Podczas meczu pomiędzy Phoenix Suns a San Antonio Spurs, komisarz Adam Silver był bardzo rozmowny na temat planów ligi dotyczących międzynarodowej ekspansji. Z jego słów wynika, że w niedalekiej przyszłości największa uwaga NBA zostanie skupiona na Meksyku, gdzie wspomniany mecz odbył się przy okazji 25 rocznicy rozegrania pierwszego spotkania sezonu regularnego na terenie tego kraju.


Plany Adama Silvera wydają się jeszcze całkiem odległe, choć już dość sprecyzowane. – Drużyna w Mexico City to na pewno coś, o czym będziemy myśleć. To dobrze rokujący rynek, z ponad 20 milionami ludzi. W tej chwili nie mamy bezpośrednich planów jakiegoś rozszerzenia NBA, ale na pewno jedną z rzeczy jaką rozważamy jest to, czy rozszerzenie miałoby dotyczyć ligi jako całości. Wyraźnie skłaniamy się ku Mexico City ze względu na jego dużą populację, ale sednem jest stworzenie bramy do całej reszty Ameryki Łacińskiej, co byłoby istotne dla ligi. Jest tutaj naprawdę ładna, nowoczesna hala, a po ilości sprzedanych biletów możemy stwierdzić, że jest na nas popyt. Będziemy więc kontynuować przyglądanie się temu rynkowi.

Czynnikiem, który decyduje w dużym stopniu o planowaniu przenoszenia NBA za granicę, jest według Silvera fakt, czy miejscowi fani wspierają drużyny grające tam spotkania. Sobotni mecz obejrzało 20.532 kibiców, bilety zostały wyprzedane, więc w Meksyku raczej nie mają z tym problemu.

Przed ewentualnym rozszerzeniem ligi o drużynę z tego kraju, komisarz chce jeszcze bardziej zadomowić tam ligę. – Myślę, że kolejnym krokiem w całej sprawie utworzenia drużyny w Meksyku powinno być zorganizowanie tu jeszcze większej ilości meczów. Oczywiście mamy te dwie regularne rozgrywki w sezonie i być może dołożymy jeszcze kilka w następnym sezonie zasadniczym, a może w ogóle zorganizujemy tu rodzaj turnieju, w którym kilka drużyn będzie ze sobą grało w ustalonym formacie – to jest coś, co rozważamy.

To jednak nie koniec planów. Adam Silver wskazał również miasto Monterrey jako posiadacza kolejnej ultranowoczesnej infrastruktury i dostrzega tam miejsce do stworzenia zespołu D-League.

Młode talenty mają zresztą odegrać znaczącą rolę na linii NBA – Meksyk. Ostatnio Raul Zarraga, dyrektor zarządzający NBA w Meksyku, stwierdził, iż to najwyższy czas dostarczać do NBA topowych zawodników, i stwierdził, że liga musi ściślej współpracować z tamtejszymi strukturami, by zobaczyć, jak zawodowa koszykówka w Meksyku może wykształcić zawodników zdolnych do grania w NBA. Z Zarragą zgadza się Silver, który orzekł, że w planach jest stworzenie akademii rozwoju, która będzie oficjalnie sankcjonowana przez NBA. Ma to być placówka podobna do tych, które planowane są w Indiach, Chinach czy Afryce, gdzie liga zamierza szukać kolejnych talentów.

Cały proces pozyskiwania młodych zawodników wiąże się ze wspomnianym już utworzeniem drużyny w Mexico City. – Jednym z elementów wprowadzenia NBA do Meksyku jest fakt, że musimy zapewnić lidze topowych graczy pochodzących z tego rynku. Dlatego na wzór innych działań na całym świecie, chcemy utworzyć tutaj akademię rozwoju, gdyż gra tu wielu dobrych, bardzo młodych koszykarzy. Są wspaniali 12-, 13-, 14-, 15-latkowie. Ale co gdy osiągną oni wiek 15, 16 lat – dopóki nie będą grać przeciw innym wspaniałym zawodnikom, dopóki nie zaczną rozgrywać ważnych turniejów, dopóty nigdy nie staną się graczami kalibru NBA. Patrzymy więc na sytuację koszykówki na całym świecie i w konkretnych przypadkach – jak tu w Meksyku – uświadamiamy sobie, że możemy zrobić więcej, niż tylko wkroczyć na taki rynek; możemy pomóc zebrać najlepszych koszykarzy i sprawić, by grali między sobą, możemy również sprawić, aby mogli podróżować podczas wakacji i mieć szansę zagrania przeciwko innym znakomitym koszykarzom z całego świata.

Widzimy więc, że z jednej strony Adam Silver mówi niby o jeszcze nie do końca zorganizowanych planach na najbliższą przyszłość, ale jednocześnie jego podejście do sprawy daje do zrozumienia, że NBA jest w zaawansowanej fazie badania koszykarskiego rynku w Meksyku i całe przedsięwzięcie utworzenia tam nowej drużyny tylko czeka na inicjację. Jak myślicie – w ile lat NBA jest w stanie doprowadzić do sezonu, w którym w terminarzu zadebiutuje drużyna zza południowej granicy USA?

W oparciu o artykuł Michaela C. Wrighta z ESPN.com.





9 KOMENTARZE

    • A ja kolego nie jestem zwolennikiem by NBA miała klub czy to w Meksyku,czy jak piszesz w Europie. Zostawiłbym tak jak jest. Moim skromnym zdaniem poszerzanie ligi na inne kraje przede wszystkim obniży poziom. Mi zawsze NBA kojarzyła się z koszykówką na innym poziomie aniżeli np. Euroliga czy inne ligi krajowe. Zapewne znajdę przeciwników mojej tezy ale uważam to za chybione pomysły. No chyba,że chodzi tylko o kasę a wartość sportowa schodzi na drugi plan. Pamiętasz przerywniki z dawnej NBA podczas relacji? Krótkie filmiki z najlepszymi akcjami Jordana i spółki? NBA is Fantastic!!! Tak wtedy było i niech zostanie. Ale to moje zdanie.

    • Real, Barcelona, CSKA, Fenerbahce, Panathinaikos/Olympiakos. Mecze o dobrej porze, czemu nie?:)

  1. ja też uważam, że NBA nie powinna już poszerzać się w innych krajach. USA to USA. Wystarczy, że jest jeden klub z Canady. Meksyk kompletnie nie powinien być częścią NBA, o Europie już nie wspomnę.

    NBA powinna być marką i klasą samą w sobie. Poszerzenie obniży jakość, i zamiast wzrostu przychodów będzie spadek, gdyż część kibiców przestanie tak żywiołowo się angażować

    • myślę podobnie , ale jak można wyczytać ” do rynek 20 milionów osób ” tu chodzi o kasę , pod tym względem liga nie patrzy na sport tylko zyski , najlepszy przykład supersonics, tam nadal czekają na tą drużynę

  2. Nie wiem jak to wygląda w liczbach, ale będąc w Meksyku odniosłem wrażenie, że jest to jedna z najniższych populacji, średni mężczyzna ma tam 168 cm, waży jakieś 55kg i ma twarz dziecka z gimnazjum.
    Dorzućmy do tego poziom przestępczości i już widzimy, jak topowi free agents pchają się drzwiami i oknami do grania w tym meksykańskim klubie. Poroniony pomysł.
    Co do konferencji europejskiej, to jestem za, chociaż to zabije Euroligę i inne rozgrywki europejskie, które i tak (np. Liga Mistrzów FIBA) grają przy pustawych halach. Co do poziomu, to bym się nie obawiał, praktycznie cały świat produkuje graczy do NBA, patrząc wczoraj na mecz takiej Filadelfii, które jest na dnie tabeli, nie było się do czego przyczepić. Oprócz Embiida ton nadawali europejscy gracze.
    Myślę, że kibice w Europie byliby zainteresowani takimi rozgrywkami, można by pojechać np. do takiej Barcelony, albo jeszcze lepiej gdzieś bliżej, np. Berlina i zobaczyć w tydzień 3 mecze z jakimiś drużynami fajnymi, a wolnym czasie zwiedzać okolicę. Myślę, że dla tych miast to byłaby mega promocja. Problemem byłyby rozgrywki drużyn z Europy w USA, praktycznie ciągle byliby „w trasie”. Pewnie można tak trenować, gorzej z życiem, kawaler będzie zadowolony, ale starsi żonaci już pewnie nie (na 100% ich żony :D)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj