Joel Embiid powrócił na parkiet po niespełna miesiącu przerwy spowodowanej urazem kolana. 27-letni środkowy zaliczył solidny występ, ale jego kandydatura w wyścigu po MVP sezonu zasadniczego stoi pod znakiem zapytania.


Środkowy nabawił się kontuzji 12 marca w wygranym przez 76ers spotkaniu z Washington Wizards. Po potężnym wsadzie ponad Garrisonem Mathewsem 27-latek wylądował w bardzo niefortunny sposób, nienaturalnie wyginając przy tym swoją nogę.

Dziś Embiid powrócił do gry, a jego Sixers bez większych problemów pokonali Minnesotę Timberwolves 122:113. Na nieszczęście Kameruńczyka ozdobą spotkania był efektowny wsad Karla-Anthony’ego Townsa, którego ofiarą padł… właśnie on.

Pomijając fantastyczny występ środkowego Timberwolves (39 punktów, 14 zbiórek, 5 asyst), Joel Embiid może uznać swój powrót za udany, choć sam twierdzi inaczej. W swoim pierwszym spotkaniu od ponad trzech tygodni środkowy „Szóstek” zdobył 24 punkty, 8 zbiórek i 3 bloki. Szwankowała jednak skuteczność – „JoJo” trafił jedynie 6 z 14 rzutów z gry, przy czym spudłował wszystkie cztery próby zza łuku.

– Oczywiście czułem się świetnie. Wielkie zwycięstwo, ale sam zagrałem źle. Chcę odzyskać swój rytm, wrócić do starego siebie i pomóc chłopakom. […] Uwielbiam wsparcie kibiców, tęskniłem za nimi od początku sezonu. Ciepło mnie przywitali, doceniam to – mówił po meczu Joel.

Powrót Embiida i kibiców oznacza, że w Wells Fargo Center ponownie można było usłyszeć okrzyki „MVP!”. Kandydatura środkowego Philly do tego tytułu stoi jednak pod znakiem zapytania. Kiedy 27-latek gra, jest bez wątpienia jednym z najlepszych zawodników na świecie. W 32 rozegranych jak dotąd spotkaniach notuje średnio 29,8 punktu, 11,3 zbiórki, 3,2 asysty, 1,2 przechwytu oraz 1,4 bloku na mecz, rzucając przy tym na skuteczności 52,3% z gry (do tego 40,4% zza łuku – rekord kariery w obu kategoriach). Na horyzoncie Embiida znajdują się jednak dwie przeszkody – urazy i Nikola Jokić.

Środkowy Sixers ma skłonność do częstego łapaniu urazów. Bądź co bądź ze względu na kontuzje na swój debiut w NBA musiał zaczekać dwa lata, po czym rozegrał jedynie 31 spotkań w rozgrywkach 2016/17. To z kolei wpłynęło na rozstrzygnięcie nagrody dla najlepszego debiutanta na korzyść Malcolma Brogdona. Teraz sytuacja może się powtórzyć. Trudno uwierzyć, by Embiid wystąpił we wszystkich pozostałych spotkaniach sezonu zasadniczego. Mała ilość występów może koniec końców wykluczyć go z wyścigu po statuetkę MVP, co ma już miejsce w przypadku Kevina Duranta.

Nawet jeśli Embiid pozostanie zdrowy, obecnie kandydatem numer jeden do tytułu najlepszego zawodnika jest Nikola Jokić. Środkowy Denver Nuggets rozgrywa niesamowity sezon i już teraz ochrzczono go mianem jednego z najbardziej wszechstronnych centrów w historii NBA. Serb notuje średnio 26,5 punktu, 11 zbiórek, 8,4 asysty, 1,5 przechwytu i 0,6 bloku na mecz. Skuteczność 56,7% z gry i 42,9% zza łuku również mówi sama za siebie. Ekipa z Kolorado plasuje się co prawda na dopiero 5. miejscu w tabeli konferencji zachodniej, ale przypadek Russella Westbrooka z 2017 roku pokazuje, że niesamowite występy rządzą się swoimi prawami. W przeciwieństwie do ówczesnych Thunder Nuggets wciąż wymienia się w gronie czołowych zespołów ligi. W dodatku zespół Michaela Malone’a ma do rozegrania dwa spotkania więcej niż trzeci LA Clippers, a w przypadku dwóch wygranych Denver zrównają się z nimi bilansem (32-18).

Nieraz byliśmy jednak świadkami niespodziewanych wyborów w NBA, więc z werdyktem należy się jeszcze wstrzymać. Nie ma wątpliwości, że Embiid do samego końca będzie walczył o tytuł, zarówno MVP, jak i mistrzowski. Konkurencja jednak nie śpi.




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here