Fakt faktem, że wybił się w barwach Celtics na lidze letniej w 2019 roku, ale gdy przyszło co do czego, to Bostończycy postawili na innego gracza. Max Strus załapał się potem do składu Chicago Bulls, ale przez zerwane więzadło ACL jego kariera niemal skończyła się, zanim tak naprawdę się w ogóle zaczęła. Wtedy jednak rękę wyciągnęli Miami Heat, którzy z takimi zawodnikami potrafią obchodzić się jak mało kto.

Sporo złych kontraktów przez lata rozdali włodarze Miami Heat, lecz mimo tego ich zespół pozostaje w czołówce zespołów konferencji wschodniej. Teraz spore wątpliwości można mieć np. do umowy Duncana Robinsona, bo choć świetny strzelec podpisał przed rokiem kontrakt o wartości 90 milionów dolarów, to w tegorocznej fazie play-off nie odgrywa tak w zasadzie żadnej roli w układance Erika Spoelstry. Jednym z głównych tego powodów jest świetna postawa Maxa Strusa, czyli kolejnego szlifowanego w Miami diamentu.

Heat jak chyba nikt inny potrafią znaleźć i wypromować graczy, którym reszta nie daje szansy. Strus to kolejny doskonały tego przykład. Nie został nawet zaproszony na Draft Combine, potem nie został wybrany w drafcie NBA, a o angaż w lidze starał się przez występy w lidze letniej. To paradoksalnie Boston Celtics jako pierwsi dali mu szansę, ale zaraz przed startem sezonu 2019/20 musieli wybrać między nim a Javonte Greenem i postawili na tego drugiego. Strus znalazł miejsce w Chicago, ale tam doznał poważnej kontuzji kolana.

Drużyna z Florydy dostrzegła jednak potencjał i zaproponowała zawodnikowi najpierw umowę two-way, a po dobrych występach zamieniła ten kontrakt w normalną umowę. Strus nie tylko z miejsca został milionerem, ale też udowodnił, że nie można się poddawać, choć on wiele razy w trakcie swojej kariery miał trudne momenty. W trwającym sezonie jest jednym z ważniejszych pomocników w drużynie Heat, o czym teraz przekonują się także Celtics, którzy mogą dziś żałować, że go sobie odpuścili.

Strus zdradził zresztą przy okazji finałów konferencji trochę szczegółów na temat swojego odejścia w Bostonie. – Danny Ainge powiedział mi wtedy, że to bardzo trudna decyzja. Spotkałem się też z Bradem Stevensem i mówił mi to samo. Tak się czasami dzieje, to część tego biznesu – oznajmił Strus, który rywalizacji z Celtics nie traktuje osobiście. Trzeba jednak przyznać, ze 26-latek trafił z formą w idealnym momencie: w czterech z pięciu ostatnich meczów Heat zdobywał 11 lub więcej punktów.

Miami wygrało zresztą wszystkie te cztery spotkania, a Strus trafił w nich łącznie 15 z 35 trójek, w tym ważną próbę w czwartej kwarcie trzeciego spotkania prze. – Nie miałem zielonego pojęcia, kim jest ten gość zanim się tu pojawił, ale już pierwszego dnia nie spudłował ani jednego rzutu, dlatego wiedziałem, że zostanie tu na dłużej – powiedział kilka dni temu Tyler Herro. Czwarty mecz serii między Celtics a Heat w nocy z poniedziałku na wtorek, początek o godz. 2:30.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj