Szesnaście miesięcy po zerwaniu ścięgna Achillesa w siódmym meczu finałów NBA Tyrese Haliburton stoi u progu powrotu na parkiet. Po katastrofalnym sezonie zakończonym bilansem 19–63 Indiana Pacers nie zamierzają jednak czekać, aż ich lider odzyska dawną formę. Pozyskanie Ivicy Zubaca za piąty numer draftu to jasny sygnał: w Indianapolis skończyła się cierpliwość i nie ma już miejsca na kolejny sezon przejściowy.
To jest jedna z ciekawszych historii nowego sezonu. W ubiegłym roku Indiana Pacers grali w finałach NBA. Niespełna dwanaście miesięcy później zakończyli rozgrywki z bilansem 19–63, najgorszym w całej lidze. Czy można to jednak określić jako „zwykły upadek finalisty”? To byłoby zbytnie uproszczenie.
Gdy Tyrese Haliburton zerwał Achillesa w siódmym meczu finałów z Oklahoma City Thunder, zespół z Indianapolis stracił nie tylko swoją gwiazdę, ale również fundament ofensywy, którą zbudowano wokół jego umiejętności. W sezonie 2024/25 rozgrywający notował średnio 18,6 punktu, 3,5 zbiórki i 9,2 asysty, trafiając 47,3% wszystkich rzutów z gry, w tym 38,8% prób z dystansu.
Najlepiej było to widać w serii z New York Knicks, a zwłaszcza w czwartym meczu finałów konferencji, w którym lider Pacers zanotował 32 punkty, 12 zbiórek i 15 asyst, nie popełniając ani jednej straty. Z Haliburtonem na parkiecie gracze tacy jak Pascal Siakam, Aaron Nesmith, Andrew Nembhard czy Obi Toppin nie musieli sami tworzyć sobie pozycji, dzięki czemu mogli skupić się na szybkiej i płynnej grze. Wystarczyło biec, podejmować dobrą decyzję i wiedzieć, że piłka dotrze tam, gdzie powinna.
Kontuzja największej gwiazdy sprawiła jednak, że cały sezon 2025-26 praktycznie musiał zostać spisany na straty, a proces rehabilitacji dodatkowo skomplikowały problemy zdrowotne niezwiązane z nogą. Choć Tyrese ma być gotowy na start nowego sezonu, w Indianapolis nikt nie powinien oczekiwać, że od pierwszego tygodnia będzie grał po 36 minut i prezentował poziom znany z finałów.
Po zerwaniu Achillesa zawsze pozostają bowiem pytania o dynamikę, szybkość i pewność przy zmianie kierunku. W kontekście powrotu gwiazdy kluczowe staje się więc podejście organizacji: Pacers nie potrzebują kopii zawodnika sprzed kontuzji w pierwszym meczu października. Powinni raczej liczyć, że znów będzie ich motorem napędowym w marcu i kwietniu.
Zamiast jednak uzbroić się w cierpliwość po fatalnym bilansie, zdecydowano się na agresywne wzmocnienie składu. W lutym Pacers wysłali do Los Angeles Clippers Bennedicta Mathurina, Isaiaha Jacksona, dwa wybory pierwszej rundy oraz pick drugiej rundy, otrzymując w zamian Ivicę Zubaca i Kobe Browna. Ruch ten okazał się wyjątkowo kosztowny, ponieważ w praktyce jeden z tych wyborów zamienił się w piąty pick draftu.
Cena boli tym bardziej, że chorwacki środkowy zdążył rozegrać dla nowego pracodawcy zaledwie pięć meczów, notując w nich 11,6 punktu i 7,2 zbiórki, zanim złamanie żebra przedwcześnie zakończyło jego sezon. Przed transferem do Pacers Zubac zaliczył w ubiegłym sezonie 43 występy w barwach Clippers, osiągając średnio 14,4 punktu i 11,0 zbiórki.
Pick numer pięć nie był jednak ceną za pięć meczów Zubaca w barwach Pacers. Był inwestycją w to, jak zespół ma wyglądać po powrocie Haliburtona. Chorwat został sprowadzony z myślą o konkretnej roli u boku swojej największej gwiazdy — i właśnie w tym kontekście należy oceniać cały transfer.
Myles Turner był świetnie dopasowany do poprzedniej wersji Pacers. Chronił obręcz, rzucał za trzy i rozciągał parkiet. „Big Zu” jest zupełnie innym typem środkowego. Nie będzie stał metr za linią rzutów za trzy i czekał na podanie. Ma stawiać twarde zasłony, schodzić po nich pod kosz, kończyć akcje nad obręczą, zbierać w ataku i zabezpieczać pole trzech sekund.
Dla takiego rozgrywającego jak Haliburton może to być bardzo wartościowa zmiana. Reprezentant Chorwacji od lat dobrze funkcjonuje w pick-and-rollu, a Tyrese potrafi posłać lob, dograć w tempo albo w ostatniej chwili znaleźć środkowego schodzącego pod kosz. W teorii powinni się więc świetnie uzupełniać.
Tyle że Indiana nie wiedziała jeszcze wtedy, jak wysoka okaże się cena tej wizji. Ochrona obejmowała bowiem miejsca 1–4, a gdy loteria umieściła Pacers na piątej pozycji, wybór powędrował do Los Angeles. I właśnie dlatego dziś ten ruch można jednocześnie rozumieć i kwestionować. W Indianapolis pojawił się środkowy, którego bardzo potrzebowali, ale zapłacili za niego cenę znacznie wyższą, niż mogli zakładać w momencie zawierania wymiany.
Bilans 19–63 zwykle oznacza czas na cierpliwość, rozwój młodych graczy i kolejne wybory w drafcie. Władze Pacers postąpiły dokładnie odwrotnie. Zamiast zachować pick i spokojnie budować zespół, postawiono na gotowego środkowego i szybki powrót do walki o coś więcej.
To decyzja odważna, ale logiczna. Pascal Siakam wciąż jest zawodnikiem z poziomu All-Star, Andrew Nembhard, Aaron Nesmith, T.J. McConnell i Obi Toppin znają system Ricka Carlisle’a, a latem do zespołu dołączyli Kelly Oubre Jr. i Larry Nance Jr. To nie jest skład, który powinien oglądać się na loterię draftu, lecz raczej celować w powrót do play-offów.
Mimo wszystko jednym z największych znaków zapytania pozostaje Zubac. Chorwat ma dać Pacers więcej fizyczności, zbiórek i gry nad obręczą niż wcześniej oferował Turner, ale jednocześnie musi udowodnić, że odnajdzie się w systemie opartym na szybkich decyzjach i przestrzeni. Jeśli rywale zaczną wystawiać pięciu strzelców i wyciągać go wysoko w akcjach pick-and-roll, jego obecność na parkiecie może stać się problemem. I to nie jest detal. To pytanie o całą konstrukcję drużyny.
Indiana ma dziś podstawy, by wierzyć w szybkie odbicie od dna: powrót do zdrowia Haliburtona, doświadczenie Siakama, trenera, który już doprowadził ten zespół do finałów, oraz środkowego pozyskanego z myślą o konkretnych potrzebach zespołu. Nie ma już jednak komfortu porażki.
Jeżeli Pacers wrócą do play-offów, a Haliburton znów będzie prowadził jedną z najlepszych ofensyw Wschodu, piąty pick oddany za Zubaca będzie można uznać za wysoką, ale uzasadnioną cenę. Jeśli jednak powrót Tyrese’a okaże się wolniejszy, Ivica nie odnajdzie się w tym stylu gry, a cały zespół znajdzie się poza czołówką konferencji, jak bumerang będzie wracać pytanie: dlaczego organizacja oddała piąty pick za zawodnika, z którym nie zdążyła nawet zagrać pełnego miesiąca?
W Indianapolis nie chcą już czekać na swoją przyszłość. Próbują odzyskać tę, którą kontuzja zabrała im w jednym meczu.










