Heat podpisali z nim czteroletnie przedłużenie o wartości 60 mln dolarów. To wyraźny sygnał zaufania, a zarazem większe oczekiwania wobec zawodnika, który powinien coraz mocniej wpływać na grę zespołu. Najbardziej przydałby się pewniejszy rzut z dystansu. Jeżeli obrońcy będą musieli zostawać bliżej Larssona, partnerzy zyskają więcej miejsca na wejścia pod kosz. Sam Larsson dostanie natomiast więcej okazji do minięcia rywala wybiegającego do rzutu. Poprawa jednego elementu może więc otworzyć mu kilka nowych możliwości.
Carter Bryant – San Antonio Spurs
Obrona może zapewnić mu większą rolę, ale samą defensywą trudno wywalczyć stałe miejsce w rotacji. Spurs potrzebują przy Victorze Wembanyamie zawodników, których rywale muszą pilnować również po drugiej stronie parkietu. Dla Bryanta najprostszą drogą byłoby regularne trafianie z dystansu i wykorzystywanie okazji do ścięcia pod kosz. Jest młodym graczem o bardzo dużym potencjale, ale w Spurs, którzy mają tak wielu zawodników gotowych do grania może mu być bardzo trudno się rozwinąć. Wszystko zależeć od tego jak dużo zaufania będzie miał do niego trener. Ile będzie mu dawał szans i czy będzie cierpliwie czekał na jego rozwój.
Joan Beringer – Minnesota Timberwolves
Po odejściu Naza Reida i Juliusa Randle’a zmienił się podkoszowy skład Timberwolves. Dla Beringera może to oznaczać większą szansę na regularną grę i okazję do udowodnienia, że potrafi pomóc drużynie walczącej o wysokie cele. Najważniejsza będzie dobra obrona, kiedy odpoczywać będzie Rudy Gobert. Gra z LaMelo Ballem i Anthonym Edwardsem może też dawać mu nieoczekiwanie dużo szans na zdobywanie łatwych punktów. Jeśli nie będzie marnował takich okazji, to może zyskać zaufanie trenera i kolegów z zespołu, a co za tym idzie będzie dostawał więcej minut na boisku.
Reed Sheppard – Houston Rockets
Rockets szukają okazji do większej liczby rzutów z dystansu, a Sheppard może pomóc im rozwiązać ten problem. Żeby zwiększyć swoją rolę, powinien jednak dawać trenerowi pewność, że pozostaje równie wartościowy w meczach, w których piłka nie wpada do kosza. Warto obserwować jego decyzje pod presją oraz to, jak będzie sobie radził z fizyczną grą przeciwników. Jeśli będzie potrafił utrzymać płynność ataku i ograniczy błędy, to łatwiej wywalczy kolejne minuty. Więcej gry oznaczałoby z kolei więcej okazji do wykorzystania jego rzutu.
Kyshawn George – Washington Wizards
W poprzednim sezonie zdobywał średnio 14,8 pkt i trafiał 38% rzutów za trzy. Ma więc podstawy, by stać się coraz ważniejszym zawodnikiem na obwodzie. Kolejny krok powinien polegać na lepszym wykorzystaniu sytuacji, w których przeciwnik odbiera mu możliwość oddania rzutu. Dobrym sprawdzianem będą wejścia pod kosz po wyjściu obrońcy oraz podania po przyciągnięciu pomocy. Jeśli George zacznie regularnie tworzyć w ten sposób dobre pozycje dla partnerów, to jego wartość wzrośnie. Dla Wizards byłby to kolejny zawodnik pomagający prowadzić atak.
A Ty kogo dodałbyś do tej listy? Może Sandro Mamukelashvili, który może okazać się ważnym graczem ataku Los Angeles Lakers?










