Doniesienia medialne dotyczące New York Knicks mają w tym sezonie wiele regularnie poruszanych aspektów. Dodatni bilans zwycięstw, rozwój Kristapsa Porzingisa, rewelacje Phila Jacksona, gra Derricka Rose’a czy krytyka Carmelo Anthonyego. W tym wszystkim brak miejsca dla zawodnika, który jest cichym, acz istotnym wzmocnieniem drużyny z Madison Square Garden.


Mowa tu o Courtneyu Lee, który latem dołączył do składu. 31-letni rzucający obrońca z miejsca stał się starterem, wypełniając lukę na swojej pozycji w nowej układance Jeffa Hornacka. Nie jest to typ franchise playera, zawsze w cieniu bardziej rzucających się w oczy kolegów, jednak z niesamowitym wpływem na grę drużyny, w której aktualnie występuje. Udzielił ostatnio krótkiego wywiadu SLAM online, gdzie wspomniał o kilku ciekawych rzeczach.

Lee jest bezapelacyjnie ważnym ogniwem w obronie zespołu z Nowego Jorku. Swoją nieustępliwość w defensywie zawdzięcza w dużej mierze stylowi gry, jakiego nauczył się w Memphis Grizzlies. Jak wspomina: Sprawialiśmy, że naszemu przeciwnikowi nie było łatwo – wiedział, że zostanie poobijany, gdy spróbuje przedrzeć się w nasze pomalowane. Zawsze byłem skupiony na defensywie, ale ich [Memphis] styl obrony był kolektywny, na zasadzie: >>zgnieciemy cię<<. Filozofię no easy lay-ups widać w grze weterana – stoi twardo na nogach, nie boi się przeciwnika, skutecznie blokuje ruch w stronę kosza. Nie jest łatwo grać przeciwko takiemu typowi defensora.

Ciekawą opinię nasz bohater przedstawia o łotewskiej rewelacji NYK: Przypomina mi Dirka – bardziej atletycznego Dirka. Marca Gasola zdolnościami rzutowymi. KG zabezpieczaniem obręczy, a Yao swoim rozmiarem i możliwościami oddania rzutu – te jego fadeawaye i tym podobne. Courtney widzi więc w Kristapsie Porzingisie miks naprawdę ikonicznych nazwisk, wróżąc mu szybkie osiągnięcie poziomu zawodnika all-star.

Kurtuazyjnie podchodzi do Carmelo Anthonyego, kwitując go stwierdzeniem Melo to Melo. Zaznacza jednak, że to wybitnie utalentowany ofensywnie zawodnik, który potrafi zdobywać punkty na wiele różnych sposobów. Lee widzi w nim filar ataku, do którego nie boi się podawać piłki, nawet w tzw. crunch time, bo wie, że ten nie będzie miał problemu ze zdobyciem istotnych punktów w kluczowych momentach.

Na koniec Lee podzielił się interesującą ciekawostką – jest on wielkim fanem… rysowania. Szkicuje, rysuje, rzadziej maluje, dla zabicia czasu, szczególnie podczas offseason, gdy tego czasu do zabicia ma naprawdę dużo. Jak mówi, jest skupiony na detalach – poprawia, cyzeluje prace, dopóki nie będą perfekcyjne. Takie podejście wiele o nim mówi – stąd solidna gra we wszystkich aspektach, nieodpuszczanie żadnego elementu koszykarskiego rzemiosła.

Courtney Lee, prócz wspomnianej defensywy, wydatnie pomaga drużynie na połowie przeciwnika. Ze średnią 10 PPG, zdobywanymi na 44.8% skuteczności, jest ważnym składnikiem ofensywy Knicks. Zdobywa w tym 1.5 trójki na mecz, trafiając niemal połowę prób (46.9%). Ma świadomość swojej solidności, wspominając o tym w rozmowie: Człowieku, jestem trzeci w lidze pod względem procentowej skuteczności rzutów za trzy. Może ilość tych rzutów nie jest duża, jednak ważne, że drużyna posiada pewnego strzelca, który zdaje sobie sprawę ze swojej roli.

Absolwent Western Kentucky zwiedził 7 klubów w NBA, co może być nieco mylące – jest bowiem bardzo przydatnym elementem rotacji, utrzymując w całym przekroju kariery 9.6 PPG, 2.6 RPG, 1.6 APG, rzucając na skuteczności 45% i 38.8% zza łuku. Choć być może istotniejszym czynnikiem jest to, co w statystykach niewyrażone – wspomniana defensywa zawodnika, która uprzykrza życie każdemu graczowi naprzeciwko. A o swoich klubowych podróżach Lee myśli w pozytywny sposób: Cóż, za każdym razem, gdy trafiasz do nowego miasta, budujesz relacje z tymi wszystkimi zawodnikami, kadrą, mediami, ludźmi w mieście – to twoja sieć kontaktów. I tego się trzymajmy.





2 KOMENTARZE

    • Szkoda że nie wykończył alleya w finale z Lal, zabrakło kilka milimetrów do zwycięstwa i urwanie meczu. Historia tamtego finalu mogłaby być inna, a kariera zawodnika potoczyla by się inaczej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj