Na przestrzeni 76. sezonów najlepszej koszykarskiej ligi świata wielu zawodników miało okazję spotkać ponownie po przerwie, lecz w szatni innej organizacji. Różne pobudki kierowały takimi ruchami – przyjaźń, sentyment, marketing, próba zdobycia upragnionego mistrzostwa czy w wielu sytuacjach – zwykły przypadek. Odstawmy na chwilę świat bieżących transferów i przyjrzyjmy się zestawieniu kilku zawodników, którzy po latach ponownie zagrali w tych samych trykotach.

  • Shaquille O’Neal – Anfernee “Penny” Hardaway

Anfernee “Penny” Hardaway oraz Shaquille O’Neal byli powiewem świeżości w lidze zdominowanej przez Chicago Bulls na początku lat 90. NBA potrzebowała świeżej krwi, a Orlando Magic mogli zapewnić kibicom niemałą niespodziankę już w swoim szóstym sezonie istnienia. Drużyna z Florydy znalazła się w finałach, a elektryzujący duet w sezonie regularnym zdobywał razem 50,8 punktu, 15,8 zbiórki, 9,9 asysty na mecz. Mistrzostwa nie udało się zdobyć, ale tę historię każdy zna. Penny i Shaq reprezentując barwy Magic zagrali wspólnie w 209 spotkaniach, wygrywając 69% z nich. 

W 1996 roku duet został rozbity po tym, jak słynny „Diesel” przeniósł swoje talenty do Kalifornii. W swoim ostatnim sezonie Hardaway podpisał kontrakt z Miami Heat, dla których grał jego dawny kolega z Orlando. U byłego gwiazdora widać było już znaczący spadek formy, wynikający z wieku oraz przebycia wielu kontuzji. Ciężko było załapać się do rotacji. Post-prime Shaq dalej był gwiazdą ligi, jednak nie był już tak dominującym zawodnikiem, jak za czasów gry w Lakers czy Magic. Starzy kompani zagrali razem jeszcze w 16 meczach, z czego w 8 wybiegli w pierwszej piątce. W tych zapisywali na swoje konto 19,7 pkt, 3,4 asysty oraz 9.9 zbiórki, co spotkanie będąc słabsi od rywali średnio o 6,7 punktu, uzyskując bilans 4-12. Wspólny początek pięknej przygody z NBA dla Penny’ego zakończył się byciem obok Rose’a, McGrady’ego czy Hilla jednym z największych niespełnionych talentów w historii ligi. Natomiast Shaq zaliczany jest do najlepszych graczy w historii koszykówki. Fani Orlando z lat 90. na pewno mieli nie lada frajdę, oglądając chociaż przez chwilę jeszcze raz ten duet po jednej stronie parkietu, tym razem w połyskujących strojach sąsiadujących Miami Heat.

  • Dwayne Wade – Lebron James

Współpraca oparta na prawdziwej przyjaźni, ukoronowana grą w Miami Heat w latach 2010-2014 – razem mieli zdobyć „nie dwa, nie trzy, nie cztery, nie pięć” mistrzowskich pierścieni. Rzeczywistość zweryfikowała plany zawodników reprezentujących klub z Florydy, jednak dalej możemy śmiało powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z jednym z najlepszych duetów w historii. Razem wygrali ponad 70% rozegranych spotkań w sezonie regularnym, cztery razy zagrali w finałach NBA oraz zdobyli dwa tytuły mistrzowskie. Szansa na kolejne wspólne finały nadarzyłaby się w 2018 roku, gdyby nie pamiętny powrót Wade’a do Miami Heat w trakcie sezonu i rozłam niegrających wedle oczekiwań Cleveland Cavaliers. Reprezentując barwy Cavs w 2018 roku, duet rozegrał tylko 46 spotkań, co przełożyło się na 10 godzin i 25 minut wspólnej gry. W tym czasie kibice momentami mogli uświadczyć przebłysku fantastycznej współpracy na linii Wade – James.

  • James Harden – Kevin Durant

W ostatnim czasie relacje Duranta i Hardena znacznie się pogorszyły. Ciągłe kontuzje, postawa Irvinga czy „za duże” buty Duranta nie pozwoliły osiągnąć sukcesów, na które czekali fani Brooklyn Nets. Indywidualnych osiągnięć obu graczy nie trzeba przedstawiać, a ten tandem miał praktycznie nieograniczony potencjał ofensywny.

Paradoksalnie duet sprawdzał się lepiej w Oklahomie, jeszcze zanim zawodnicy pokazali nam wszystkim swoją prawdziwą wielkość. W debiutanckim sezonie Hardena w 2010, kiedy przebywali razem z Durantem na parkiecie, byli lepsi od przeciwników aż o 14,2 pkt, a na przestrzeni lat wygrali łącznie 176 na 259 spotkań w sezonie regularnym, co daje 0.68 Winning percentage.

Wielka Trójka OKC to jeden z największych „What if” w historii ligi, jednak jak pokazała rzeczywistość, współpraca między Westbrookiem, Hardenem i Durantem w różnych konfiguracjach nigdy nie przyniosła upragnionego efektu.

Ciekawostką jest to, że Harden miał tylko jedno spotkanie, w którym zdobył 40 punktów, kiedy obok niego na boisku był Kevin Durant – było to w roku 2012 przeciwko Phoenix Suns. Dla porównania Kevin Durant takich spotkań zaliczył aż 17.

  • Minnesota TimberBulls

W latach 2011-2015 Tom Thibodeau zbudował w Chicago coś, co chociaż na chwilę mogło przypomnieć kibicom Byków złotą erę z lat 90. Trzon zespołu był budowany na Rosie, Dengu, Butlerze, Noah czy Gibsonie. Niestety Bulls w tym czasie musieli zderzyć się z dwoma ogromnymi problemami: kontuzje oraz… Miami Heat.  Oczywiście nie można odebrać im mniejszych sukcesów w tym okresie. Chicago dwa razy byli na szczycie tabeli wschodu na koniec sezonu regularnego. W 2011 zameldowali się w finałach konferencji, a indywidualnie zawodnicy zdobyli MVP, MIP, DPOY oraz aż pięciu z nich było powołanych do Meczu Gwiazd. Nic dziwnego, że drużyna zżyła się ze sobą. Po całkowitym rozpadzie zespołu w 2017 roku, kiedy do Chicago trafił Zach Lavine, trener Thibodeau zebrał swoich byłych podopiecznych w zimnej Minnesocie. Marginalna rola zmęczonego już Denga, niepewny, odbudowujący się Rose czy niepałający miłością do Townsa i Wigginsa Jimmy Butler – te czynniki sprawiły, że cały kwartet Rose-Deng-Butler-Gibson mogliśmy zobaczyć tylko w jednym spotkaniu, które odbyło się 26 października 2018 r., gdzie musieli uznać wyższość Milwaukee Bucks, przegrywając 95 do 125. Najlepszy z ex-Byków tego dnia był Derrick Rose, zapisując linijkę 14 pkt, 3 zbiórek i 2 asyst. Po 4 kolejnych meczach Jimmy Butler został wytransferowany do Philadelphia 76ers. W styczniu zwolniony został trener. Tercet Thibodeau-Rose-Gibson do dzisiaj pracuje wspólnie, tym razem w New York Knicks.

  • Ricky Rubio – Kevin Love

W roku 2011 Ricky Rubio dołączył do Kevina Love, zasilając szeregi Leśnych Wilków. Duet miał odmienić losy organizacji, lecz nigdy nie sprostał pokładanym w nich nadziejom. W 2014 r. Kevin Love odszedł do Cleveland Cavaliers, a Ricky Rubio po pierwszym rozstaniu z Timberwolves nigdzie nie mógł dłużej zagrzać miejsca. Faktem jest natomiast, że kiedy Ricky Rubio i Kevin Love grali ze sobą, to zawsze wchodzili na wyższy poziom. W sezonie 2021/2022 zawodnicy ponownie spotkali się w jednej drużynie, tym razem w stanie Ohio, i obaj rozgrywali najlepsze sezony od lat, przynajmniej do czasu kontuzji Rubio. Cavs z Hiszpanem i Love na parkiecie byli lepsi od przeciwników o 10,3 punktu, spędzając średnio w grze niecałe 18 minut. Analogicznie w Timberwolves byli lepsi od przeciwników tylko o 4,8 punktu, spędzając na parkiecie trochę ponad 27 minut na mecz. Oczywiście te liczby w dużej mierze zależą od pozostałej trójki graczy, a tegoroczni Cavs są znacznie mocniejsi niż T-Wolves z początku ubiegłej dekady. Warto zaznaczyć, że Kevin i Rubio razem nie zagrali w ani jednym meczu Playoff.

  • Rashard Lewis – Ray Allen

Lewis-Allen to protoplasta „Splash Brothers”, zanim jeszcze ktokolwiek słyszał o słynnym tandemie z Golden State Warriors.  Czy to porównanie jest na wyrost? Z jednej storny na pewno tak. Jednak nie można nie docenić potencjału, jaki tkwił w duecie z Seattle. Na przestrzeni ich wspólnej gry dla Supersonics zdobywali wspólnie 44,2 punktu, a w najlepszym sezonie zapisywali na konto drużyny niemal 49 pkt, trafiając średnio 5,5 trójki. Liczba ta dzisiaj może nie jest imponująca, ale pamiętajmy, że zespoły 2007 roku trafiały 6,1 trójki co spotkanie. Rashard Lewis z nikim nie zagrał więcej spotkań sezonu regularnego niż z Sugar Ray’em. Z Allenem więcej spotkań zagrali tylko Glenn Robinson i Ervin Johnson (nie mylić z Magikiem) jeszcze za czasów Milwaukee Bucks. W wakacje 2007 roku zespół z Seattle został rozbity, Ray Allen dołączył do Wielkiej Trójki w Bostonie, natomiast Rashard Lewis zasilił szeregi Orlando Magic. W trzech następnych sezonach zawsze ktoś z duetu Lewis-Allen meldował się w finałach NBA (lata 2008-2010). Długoletnia współpraca ostatecznie została zwieńczona tytułem mistrzowskim z Miami Heat w 2013 roku.

Takich przykładów w historii NBA mamy znacznie więcej: Westbrook-Harden, O’Neal- Grant czy Kidd-Marion i tak dalej. Większość tych przypadków możemy traktować jako miły akcent czy sentymentalny powrót do przeszłości niż faktyczne ruchy zmieniające losy ligi. Jednak nasza kochana NBA to przede wszystkim emocje i na pewno wielu fanów nie mogło się doczekać, by zobaczyć swoich ulubionych zawodników znowu razem, nawet w tak drobnym wymiarze.

Autor tekstu: Paweł Olbromski

Czy widziałeś już najnowszy odcinek Podkastu PROBASKET LIVE? Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki przez dwie godziny rozmawiali m.in. o sytuacji Los Angeles Lakers, Boston Celtics czy Brooklyn Nets oraz zbliżających się play-offach!








1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj