To czas, w którym liderzy muszą wyjść przed szereg i zapewnić swojej drużynie jakość, która będzie decydowała o zwycięstwach. Kawhi Leonard tym razem znalazł się jednak po drugiej stronie, gdy Jamal Murray trafił nad nim rzut, który pozwolił Nuggets wyrównać stan serii. 


Los Angeles Clippers zdominowali Denver Nuggets w meczu numer jeden. Ekipa Mike’a Malone’a była wówczas wyraźnie zmęczona intensywnością serii z Utah Jazz, więc oddała rywalowi inicjatywę. W meczu numer dwa historia potoczyła się już zupełnie inaczej. Nuggets byli dobrze przygotowani i zniwelowali przewagę rywala, otwierając dla siebie szansę. Wszystko w gruncie rzeczy wyjaśniło się w pierwszej kwarcie, którą Nuggets wygrali 44:25. 

Clippers wygrali każdą kolejną odsłonę, ale różnica punktowa była za mała, by odrobić całą stratę. Wyjątkowo nieskuteczny był Kawhi Leonard. Lider składu skończył mecz z 4/17 z gry, ratując się nieco 10 zbiórkami, 8 asystami i 3 przechwytami. Jednak w czwartej kwarcie Kawhi zanotował dokładnie… 0 punktów. Co ciekawe – nie zdarzyło się to liderowi Clippers pierwszy raz. 

Po raz ósmy w karierze skończył czwartą kwartę meczu play-off nie notując na swoje konto nawet jednego punktu. W 10 minut spędzonych na parkiecie oddał tylko trzy rzuty i wszystkie trzy spudłował. Wcześniej takie historie przydarzyły mu się w seriach z Oklahomą City Thunder w 2012, Golden State Warriors i Memphis Grizzlies w 2013, Dallas Mavericks i znów OKC w 2014, Los Angeles Clippers w 2015 oraz OKC w 2016. 

Na Leonarda spada zatem dodatkowa presja związana z tym, by dostarczyć swojej drużynie jakość na miarę ambicji, z jakimi LA Clippers weszli w play-offy 2020. W ośmiu meczach fazy posezonowej Kawhi notował na swoje konto średnio 29,9 punktu, 9,1 zbiórki i 5,3 asysty trafiając 52,8 FG% i słabe 28,2% z dystansu. 



Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments