Maciej Lampe – koszykarz z burzliwą karierą i ciekawym życiorysem. Jako nastolatek zauważony przez jeden z najlepszych klubów w Europie. Nieudana przygoda z NBA pokazała mu prawdziwe życie, jednak nie odebrała mu determinacji. W wywiadzie dla probasket.pl opowie o początkach kariery, kolosalnym długu wobec Realu Madryt i nowym rozdziale tym razem na chińskich parkietach.


WSTĘP:

W młodości byłeś dzieckiem wielu sportów, jak udało mi się dowiedzieć trenowałeś m.in hokeja, piłkę nożną i wioślarstwo. Jak to się stało, że to koszykówka stała się pomysłem na dalsze życie?

Tak, uprawiałem te wszystkie sporty. Dorastałem w Szwecji, a tam koszykówka i hokej, to najbardziej popularne dyscypliny. Zacząłem od hokeja, jednak z czasem okazało się, że jestem po prostu za wysoki. A dodatkowo hokej był bardzo drogi, jeśli chodzi o wyposażenie, strój itd. Natomiast piłka nożna była bardziej zabawą. Dorastałem na przedmieściach Sztokholmu, gdzie zamieszkiwało wielu imigrantów szczególnie z Jugosławii. Zacząłem grać w kosza na boisku koło mojego domu ze swoimi rówieśnikami. Gra wrosła we mnie szybciej niż się zorientowałem i z czasem zrozumiałem, że jest to właśnie to, co chcę w życiu robić.

Przełomowym momentem w Twojej karierze, była oferta gry w Realu Madryt. Jak to się stało, że tak młody chłopak otrzymuje propozycję gry dla jednego z najlepszych klubów w Europie?

Już mieszkając w Szwecji ustaliłem z rodzicami, że jeśli tylko będzie jakaś propozycja zza granicy, to chciałbym ją rozważyć. Na początku podchodzili do mojego pomysłu raczej sceptycznie i myśli nawet, że żartuje sobie z tego. Oferta z Realu przyszła po moim powrocie z turnieju organizowanego w Portugalii, na który pojechałem razem z kadrą kadetów. Pamiętam, że bardzo dobrze się na nim zaprezentowałem i chyba wielu trenerów zwróciło na to uwagę, bo zaraz potem dostaliśmy telefon z Hiszpanii.

To musiało być ogromne wyróżnienie. Jak się czułeś w obliczu takiej szansy?
Byłem wtedy bardzo młody, miałem zaledwie 14-15 lat i to była wielka radość, że taka drużyna jak Real Madryt się mną zainteresowała. To miało być dla mnie spełnienie marzeń. Po wielu negocjacjach podpisaliśmy kontrakt.

Kontrakt już chyba nie był aż tak zachwycający jak mogłoby się wydawać?

Tak..to była 8-letnia umowa według której nie należało mi się żadne wynagrodzenie. Było nam bardzo ciężko, wraz z rodzicami żyliśmy tak naprawdę z miesiąca na miesiąc. Po wyjeździe ze Szwecji wyraźnie odczuliśmy pogorszenie się naszej sytuacji finansowej, jednak rodzice zdecydowali się na wyjazd, bo chcieli robić wszystko abym mógł się rozwijać, a ja? Chciałem tylko jednego-grać w koszykówkę. Mój ojciec walczył w klubie o jakiekolwiek pieniądze dla mnie, a jakby tego było mało, to w tym samym czasie poważnie rozchorowała się moja mama. Miała problemy z sercem i musiała przejść operację. Także wbrew temu, że wielu może uważać, że mój pobyt w Realu był lekki i przyjemny, tak nie było. Moje wspomnienia związane z tym klubem nie są takie fajne jakbym chciał. Jednak pomimo wszystko w Madrycie dali mi wszystko, czego potrzebowałem, aby móc się kształcić i zdobywać doświadczenie. Umowę z Realem spłacałem jeszcze w swoim pierwszym sezonie gry w Rosji. Na pewno klub zarobił na mnie więcej niż ja na nim.

A z perspektywy czasu uważasz, że decyzja o wyjeździe do Hiszpanii była swego rodzaju trampoliną, aby wybić się jeszcze dalej?

Gdybym mógł się cofnąć w czasie pewnie poczekałbym z decyzją o wyjeździe zagranicę. W Realu byłem pierwszym „produktem” spoza kraju. Kiedy do nich dołączyłem mieli tylko jednego zawodnika z Europy – Francuza, który był starszy i miał dużo lepszy kontrakt. Byłem ich eksperymentem i to wszystko nie wyglądało tak jak się zapowiadało.

Eksperymentem?

Byłem bardzo wysokim zawodnikiem z dużym potencjałem. Teraz takie rzeczy się nie zdarzają, bo nigdy nie wiadomo jak dany zawodnik się rozwinie. Kluby są dużo lepiej przygotowane na takie możliwości. Podpisując kontrakt z zawodnikiem 13-14-letnim spoza kraju, drużyny dają mu wszystko by mógł rozwijać swój potencjał, a później go sprzedają.

Jednak dzięki Realowi jako 16-letni chłopak zadebiutowałeś w Eurolidze, a to chyba można uznać za duży sukces?

W mojej drużynie posypało się dużo kontuzji i miałem okazję zagrać z pierwszym zespołem. Mój występ uruchomił lawinę propozycji. Zaczęli się odzywać trenerzy i agencji wielu bardzo dobrych drużyn. Po tym, jak wyrwałem się z Realu miałem możliwość udziału w drafcie i wieku 18 lat wyleciałem do USA.

No właśnie 18-latek trafia do NBA-dla wielu zawodników to tylko marzenia, jednak Tobie udało się je spełnić. Wstąpienie w tak ogromny świat, musiało być dla Ciebie zderzeniem z rzeczywistością.

Podczas pobytu w Hiszpanii tak jak już wspomniałem, mieliśmy wiele problemów. Dlatego szybko przyjąłem propozycję udziału w drafcie. Wtedy zostałem już całkiem sam i do Stanów poleciałem bez rodziny. Byłem młody, niedoświadczony. Pierwszy raz żyłem w takim wielkim świecie z taką ilością kasy w kieszeniach. Czułem się jak król życia.

Ciężko było się przebić do składu, minut praktycznie nie dostawałeś, czułeś się rozczarowany swoim „amerykańskim snem” ?

Pierwsze lata w New York Knicks praktycznie nic nie grałem. Skupiałem się tylko na treningach. Dopiero gdy przeniosłem się do Phoenix Suns odżyłem. Miałem tam fajnego trenera. Mike D’Antoni wziął mnie pod swoje skrzydła i zacząłem dużo lepiej grać.

Niestety Twoja przygoda z NBA nie była tak długa jakbyś chciał..

Może nie zrobiłem wszystkiego tak jak powinienem i nie do końca wykorzystałem swoją szansę, jaką mi dano, ale byłem wtedy bardzo młodym i niedojrzałym chłopakiem. Na pewno bardzo dużo się tam nauczyłem. Można powiedzieć, że moją prawdziwą karierę rozpocząłem dopiero w Rosji.

REPREZENTACJA:

Wszyscy myśleli, że Mike Taylor, zaraz po objęciu stanowiska pierwszego szkoleniowca, powoła Cię do kadry. Tak się jednak nie stało.

Tak naprawdę trener Taylor na początku chciał powołać mnie do reprezentacji, jednak po rozmowach z ludźmi z Polskiego Związku Koszykówki postanowił nie umieścić mnie w składzie.

Otwarcie mówiło się, że to ze względu na Twój „trudny charakter”

Hmm chyba nie chodziło o to. Ktoś musiał być obwiniony o to co stało się na Słowenii i niestety padło na mnie. Jednak nie mam o nic pretensji do Polskiego Związku. Takie rzeczy po prostu zdarzają się w sporcie i jeśli coś nie działa, to ktoś musi wziąć winę na siebie. Pomimo to cieszyłem się, że inni zawodnicy będą mieli szansę się pokazać. Mamy naprawdę wartościowych zawodników i kadra bardzo dobrze funkcjonowała. Osiągnęli sukces na Eurobaskecie i ja się z tego bardzo cieszyłem.

Jednak po trzech latach nieobecności wracasz do kadry. Twój powrót wniósł do zespołu wiele pozytywnej energii i cennego doświadczenia, co wyraźnie można było zaobserwować w jakości gry drużyny. Za reprezentacją bardzo udane eliminacje do przyszłorocznego Eurobasketu, jak oceniasz szanse Polski w finałowym turnieju Mistrzostw Europy? Rywale będą bardzo wymagający, a grupa nie ukrywajmy..dosyć trudna.

Widziałem naszą grupę na przyszłoroczne Mistrzostwa i muszę przyznać, że mamy bardzo silnych rywali, ale podchodzimy do tego bardzo pozytywnie i wydaje mi się, że jako drużyna możemy zaskoczyć, Jesteśmy takim trochę x-factorem w naszej grupie. Będziemy bardzo mocno pracować nad tym, aby osiągnąć sukces.

CHINY:

Najpierw decyzja o powrocie do kadry i chwilę potem kolejna zaskakująca informacja… Maciej Lampe przenosi się do Chin. Jak to się stało, że wybrałeś grę dla Shenzen Leopards?

Chiny? Bo we wszystkich innych miejscach byłem już przez ostatnie parę lat (śmiech). A tak na poważnie, to Chiny są bardzo atrakcyjnym miejscem dla koszykarza w moim wieku, bo sezon jest bardzo krótki-trwa zaledwie 5 miesięcy, pieniądze są dobre i przede wszystkim liga CBA dynamicznie się rozwija. Miałem parę innych ofert, zanim pojawiła się propozycja z Shenzen. Pojechałem nawet do Turcji, ale to było w naprawdę zimnych miejscach (śmiech), a Shenzen to miasto, w którym jest bardzo ciepło (śmiech).

Właściwie wszystko, co mi tutaj zaproponowali mi pasowało i podjąłem decyzję, aby tu przyjechać.

Czyli jak dobrze rozumiem jesteś zadowolony ze swojego wyboru?

Tak, jestem zadowolony. Rozegraliśmy już połowę przewidzianych meczów i wspólnie z 3 innymi drużynami, zajmujemy 4 miejsce w klasyfikacji CBA. W tamtym roku Shenzen Leopards nawet nie dostali się do play-off. To pokazuje, że gramy dużo lepiej niż w tamtym roku. Mam naprawdę fajną drużynę, świetne zaplecze treningowe i mecze na dobrym poziomie.

A jak wyglądają aspekty poza boiskowe? Język? Kultura?

Jest dużo inaczej niż w Europie, to na pewno, ale mamy w drużynie dwóch tłumaczy, którzy w razie potrzeby bardzo nam pomagają. Podchodzę do nowej kultury z dużym entuzjazmem, do tego trzeba tak podchodzić, bo niektóre rzeczy są naprawdę zaskakujące.

Mówi się też, że Chiny to bardzo popularny kierunek dla graczy walczących o kontrakt w NBA. Wszystko za sprawą tego, że sezon w CBA kończy się sporo wcześniej niż w innych ligach, dzięki czemu kluby NBA czasem sięgają po jej najlepszych zawodników (przykład z zeszłego sezonu-Michael Beasley). Czy Chiny to przystanek Macieja Lampego przed powrotem do NBA?

Tak naprawdę? Nie wiem.. Mam już 31 lat, zaraz właściwie będę miał 32. Nie zastanawiałem się nad tym za bardzo. Jeśli byłaby taka oferta pewnie bym z niej skorzystał. Jakna razie byłbym zadowolony mając możliwość pograć jeszcze kilka lat w Chinach. Także zobaczymy..

Jak dotąd w nowym zespole radzisz sobie świetnie, notując średnio 19 pkt i 12,58 zbiórek w meczu, zatem nie pozostaje mi nic innego niż życzyć Ci dalszych sukcesów i udanych występów w Shenzen Leopards i reprezentacji Polski! Dziękuje za rozmowę!

Dziękuje również.

Rozmawiała Natalia Domańska

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Scottie
Scottie
23 grudnia 2016 20:35

Maciek wracaj do NBA i udowodnij wszystkim niedowiarkom, że masz talent i umiejętności na tą ligę. Powodzenia!

kuku
kuku
25 grudnia 2016 01:38

maciek jest wspanialy. drewniany z wizards do piet mu nie dorasta. niestety kasa wybiera

Pedro
Pedro
26 grudnia 2016 02:08
Odpowiedz  kuku

Chyba pierogi i barszcz nie smakowały bo jak się leje nawet w święta 😀

Pedro
Pedro
26 grudnia 2016 02:09
Odpowiedz  Pedro

*jad