Już tylko nieco ponad 30 godzin dzieli nas od startu drugiego etapu rywalizacji o mistrzostwo NBA sezonu 2018/2019. Finisz fazy regularnej na Wschodzie był niezwykle emocjonujący, jednak finalnie obeszło się bez wielkich zwrotów akcji. Miło jednak widzieć w dalszej grze zespoły, które przed sezonem nie były do końca brane pod uwagę w prognozowanym kształcie playoffowej ósemki. Czas jednak na naprawdę poważne granie, gdyż od teraz każda wygrana ma ogromne znaczenie, a każda porażka przybliża do zakończenia sezonu.


Milwaukee Bucks (1) – Detroit Pistons (8)

Pistons rzutem na taśmę wskoczyli do ósemki i należy ich docenić za heroiczną postawę, która pozwoliła na obronę pozycji. Nie da się jednak ukryć, że próżno szukać argumentów wskazujących na ich ewentualny sukces. Kluczowym kłopotem jest przede wszystkim stan zdrowia Blake’a Griffina, którego kolano może nawet uniemożliwić grę w pierwszym i kto wie, czy nie kolejnych meczach serii. Ponadto w zespole brakuje obrońców, którzy mogliby powstrzymać Giannisa Antetokounmpo, Khrisa Middletona i Erica Bledsoe. Szczególnie gra tego ostatniego na finiszu sezonu pozwala wnioskować, że ani Reggie Jackson ani Ish Smith nie będą w stanie ograniczyć jego ofensywnych poczynań. Tym samym jedynym jasnym punktem Detroit może okazać się Andre Drummond, który jest niewątpliwie podkoszową bestią, jednak i dla niego defensywa może okazać się problematyczna, gdyż nie ma chyba w tej lidze dla niego gorszej pary do wybronienia niż uciekający na dystans Brook Lopez i zdecydowanie zbyt szybki w manewrach Giannis. Tak więc nawet drobne kłopoty zdrowotne greckiego kandydata do MVP, brak Malcolma Brogdona i ewentualne absencje Tony’ego Snella czy Nikoli Miroticia nie powinny stanowić problemu dla Bucks w kontekście szybkiego awansu do kolejnej fazy rozgrywek.

Toronto Raptors (2) – Orlando Magic (7)

Miło widzieć Magików w Playoffach po raz pierwszy od sezonu 2011-2012. Śmiem twierdzić, że ich udział w drugim etapie rozgrywek to największe zaskoczenie tego sezonu. W tej serii jednak faworytem nie będą i nawet jedna wygrana może być dla fanów wielkim powodem do radości. Toronto Raptors to w tym sezonie zupełnie inna drużyna, niż ta, która rok temu przegrywała do zera z Cavs pod wodzą LeBrona. Teraz karty rozdaje niesamowity Kawhi Leonard, obok którego naprawdę dobrze czuje się Kyle Lowry. Wielki postęp uczynił Pascal Siakam – główny kandydat do nagrody MIP, a po wymianie z Memphis Grizzlies podkoszową rotację znakomicie uzupełnił inteligentny i wszechstronny Marc Gasol, którego zmiennikiem jest przeżywający istny renesans formy Serge Ibaka. Oczywiście sporo tych zachwytów nad ekipą z Kanady, jednak jest tak wiele czynników, które pozwalają wróżyć im sukces, że entuzjazm fanów Raptors jest całkowicie zrozumiały. Przede wszystkim sprzyjają im czynniki zdrowotne i jeżeli na tym polu nic złego się nie wydarzy, to słabości względem rywala powinniśmy zacząć szukać dopiero na kolejnym etapie rozgrywek.

W ekipie Magic warto z pewnością docenić zespołowość i dużo młodej energii – szczególnie w osobach Aarona Gordona i Jonathana Isaaca, który właśnie przeszedł pozytywnie protokół wstrząśnienia mózgu i może zagrać już w pierwszym meczu serii. Liderem jest jednak oczywiście Nikola Vucevic, który rozgrywa sezon życia i nawet zatrucie pokarmowe, które ostatnio przeszedł nie powinno powstrzymać go od wyjścia na parkiet. Mimo wszystko siła Raptors wydaje się zbyt duża, by cokolwiek mogło odmienić losy serii.

Philadelphia 76ers (3) – Booklyn Nets (6)

Obecność Brooklynu w tym towarzystwie to dowód na to, że ciężka praca naprawdę przynosi korzyści. Zespół na przestrzeni ostatnich lat stracił praktycznie wszystkie wysokie picki w Draftach, jednak dzięki mądrej polityce transferowej i dostosowaniu taktyki do możliwości graczy, których ma się w rotacji awansowali do Playoffs, co już należy uznać za spory sukces. Sixers są w czołówce od zeszłego sezonu po okresie lat chudych i obecnie oczekiwania wobec nich kręcą się gdzieś okolicach awansu do finałów NBA – zadanie będą mieli jednak trudne.

Brooklyn to ekipa, która dużo biega i potrafi naprawdę podkręcić tempo gry. Idealnie nadają się do tego ich lider D’Angelo Russell oraz jego zmiennik Spencer Dinwiddie. Nie brakuje utalentowanych strzelców, a podkoszowy zestaw weteranów może wspomóc młodzież w trudnych momentach. Po stronie minusów wskazać należy braki defensywne i problemy ze skutecznością liderów – jeden czy drugi słabszy mecz w serii może okazać się nie do odrobienia.

Sixers po przebudowie dysponują wielkim kwartetem Embiid-Butler-Harris-Simmons, wspieranym przez całą koalicję solidnych zadaniowców ze świetnym strzelcem JJ Redickiem na czele. Żeby jednak nie było aż tak kolorowo zespół wielokrotnie pokazywał, że brakuje zagrania i przestrzeni na całą masę tego talentu i jedna piłka, to za mało, by zaspokoić wszystkie potrzeby. Kolejny problem to czynnik zdrowotny – kolano Embiida i plecy Butlera mogą przeszkadzać na tyle, że Sixers może i są faworytem w I rundzie, jednak większe przeciążenia mogą mocno zwolnić ich poczynania.

Boston Celtics (4) – Indiana Pacers (5)

Zdecydowanie najciekawsza para pierwszej rundy w tej konferencji. Nie powinno zabraknąć walki i emocji, i nie będzie zaskoczeniem, jeżeli każdy z ich pojedynków nie zakończy się różnicą punktową, która nie będzie przekraczać 10 oczek. Pozbawieni kontuzjowanego lidera w osobie Victora Oladipo Pacers imponują zespołowością i głębią składu. Świetnie grają Bojan Bogdanović i Myles Turner, energię z ławki dorzuca Domantas Sabonis. Brakuje jedynie wsparcia Tyreke Evansa, choć on akurat w ostatnim meczu rozgrywek regularnych zagrał bardzo dobrze i miejmy nadzieję, że ten poziom utrzyma. Lepiej mógłby się spisywać także Wesley Matthews, która na domiar złego zmaga się z kontuzją dużego palca w stopie.

Te problemy zdrowotne są jednak niczym w stosunku do tych, które prześladują Celtics. Mimo, że prawie każdy zawodnik jest do dyspozycji Brada Stevensa, to u większości kluczowych dla rotacji graczy znajdzie się jakiś mankament. Jedynym całkowicie niezdolnym do gry w pierwszej i ewentualnej drugiej rundzie jest Marcus Smart, który zerwał mięsień skośny brzucha, natomiast Marcus Morris i Al Horford mają przewlekłe problemy z kolanami, Gordon Hayward odczuwa skutki przeciążenia kostki, a Daniel Theis ma problem ze stopą. Na szczęście do gry wraca Jayson Tatum, którego uraz goleni okazał się niegroźny i zdrowy jest Kyrie Irving, choć akurat jego krucha konstrukcja na przestrzeni dłuższej serii także może dać się we znaki. Pozostaje więc sporo przestrzeni dla głodnych gry i mających sporo do udowodnienia Jaylena Browna  i Terry’ego Roziera – być może to oni będą kluczowymi postaciami tej intrygującej serii, w której na ten moment sporo argumentów – o dziwo także tych zdrowotnych – przemawia za sukcesem skrajnie zespołowych Pacers.

Pod tagiem NBA playoffs 2019 znajdziecie wszystkie dotychczasowe informacje na temat tegorocznych play-offów.

Kto z kim zagra w NBA playoffs 2019?


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments