Wielkie wyzwanie ma przed sobą Mike Brown, czyli nowy trener Sacramento Kings. Drużyna z Kalifornii właśnie jemu zdecydowała się powierzyć prowadzenie zespołu. Cel przed nowym szkoleniowcem jest jasny i oczywisty. To awans do fazy play-off, gdzie Kings nie pojawili się ani razu od 2006 roku.

Jak kilka dni temu informowaliśmy, już tylko dwóch kandydatów liczyło się w wyścigu po posadę nowego trenera Sacramento Kings. Ostatecznie walkę wygrał Mike Brown, który w pokonanym polu zostawił Marka Jacksona. Nowy szkoleniowiec Kings od kilku lat pracuje jako asystent w sztabie Steve’a Kerra w Golden State Warriors i na razie myśli o przeprowadzce musi odłożyć na bok, gdyż Wojownicy cały czas liczą się w walce o mistrzostwo NBA.

Po zakończeniu sezonu Brown będzie mógł już jednak w pełni skupić się na pracy w Sacramento. A ma przed sobą bardzo pracowity okres, bo Kings od 2006 roku nie zagrali w fazie play-off (to najdłuższa taka seria w dziejach ligi). Królowie zdecydowali się zaoferować mu 4-letnią umowę, natomiast jasno określili też, że celem dla nowego trenera jest przede wszystkim przerwanie tej złej passy, przełamanie klątwy i wprowadzenie Sacramento do fazy posezonowej.

Brown to niewątpliwie bardzo doświadczony trener, który ma za pasem nie tylko osiem lat samodzielnej pracy dla Cleveland Cavaliers oraz Los Angeles Lakers, ale też niemal dwie dekady pracy w roli asystenta – m.in. u Gregga Popovicha, a ostatnio od 2016 roku u Kerra. 52-latek pomógł przecież stworzyć mistrzowską dynastię GSW, choć nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że w Sacramento… czeka go nawet większe wyzwanie, niż w San Francisco.

Już w czwartek 12 maja o godz. 21:00 rozpocznie się kolejny Podcast PROBASKET LIVE.

Poprzedni odcinek możecie obejrzeć tutaj:








ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj