Czym w zasadzie jest koszykarska nirwana? Przeżycie bez wątpienia transcendentne. Dla trenera Golden State Warriors była to seria finałowa pomiędzy jego drużyną i Cleveland Cavaliers w 2017 roku, gdy LeBron James, Kyrie Irving i Kevin Love mierzyli się ze Stephenem Currym, Kevinem Durantem i Klayem Thompsonem.


Minął rok od szokującego powrotu Cleveland Cavaliers. Golden State Warriors prowadzili w finałowej serii 3-1 i mieli do zrobienia ostatni krok. Wtedy jednak rywal wrzucił wyższy bieg i rozpoczął marsz po pierwsze w historii mistrzostwo. W epickim meczu numer siedem Kyrie Irving rzucił wielką trójkę nad rękami Stephena Curry’ego, a LeBron James bezlitośnie zatrzymał na tablicy Andre Iguodalę, który ślepo zaufał intuicji. Po tamtym finale Warriors mieli z Cavaliers rachunki do wyrównania. W międzyczasie wzmocnił ich opuszczający Oklahomę Kevin Durant.

Trener Steve Kerr przywykł do wygrywania. Robił to jako zawodnik z Chicago Bulls i San Antonio Spurs i jako trener z ekipą Wojowników. Przez niemal całe swoje życie obracał się w środowisku zwycięzców. Doskonale wie, czego wymaga walka o najwyższe cele, dlatego właśnie jest tak cenionym specjalistą. Spytany o to, kiedy w swoim życiu oglądał najlepszą koszykówkę, nie wahał się nawet przez moment i wskazał serię finałową z 2017 roku, gdy Warriors znów grali z Cavaliers i szukali rewanżu za wydarzenia sprzed roku.

Nigdy wcześniej w swoim życiu nie oglądałem koszykówki na takim poziomie – mówi Kerr. – Nigdy wcześniej nie mierzyliśmy się z tak mocnym zespołem, jak tamci Cavaliers. Byli nawet lepsi niż rok wcześniej, gdy pokonali nas w siedmiu meczach. Oczywiście my także byliśmy wzmocnieni obecnością Kevina Duranta. Poza tym wszyscy byli zdrowi i gotowi do walki. Poziom tamtej serii był wręcz zdumiewający, zwłaszcza po atakowanej stronie parkietu – dodał szkoleniowiec GSW. Zespół z Bay Area ostatecznie wygrał tamtą serię 4-1 i rok później wynik powtórzył zdobywając swoje trzecie mistrzostwo w przekroju czterech lat.

Tamta seria [z 2017] była potwierdzeniem kierunku, w jakim zmierzaliśmy, czyli koszykówki bez podziału na pozycje z cały czas tworzącą się przestrzenią – kontynuuje Kerr. – LeBron zaczął wówczas grać jako point-center [rozgrywający z pozycji centra]. Był ich najwyższym graczem na parkiecie. Miał wokół siebie czterech znakomitych strzelców, wiec dużo penetrowali i mieli świetny spacing. To było dla naszej defensywy przerażające, tak samo jak dla ich defensywy przerażające były próby powstrzymania nas – kończy szkoleniowiec GSW. Zespoły stworzyły znakomitą rywalizację, bijąc się ze sobą przez cztery lata z rzędu.

Obecnie NBA znajduje się w zupełnie innym położeniu. LBJ opuścił Ohio, by szukać dla siebie przystani na dokończenie kariery i przekierowanie swojej uwagi na imperium biznesowe. W międzyczasie jednak stoi przed ogromną szansą założenia na palec czwartego pierścienia prowadząc Lakers. Warriors są w trakcie wymuszonego przestoju. Niewykluczone, że rywalizacja miedzy Jamesem i Warriors powróci w kolejnych rozgrywkach, gdy ekipa z San Francisco odzyska grunt pod stopami. Ale czy Kerr będzie miał okazję zobaczyć coś lepszego niż finały 2017? Niewykluczone, że nie…

Ostatni dzień dużej wyprzedaży w oficjalnym sklepie Nike! Zniżka do 55%!



Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Norbert
Norbert
29 marca 2020 21:01

Nie kibicowałem ani jednym ani drugim ale pisanie, że „LeBron James bezlitośnie zatrzymał na tablicy Andre Iguodalę” to jest przeinaczanie faktów. W telewizji takie rzeczy od 19.30 codziennie.