Kariera LaMarcusa Aldridge’a po wielu zakrętach bez wątpienia zbliża się już do schyłku. Zawodnik formalnie znajduje się w gronie wolnych agentów, jednak jeżeli nie znajdzie się na niego chętny, już tego lata może kategorycznie zakończyć swoją przygodę z zawodową koszykówką. Na przeszkodzie mogą stanąć mu jednak Miami Heat.

Po stracie PJ-a Tuckera Miami Heat nadal poszukują głębi składu na pozycji silnego skrzydłowego. Na ten moment mają na niej obsadzonego jedynie Markieffa Morrisa, który pasuje do budowanego od lat modelu drużyny trenera Spoelstry. W filozofii klubu ważna jest jednak głębia składu, w związku z czym Heat poszukują ogranego skrzydłowego z talentem rzutowym.

Według Seana Deveney’a ekipa z Miami zwróciła się w kierunku LaMarcusa Aldridge’a. W ostatnich latach 37-latek grał głównie na pozycji centra, jednak przez większość kariery nominalnie pełnił funkcję silnego skrzydłowego. 7-krotny uczestnik Meczu Gwiazd nie zastąpi oczywiście Tuckera, głównie pod względem defensywy, jednak jako zmiennik może dać drużynie w tzw. sytuacjach specjalnych sporo jakości.

16-letni weteran parkietów NBA przez trapiące go od lat kontuzje sukcesywnie traci na rynkowej wartości. Problemy z sercem, które zmusiły go do przerwy od koszykówki, sprawiają, że nie może on grać w dłuższym wymiarze czasowym. Urazy kolan poskutkowały natomiast fatalną wręcz pracą na nogach, przez co Aldridge stanowi dziurę w obronie. Takie niedoskonałości są w NBA bezwzględnie wykorzystywane, zatem można być zaskoczonym, że zawodnikiem interesują się akurat grający koszykówkę two-way Heat.

Czy widziałeś już najnowszy podcast PROBASKET Live?