3 listopada 1996 roku, Kobe Bryant wychodzi na parkiet NBA po raz pierwszy. Jeszcze nie jest świadomy, że to początek wspaniałej przygody, która zaprowadzi go do pięciu mistrzostw. W LA wiedzą, że mają do czynienia z utalentowanym młodzikiem, ale na co go naprawdę stać?


Wybrany z 13. numerem w drafcie 1996 roku przez Charlotte Hornets, wkrótce został przez zespół wytransferowany do Los Angeles Lakers. Tam dołączył do przebudowanej rotacji zespołu, w którym połączył siły m.in. z Shaquillem O’Nealem, Nickem Van Exelem, Eddiem Jonesem, Cedricem Ceballosem, Rickem Foxem oraz Eldenem Campbellem. Ekipa z LA sezon rozpoczynała 3 listopada meczem z Minnesotą Timberwolves.

Kobe wyszedł na 6 minut, w trakcie których nie zdobył punktu, ale zanotował zbiórkę, przechwyt i blok. Jego Lakers wygrali 91:85 z zespołem prowadzonym przez Kevina Garnetta i Stephona Marbury’ego. Debiut nie zwiastował niczego konkretnego, ale KB8 był w stanie na dobre wbić się do rotacji swojego zespołu. Notował średnio 7,6 punktu, 1,3 asysty i 1,9 zbiórki i został wybrany do drugiej drużyny pierwszoroczniaków. 

Pierwszy sezon nie zdradzał na temat Kobego wiele. Owszem, miał potencjał, by pewnego dnia być kluczową postacią Lakers. Mało kto jednak oczekiwał, że stanie się najlepszym zawodnikiem swojego pokolenia i poprowadzi ekipę z LA do pięciu mistrzostw. Już w swoim drugim sezonie podniósł liczby do średnio 15 punktów i coraz częściej zaczęły pojawiać się porównania do… Michaela Jordana. Resztę tej koszykarskiej przygody znacie. 



Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments