Isiah Thomas powiedział, że Chicago Bulls z Michaelem Jordanem w składzie zaczęli narzekać na fizyczną grę, która królowała na parkietach NBA w latach 80. i 90. Według legendarnego rozgrywającego Detroit Pistons wcześniejsze drużyny, z którymi mierzyła się jego ekipa, były gotowe na ostrą walkę, często niezgodną z obowiązującymi regułami gry w koszykówkę. To kolejny raz, gdy Thomas bezpośrednio uderzył w ostatnich miesiącach w Michaela Jordana.

Kilka tygodni temu Isiah Thomas dogryzł Michaelowi Jordanowi za to, w jaki sposób został przedstawiony w serialu „Ostatni taniec”, który opisywał ostatni dzieje Chicago Bulls, gdy występował w nich legendarny MJ. Thomas powiedział, że oczekuje od Jordana przeprosin, ale prawda jest taka, że nie może się ich spodziewać w najbliższych tygodniach lub miesiącach. Legendarny rozgrywający Detroit Pistons jest zły na Jordana i producentów serialu i zarzuca im, że z długiego wywiadu, którego udzielił, jego wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu i w ten sposób przedstawiły go w złym świetle.

Thomas został pokazany w serialu jako przywódca okrytych złą sławą „Bad Boys Pistons”, którzy w latach 80. słynęli ze szczególnie ostrej postawy na parkiecie. W rozmowie z Peterem Vecseyem, która ukazała się na kanale NBA Alumni w serwisie YouTube, Thomas opowiedział o karierze i o tym, co sprawiło, że tamtejsi Pistons byli tak dobrzy. „Bad Boys” są do tej pory uważani za jeden z najlepszych zespołów pod względem obrony. Wygrali dwa kolejne mistrzostwa NBA (1989 i 1990 r.), a ich styl polegający na dominacji fizycznej, okraszony często podłymi metodami, przynosił efekty.

Zdaniem Thomasa zawodnicy grający w latach 80. wiedzieli, że mogą dostać cios i z tego powodu nie narzekali. To miało się zmienić, gdy na dużej scenie pojawił się Jordan. Bulls regularnie przegrywali w play-offach z Pistons, którzy wymyślili nawet tzw. Jordan Rules – by ograniczyć jego zdobycze punktowe, zawodnicy z Detroit otaczali go za każdym razem, gdy miał piłkę, a gdy próbował wjazdów na kosz, powalali go na parkiet.

Thomas uważa, że inni zawodnicy byli przygotowani na taką grę, a dopiero Jordan zaczął narzekać. – W taki sposób graliśmy. Wchodząc na kosz, musiałeś liczyć się z uderzeniem. Jedynymi, którzy z tego powodu płakali byli Bulls. Widziałem, jak Michael Cooper krył Larry’ego Birda. Gdy Bird próbował uciec, Cooper chwycił jego koszulkę, a gdy Bird się wyrwał, paznokcie Coopera były odciśnięte na jego skórze. Nikt nie płakał tylko dlatego, że ktoś kogoś objął czy uderzył. Moim zdaniem jedyną drużyną, która płakała z takich powodów byli Bulls – powiedział Thomas.

Jordan był wielokrotnie ostro traktowany przez rywali, szczególnie przez Pistons. Wiele z fauli nie miałoby racji bytu w dzisiejszej NBA, kiedy dużo bardziej zwraca się uwagę na zdrowie i bezpieczeństwo zawodników. Bulls w końcu weszli na wyższy poziom, gdy do drużyny dołączył Scottie Pippen i przez kilka następnych lat zdominowali ligę, wygrywając w latach 90. sześć mistrzostw w osiem lat.