NBA: Jordan czy LeBron? Były zawodnik Pistons ma swojego faworyta

61
3699

Czas leczy rany, ale trzeba chwilę poczekać aż zagoją się w pełni, czasem nawet kilka dekad. Szczególnie jeśli chodzi o byłych rywali z boiska. Widać to po ostatniej wypowiedzi Billa Laimbeera, który bez wahania stawia wyżej LeBrona Jamesa od Michaela Jordana.


Były center Detroit Pistons z czasów tzw. Bad Boys, pojawił się w programie First Take na ESPN. Poproszony o to, aby wypowiedzieć się na temat długoletniej debaty: Kto jest lepszy – MJ czy LBJ, nie zastanawiał się długo i jednoznacznie wskazał swojego faworyta.

Jestem w tej sprawie pewny – LeBron to najlepszy zawodnik w historii NBA. Ma 206 cm wzrostu, waży około 113 kilogramów, a porusza się z niezwykłą gracją, jest też niesamowicie silny – powiedział Laimbeer. – Od pierwszego dnia w lidze wiedział, w jaki sposób poprowadzić kolegów z drużyny do zwycięstw – dodał.

Z wiadomych względów, Liambeer nigdy nie mógł zmierzyć się z LBJ-em na parkiecie. Miał jednak sporo czasu na zaznajomienie się z Jordanem. Pistons z środkowym w składzie spotykali się z Chicago Bulls w trzech kolejnych playoffach (1989-91). Za każdym razem zwycięzca tej serii kończył sezon z mistrzostwem. Starcia te były niesamowicie napięte, niejednokrotnie wręcz brutalne.

Jordan i Bulls panowali w latach 90, zdobywając w tym czasie sześć mistrzostw. James z kolei wygrał pierścień zaledwie trzykrotnie, dwa razy z Miami Heat, raz z Cleveland Cavaliers. Wystąpił jednak w finałach aż dziewięciokrotnie.

Jeśli patrzysz tylko na mistrzostwa, to oczywiście LeBron nie może się pod tym względem równać z MJ-em. Jednak wydaje mi się, że LeBron byłby takim samym dominatorem w każdej erze NBA. Niezależnie od tego, kiedy by grał, robiłby te samo rzeczy, co teraz. Uważam, że to najlepszy gracz w historii – zakończył Liambeer.





61 KOMENTARZE

    • haha jak LeBron nie zdominował swoich czasów to znaczy, że Jordan tym bardziej nie zdominował swoich! Hejterki jak zwykle głupsze od puszki z pasztetem

    • Oczywiście, że nie zdominował – 6 tytułów w dekadę mimo dwuletniej przerwy (nigdy nie przegrał serii finałowej), 10-krotny lider zdobyczy punktowych (w tym 8 lat z +30 pkt/mecz, w czasach gdzie obrona bardziej dominowała), 9 razy w pierwszym składzie najlepszych obrońców ligi, raz wybrany najlepszym obrońcą roku, do tej pory trzyma sporo historycznych rekordów.
      Można śmiało powiedzieć, że dość przeciętny zawodnik.

    • W 95 Chicago z Jordanem w składzie odpadło w po z Orlando. Z Jordanem który ceglił niczym Harden w po.
      Nie wiem o jakiej 2 letniej przerwie piszesz?
      Jaki bilans ma Jordan przeciwko pistons z thomasem w prime 0-3?
      Z Detroit i z Lakers byki wygrały bo Thomas i Magic byli u schyłku kariery.
      W ich prime Chicago bliżej było do krówek niż do byków.
      I nie twierdzę, że MJ był słaby, ale trafił na okres, w którym Wielkich rywali nie było.
      I dajcie spokój z odpisywaniem, że Barkley, że Malone.
      Co miesiąc te same bzdury o goat.
      Jordan miał rok przerwy, ale przecież porażki nie w finale się nie liczą, więc można kłamać

    • W 91 Isiah Thomas był u schyłku kariery?! Rocznik 61?! To był jeszcze jego prime, Magic rocznik 59 być może z niego schodził, ale nie Thomas. Detroit w 91 w dalszym ciągu miało skład na mistrza i gdyby nie to że pierwszy mistrzowski skład Bulls swoją etyką pracy , talentem wszedł na wyższy poziom to Tłoki miałyby najprawdopodobniej swoje Tripple, Chicago nie miało takiego rywala jak w latach 80 para Lakers vs Celtics, ale dzisiaj w lidze nie ma takich wojen jak Bulls vs Knicks czy Bulls vs Tłoki.. Jordan nie miał roku przerwy, w sezonie 94/95 zagrał 17 meczy w rs czyli w przybliżeniu 21% wszystkich meczy, więc bliżej jet to dwóch lat niż jednego roku. Co do ceglenia to Harden cegli dalej a jak skończyły Byki i ich lider w następnych 3 sezonach przypominać nie trzeba.

    • W 91 r. Thomas miał kontuzję, nie grał tak jak Jordan w 95 pełnego sezonu. Więc idąc twoim tokiem rozumowania ten tytuł Chicago nic nie znaczy. Można powiedzieć, że dzięki kontuzji Thomasa byki wygrały swój pierwszy tytuł.

    • Potyczki Bulls z Pistons w playoff między 1988-1991 wyglądały tak, że kolosalne postępy robili Pippen i Grant od wejścia do ligi w 87/88 do 1 sezonu mistrzowskiego 90/91. To oni potrzebowali rozegrać 4 sezony, by wejść w prime. Jordan był gotowy na mistrzostwa już w 1988. Jordan w niczym nie był słabszy w 1988-1990 niż 1991-1993. W 1988 Bulls nie postawili się Pistons, bo Pippen i Grant byli pierwszoroczniakami. W 1989 Bulls już byli 2 najlepszą ekipą w lidze po Pistons, ale przegrali 2-4 z Pistons, bo Pistons ich tłamsili brutalną grą. Pippen i Grant oraz cała reszta potrafili też pudłować z czystych pozycji. W 1990 roku było 3-4, ale w dużej mierze przez pech w game 7 z migreną Pippena, który zestresował się i był bezradny. Miał problemy nie tylko z bólem głowy, ale też ze wzrokiem. To jak grali tamci Pistons z Rodmanem przekonali się nie tylko Bullsi, ale też najlepsze ekipy dekady lat 80′ Lakers i Celtics, którym Pistons wybili koszykówkę z głowy. Widziałem wiele. Ale najmocniejsza defensywa jaką oglądałem to Pistons 1988-1991, NYK 1992-1994, Bulls 1996-1998. Dopiero dalej za nimi Pistons 2004-2005 i SAS 2005-2007. James odbiłby się jak od ściany jakby miał grać przeciw tak grającej drużynie jak Pistons 1988-1991. Rodman i Liambeer grali najbardziej brutalnie, ale nie tylko oni.

    • Tak jak Laimbeer uważa że James jest GOAT tak Rodman ponad wszystkich stawia Jordana. Dwaj główni wykonawcy taktyki „The Jordan Rules ” mają odmienne zdanie..I Jeszce taka mała dygresja MJ nigdy nie powiedział o sobie że jest GOAT nawet w swoim prime, a LeBron i owszem , co moim zdaniem było słabe

    • To, że Thomas miał kontuzję nadgarstka i opuścił pół sezonu nie znaczy że schodził ze swojego prime , a tak właśnie napisałeś. Tłoki nie przegrały przez kontuzję Thomasa tylko przez to że Bulls stali się odporni na „The Jordan Rules”, nie byli niszczeni fizycznie i psychicznie jak to było w poprzednich seriach. Rozumując tak jak Ty, mam napisać , że awans Orlando do Final Eastern Conference nic nie znaczy bo Jordan wrócił po prawie dwuletniej przerwie?! Nie tak nie napisze , Magic byli lepsi koniec, kropka… W 91 roku pojawił się „nowy Szeryf w mieście” i nic i nikt tego nie mógł zmienić. Mistrzem nikt się nie urodził , więc trzeba docenić pracę , przelany pot i poświęcenie jakie poniosły Tłoki i Bulls w drodze na szczyt, zamiast pisać o tym , że kiedyś to było 3:0. Tak samo można napisać o tym że Bird w swoim prime miał bilans z Tłokami 2:0, ale kibicowanie nie polega chyba na deprecjonowaniu czyichś osiągnięć.

    • Amares forumowe pośmiewisko. Nie możesz pogodzić się z faktami, że Lebron jest wyraźnie słabszy od Jordana. Nr 1 w historii NBA to zdecydowanie Jordan. Jest kimś takim jak Bolt w lekkiejatletyce czy Phelps w pływaniu. James jest znany z łatwego wbijania do finałów na słabiutkim wschodzie i przegrywania tych finałów z finalistą z zachodu. Jest znany też z popełniania nagminnie kroków, które kiedyś miałby gwizdane. Oraz z wejść topornych jak drwal, które na starych przepisach szybko wybiliby mu z głowy kloce pod koszem. Chłop 120 kg, a płacze, że ktoś go dotknął. Ma szczęście, że gra w obecnej lidze. Jordan grał na twardych przepisach obronnych i nie płakał. Grał w silniejszej konferencji. Nie musiał uciekać do innych klubów , by za niego ktoś mu zdobył mistrza jak Lebron, gdy chciał, żeby Wade mu wygrał, bo miał doświadczenie jak to się robi z 2006. Lebron długo źle czuł się liderem, bo naturalnie nie był typowym samcem alfa. MJ czuł się najlepszy, bo wiedział, że jest. Wystarczyło rzucić piłkę i każdego kochał zdominować. Taki po prostu był. Miał instynkt i talent ofensywny i defensywny. James to gracz combo w stylu Magica i Pippena. Ale dużo słabiej podaje od Magica czy dużo słabiej broni od Pippena. Chce robić wszystko po trochu, ale w niczym nie jest najlepszy.

    • Forumowym pośmiewiskiem to ty tu jesteś największym dzieciaku, Jordan jest znany z nędznych przeciwników w 90s, nie pokonania nigdy największych w prime jak Magica, Birda, Pistons, znany z tego że mu sędziowie nie gwizdali połowy kroków i 2x więcej fauli niż powinni. Na dzisiejszych przepisach Jordan by się obsrał, bo grał w wyjątkowo słabej erze i nie mógłby już tyle płakać do sędziów co w 90s, bo by go wywalili. A nie musiał uciekać do innych klubów, bo Pippen mu wygrał mistrzostwo już dość szybko, do tamtego czasu był nabijaczem punktów w cieniu Birda i Magica – prawdziwych mistrzów. James właśnie dlatego jest GOAT, bo wszystko robi fenomenalnie, Jordan niestety nie był tak wszechstronny.

    • są dwa wyjścia „amares”-albo jesteś kumaty i po prostu robisz sobie jaja-albo……bez komentarza…

    • Owszem zrobiłem sobie jaja, jak ktoś troluje i wypisuje takie debilizmy dot. LeBrona to mu odpisuje równie prawdziwymi teoriami!

    • Nędzni przeciwnicy mówisz? Zespoły z LeBronem 9 razy w playoffach pokonały rywali mających 50 i więcej zwycięstw w sezonie zasadniczym. Bulls Jordana – 20.

      Mówiłem ci wiele razy – chcesz się zabierać za dyskusję? To sobie jakieś argumenty przygotuj, bo na razie nie jesteś w stanie nawet podskoczyć z tego rynsztoka, w jakim siedzisz.

    • Z rynsztoka to ty fanboyku jeszcze nie wyszedłeś, Jordanowi dupsko ciągnęli partnerzy to wygrywał, jak tego nie robili to był kompletnym looserem. Płacz dalej, nic ci innego nie pozostało hahaha

  1. „ Ma 206 cm wzrostu, waży około 113 kilogramów, a porusza się z niezwykłą gracją…”. XD Lebron i gracja? Przecież to jest wóz z węglem, tyle że zwrotny. Ale gdzie tu gracja? Gość chodzi jak kaczka. Gość ma jedno siłowe wejście pod kosz, fakt że praktycznie nie do zatrzymania i dwa dunki z wyskoku, z jednej nogi. Wiele rzeczy można powiedzieć o LeBronie żeby go ładnie „sprzedać”. Siła, moc, fantastyczny atleta, genialny podający, najinteligentniejszy koszykarz ever. Ale gracja?

    • Wiadomo, że jego wejścia jednowymiarowe i przewidywalne nie przeszłyby tak łatwo na starych przepisach, bo byłby powalony, poturbowany czy uderzony, a często nie dostałby nawet gwizdka. Zbyt wolno to robi i zbyt przewidywalnie.

  2. I kompleksu Jamesa ciąg dalszy.Ponadto retoryka wstępu do artykułu,której nie powstydziliby się w telewizji publicznej.Skoro Laimbeer (swoją drogą
    polecam przed publikacją artykułu sprawdzenie poprawnej pisowni nazwiska bohatera) uważa innego zawodnika za lepszego niż Jordana,to już musi być to „niezagojona w pełni rana”. Bardzo lubię nasz portal,natomiast jakość publicystyki tu uprawianej od momentu zawieszenia sezonu zdecydowanie potwierdza że sezon powinien jak najszybciej ruszyć.

  3. I facet ma rację, beka z tego bólu dupy fanów i prób sugerowania, że jak ktoś uważa kogoś za lepszego od Jordana to ma jakiś uraz :D:D LeBron jest najlepszym koszykarzem wszechczasów i kilometrowy ból dupki fanów Jordana tego nie zmieni, koszykówka poszła do przodu, a za nią zawodnicy…. taka prawda i pora się z tym pogodzić!

    • Dla mnie Lebron jeszcze nie jest lepszy od Birda, właściwie to już lepszy od Niego nie będzie. Do na prawdę wielkich tego świata, Russella, Jabbara czy Jordana ciągle mu daleko, a jest jeszcze młody Wilt człowiek który zdominował grę tak że zmieniono przepisy.

    • Haha to tylko potwierdza jakie klapki na oczach maja hejterzy Jamesa. Równie dobrze mogłeś napisać, ze Jordan nie jest nawet w top 5 w historii. Bird na każdej płaszczyźnie przegrywa z kretesem, ostatni raz to on miał argumenty z Lebronem jakieś 7 lat temu. Dorośnij.

    • Amares masz problem ze sobą. Polecam wizytę u specjalisty. Lebron lepszy od Jordana 🙂 Chyba w noszeniu mu torby. Ból dupy masz ty synek. Nie oglądałeś wielu meczy Jordana, bo byś takich bredni nie pisał jak osioł. Zobacz całe serie playoff w jaki sposób dominował Jordan nad resztą ligi. Lebron nigdy nie potrafił tak dominować nad ligą i nigdy nie będzie.

    • Oglądałem Jordana więcej od ciebie ośle, sam idź do specjalisty to ci może da nowe szkła, żebyś zobaczył który jest rok i jak bardzo era Jordana pozostała z tyłu. LeBron ostatnie 10 lat dominował w PO bardziej od Jordana i wygrał tam więcej meczy i to na luzie. face it

    • Serio? Jaki ma procent zdobytych tytułów do udziałów w finałach, skoro tak bardzo zdominował PO?

    • Puchar wznosi drużyna, a nie jeden zawodnik. Nie wiem jak długo trzeba będzie jeszcze ścierać się z głupotą tłumacząc januszom, że koszykówka to sport zespołowy.

    • Owszem, drużynowy. A drużyna jest ciągnięta przez gwiazdy. Jedne potrafią wydobyć to co najlepsze ze swoich partnerów, nawet jak nikt inny ich nie chciał, a w razie potrzeby przewieźć finał na swoich plecach, inne muszą się obłożyć stadem innych gwiazd, by od czasu do czasu wygrać.
      W pierwszym przypadku mamy dominatorów, w drugim tylko (ale i „aż”) wybitnych zawodników. A różnicuje ich od siebie charakter.

      Poza tym, dość zabawny wybieg – „James najlepszy! Dominator! Wygrywa na luzie!”. Więc porównajmy wyniki sportowe i indywidualne. Nagle pojawia się „Ale wyniki się nie liczą, poza tym, to sport drużynowy i pojedynczy zawodnik w sumie nie ma znaczenia”. To trochę jak z tymi zawodami sportowymi dla dzieci – najpierw nakręcanie na wynik, a jak jednak nie pójdzie tak dobrze, to nagle każdy jest zwycięzcą i liczy się sam udział. Ot, żeby było coś na pocieszenie.

    • Nawet jak wydobędzie najlepsze z partnerów to wcale nie znaczy, że partnerzy będą wystarczając dobrzy, żeby wygrywać z nimi mistrzostwa. Gwiazdy są dużo bardziej wożone na plecach przez team, niż sami wożą. Oceniając Jordana i LeBrona to w obu przypadkach mamy równie wybitnych zawodników!
      „Poza tym, dość zabawny wybieg – „James najlepszy! Dominator! Wygrywa na luzie!”. Więc porównajmy wyniki sportowe i indywidualne. Nagle pojawia się „Ale wyniki się nie liczą, poza tym, to sport drużynowy i pojedynczy zawodnik w sumie nie ma znaczenia”.”

      haha no właśnie porównajmy, Ty tego nie zrobiłeś tylko od razu coś o mistrzostwach zacząłeś sadzić. Gdzie te porównanie indywidualne??

    • No przecież było porównanie indywidualne: Jordan ma 100% skuteczności w finałach. 6 mistrzostw w dekadę, gdzie dwa lata praktycznie nie grał (17 meczy można spokojnie pominąć). James na 9 finałów, wygrał trzy, żadnego nie pociągnął w pojedynkę.
      MJ ma najwyższe średnie punktowe, ostatni finał przewiózł na swoich plecach (kontuzja Pippena, niedomagający Rodman, tylko jeden naprawdę dobry mecz Kukocza, ani jeden Harpera), kończąc go przechwytem i rzutem dającym zwycięstwo. Do tego, mimo mniejszej liczby sezonów, ma najwięcej buzzer-beaterów w historii NBA, w tym dwa kończące serie PO. W bonusie był wybitnym obrońcą.
      Był też bardzo twardy. Jak Bad Boys wprowadzili „Jordan Rules” i rozbijali Byki (oraz Michaela) swoją fizyczną grą, tak przysiadł z Pippenem na siłce, żeby im dorównać nie tylko intensywnością, ale i siłą. Po czym zmietli Detroit do zera.
      A James? Jak mu Buzzer postawił taką zasłonę, że zaliczył glebę, to po przegranym meczu płakał, że to boks, a nie koszykówka.
      To ich różnicuje – mentalność. Jeden był zabójcą, bezlitosnym dla partnerów z drużyny, ale jeszcze bardziej dla przeciwników, którzy do tej pory mówią, że niszczył inne gwiazdy mentalnie, drugi nigdy na ten poziom nie wszedł.

      W sumie ciekawie się w to wpisuje Corey Benjamin, który w ’99, czyli po drugim odejściu Jordana, stwierdził, że by go pokonał w grze 1:1. Co zrobił Mike? Przyszedł na trening Byków i pozamiatał młodego, zamiast po prostu się uśmiechnąć i dalej palić cygaro w swoim gabinecie.

    • Chłopie znowu porównujesz pierścienie i nazywasz to porównaniem osiągnięć indywidualnych 😀 Chyba powinieneś najpierw się nauczyć co to jest osiągnięcie indywidualne i jak porównywać zawodników, James zagrał więcej finałów i był lepszym zawodnikiem całościowo od Jordana na parkiecie i to jest fakt.

    • „LeBron ostatnie 10 lat dominował w PO bardziej od Jordana ”

      To akurat prawda. Głównie dlatego, że Jordan nie grał w ogóle przez ostatnie 10 lat w NBA.

  4. Żaden Tłok nie przyzna że ktokolwiek z Chicago był dobry, rywalizacja 4life. Co do LBJ ciekawi mnie jakby to było gdyby go nie sterydowali w Miami…

    • Ale oni grali też w Chicago więc widzieli Jordana zarówno jak był ich przeciwnikiem, jak i i gdy był kolegą z zespołu. Mają pełny ogląd sytuacji.

  5. Te komentarze są totalnie Zdupy i nie mają sensu porównywanie dwóch epok wtf why . Ten ból dupy bo obrona kiedyś była teraz jej nie mam ale to chyba nie wina LeBron że nie ma obrony ? Chociaż nie no jego . Ale czy Jordan sam wciągał swój zespół do finału konferencji ? Czytam te komentarze to mam wrażenie że walicie gruche jak ktoś powie Jordan ten wasz Jordan Bóg koszykówki jest tak wybitny że jego hornets są na dnie tabeli .LeBron ma swoje lata a gra nadal jak kot i nie ważne czy wygra czy nie jest ikoną tego sportu dla całego młodego pokolenia . Lebrona obejrzysz w akcji Jordana już nie a oglądanie starego meczu koszykówki w innym celu niż poczucie nostalgia nie ma sensu . Obecnie zagrywki są bardziej skomplikowane gra jest szybsza i na co innego zwraca się uwaga .

    • Czemu oglądanie starego meczu nie ma sensu? Całkiem ciekawe widowiska – pod względem sportowym lepsze niż obecne, ze względu na bardziej zbalansowaną grę.
      I nie, teraz koszykówka nie jest bardziej skomplikowana, wręcz przeciwnie – została uproszczona, żeby ją przyspieszyć.

      Żaden zawodnik nie wygrał sam, ale w 1998 to kończący karierę Jordan wyrwał mistrzostwo świetnym Jazz. Pippen z powodu kontuzji po drugim meczu ledwo się ruszał, wchodzący z ławki Rodman by cieniem samego siebie (praktycznie całe PO miał słabe), Kukoc rozegrał jeden bardzo dobry mecz finałowy i dwa w miarę dobre, Harper i Luc nie błyszczeli w żadnym meczu.
      Tak więc wprowadzenie zespołu do finału konferencji, to jeszcze dużo za mało, by kogoś uznać za lepszego niż MJ. Bron jest wybitny, ale nigdy nie miał charakteru, by wyrywać mistrzostwa. Ale to już od lat 90-tych nowi gracze mieli z tym problem, bo bardziej interesował ich błysk flaszy i kasa niż chorobliwa chęć rywalizacji (nie żebym się dziwił).

  6. A teraz redakcjo może przetłumaczycie artykuł BBN Hakeema i to co mówił tego samego dnia. Sam tytuł wyjaśnia dlaczego Jordan.

  7. trochę niepoważna wypowiedź Billa Barbarzyńcy, przeciwko MJ-owi grał, Lebrona zna tylko z TV ale wie że James jest lepszy 😉

  8. I znowu sezon ogórkowy. Wiadomym jest, że Laimbeer nie powie nic dobrego o Jordanie po ich potyczkach w finałach konferencji. Każdy urodzony w latach 80’tych wie o co chodzi. Tu nie ma o czym debatować. No question. Lame beer.

  9. Skoro Bill uważa, że Lebron „Od pierwszego dnia w lidze wiedział, w jaki sposób poprowadzić kolegów z drużyny do zwycięstw ” to nie warto dalej czytać

    • Zacznijmy od tego że autor źle tłumaczy tekst, widziałem oryginał i tam była mowa o tym że James od początku potrafił rozgrywać, angażować w grę innych kolegów a nie ze od początku wiedział jak się wygrywa, bo tu wszyscy wiemy, na czele z amarusiem ?że James to o wygrywaniu ma średnie pojęcie ??

    • James ma z pewnością większe pojęcie od Jordanka, więc musisz się pawełku douczyć troszkę. Ten śmieszny GOAT Jordan potrzebował lat gry zanim pojął, że jego nabijanie punktów nikomu nie służy i wygra tym najwyżej z cieniasami w RS… LeBron więcej wiedział o wygrywaniu jako 19-latek niż Jordan przed 30-tką haha

    • Amarus douczyc powinien się ten, który nie ma wiedzy, a czytając twoje wypociny, wiemy oboje, że siedziałeś w jajach ojcach, gdy MJ królował w NBA

    • Gdy MJ królował w NBA to miałem jego plakaty na ścianie, w jajach ojca to ty siedziałeś pajacu. Nie jestem takim januszem jak pół gimbazy tutejszej, którzy mu dupsko do dziś liżą

    • ??Lubię cię, taki upośledzony jesteś ?ważne że wierzysz w to co mówisz, nawet możesz uważać ze White Mamba jest Goat’em, co nie znaczy że tak jest ?

    • Ty też możesz uważać, że Jordan jest bożkiem i goatem co nie znaczy, że tak jest 😀 A swoje krzywizny zostaw dla siebie dzieciaku

  10. Laimbeer typowy wielki drwal z tamtych czasów beż żadnej techniki, którego główną koszykarską umiejętnością było łamanie nosów i rozbijanie łuków brwiowych. Znany był głównie z chamskich fauli i bójek bo inaczej nie był w stanie powstrzymać nikogo kto był dobry technicznie. Dzisiaj nie załapałby się nawet do NBA. To taki Krzysztof Oliwa koszykówki.

    • To był najbardziej cfany koszykarz. Przypuszczam, że były idealnym zawodnikiem na Golden State parę lat temu. D. Green każdy mecz kończyłby maksymalnie w trzeciej kwarcie. Za trzy też potrafił rzucić i to jako jeden z pierwszych wysokich graczy. Fałszywy center, którego głównym celem była prowokacja i obrzydzenie gry rywalowi.

  11. Niech nie rozśmiesza ludzi. Jordan jest dużo lepszy. Grał na starych przepisach obronnych, gdzie można było twardo bronić, opierać się na innym graczu co męczyło gracza ofensywnego,
    gwizdali kroki, a mimo tego przy tak krótkiej karierze w ledwie 11 pełnych sezonów w Bulls zdobył 6 mistrzostw. W tym 6/6 licząc ostatnie 6 pełnych sezonów. Błędem jego było jedynie odejście z NBA na blisko 2 lata, gdy był w prime. Grał na mocniejszym wschodzie. Do tego jak Jordan potrafił być zarówno efektywny i efektowny. James dla porównania przez całą karierę grał na lajtowych przepisach obronnych, gdzie nawet nie idzie lekko dotknąć nikogo, nie gwiżdżą kroków, odpala się rzuty bez obrony, a mimo długiej kariery zdobył ledwie 3 mistrzostwa na 9 finałów. Do tego mega szczęśliwie w 2013 i 2016. W finałach 2013 uratował go rzut R.Allena na dogrywkę w game 6, bo bez tego SAS mieli już tytuł. W finałach 2016 potrzebował do mistrzostwa kontuzjowanego Currego w playoffach, który był ciebie siebie z sezonu regularnego, wypłakanego zawieszenia Greena z game 5 i kontuzji Boguta. Grał przez większość kariery w słabej konferencji. Wystarczy w latach 2011-2018 umieścić go zamiast na wschodzie to na zachodzie i nastukałby max 3-4 finały w tym czasie zamiast 8. Taka skromna różnica. Uciekł 3 razy do innego klubu licząc na mistrzostwo jak tchórz. Pierwszy raz do Heat, by połączyć siły z Wadem i Boshem, by mieć wreszcie mistrzostwo. Potem uciekł z Heat do Cavaliers stawiając na młodszego Irvinga widząc, że Wade się kończy i gra na oparach w finale 2014. I znów po raz trzeci uciekł do Lakers licząc, że będzie miał w najsłynniejszym klubie NBA gwiazdy. I w sumie dostał. James będąc faworytem kilka razy zawiódł sromotnie, bo to jego drużyna była faworytem buckmacherów np: w finale konf. 2009 przeciw Magic, w 2R przeciw Celtics 2010, w finale NBA 2011 przeciw Maverics. W sumie finał 2014 pokazał też, że liderem nie jest, aż takim dobrym, bo nie potrafił zmobilizować swoich partnerów i przegrali największą różnicą punktową w historii finałów NBA przeciw SAS przegrywając co mecz blowoutami 20 punktowymi. Nawet w meczach u siebie. Niech lepiej Laimbeer przypomni sobie w jaki brutalny sposób bronili wtedy w latach 1988-1991. Lebron nigdy nie spotkał się z taką defensywą. Poza zawodził w seriach przeciw Piston przede wszystkim Pippen i Grant, a nie Jordan. Pippen z roku na rok robił kolosalne postępy, bo MJ go uczył. Już w 1990 mogli ograć Pistons, gdyby nie migrena Pippena w game 7 fin. konf. Jordan był gotowy na ogranie Pistons w latach 1989-1990, bo już wtedy był nr 1 w lidze. Ale Pippen potrzebował przetarcia w lidze NBA i tych 3 sezonów, by wejść w swój prime od swojego 4 sezonu 90/91.

  12. panowie gdyby Jordan miał charakter Lebrona to w 1987 roku przeszedł do Lakers póżniej do Detroit a na końcu wróciłby do Chicago i miałby z 12 pierscieni…..dziękuję do widzenia…

    • Gdyby Barkley w 1991 roku przeszedł do Detroit , Jordan nie zagrałby w finałach 91-93, a Isiah Thomas miałby 5 pierścieni.

    • gdybamy teraz Jordan vs Lebron-porównałem ich podejście-musisz sie zgodzic ,że Jordan nie szedł na łatwiznę…

  13. MJ- 10x król strzelców NBA, najlepsza średnia punktów na mecz, wszystko to w latach gdy byłą najtwardsza obrona, sam genialny obrońca, 6×6 w finałach, gracja, finezja i poezja w grze.
    LBJ- sprawny kloc grający w czasach bez obrony, dużo gorszy w ataku od MJ, nie potrafiący bronić, robiący czterotakty bo od lat jest to w NBA dozwolone.

    Mówienie, że LBJ jest lepszy od MJ świadczy albo o nieznajomości koszykówki albo o jakimś kompleksie i czystej złośliwości w stosunku do MJ.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here