Jerami Grant nie miał w swojej karierze łatwo. Wszystko do czego doszedł zapewnia swojej ciężkiej pracy, poświęceniu i stawianiu na swoim. W minionym off-season podjął decyzję dość kontrowersyjną – odszedł z Denver Nuggets, aby parafować umowę z Detroit Pistons. Na pierwszy rzut oka ruch pozbawiony większego sensu – Grant opuścił Mile-High City, gdzie zagwarantowaną miał walkę o mistrzostwo, przeprowadził się do Motor City, które prawdopodobnie przez kilka najbliższych lat nie będzie konkurować nawet o play-offy. Jednak aby zrozumieć motywy jego działania, trzeba bliżej poznać jego historię.


Grant został wybrany w drugiej rundzie Draftu z 2014 roku przez Philadelphia 76ers, którzy dwa lata później oddali go do Oklahoma City Thunder, a ci następnie wytransferowali skrzydłowego do Nuggets w 2019 roku. Tam pograł rok i w ostatnim off-season w końcu mógł w pełni kontrolować to, gdzie zagra – postawił na Detroit, choć dla wielu obserwatorów był to wybór niezrozumiały. Jednak nie dla Granta.

Od młodego szukał większej roli w zespole, nie zadowalała go chwilowa nagroda – liczył się rozwój i przekraczanie kolejnych barier. Zatem gdy Nuggets zaoferowali mu komfortową sytuację – walkę o mistrzostwo – ten odmówił. Pistons zaoferowali mu rozwój, robienie czegoś więcej niż oczekiwał były pracodawca. Momentalnie się zgodził. 

Kibicom trudno zrozumieć jest sytuację, w której zawodnik opuszcza klub gwarantujący walkę o najwyższe cele. Trudno im to pojąć, bo sami nie grają, nie patrzą na całą sprawę oczami zawodnika – powiedział Grant w rozmowie z The Athletic. Grant to bardzo świadomy człowiek, co przekłada się na jego decyzje związane z koszykówką. I tym razem nie chodzi o wysokość kontraktu czy rolę w zespole – te sprawy schodzą tutaj na dalszy plan.

Samoświadomość wyniósł z domu, gdzie rodzice uczyli go o historii Afro-amerykanów w USA. Dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej i być może o tym, że świat nie do końca jest po ich stronie, a przełamywanie utartych schematów, często niezrozumiałych i krzywdzących, powinno leżeć w jego naturze. – Byłem czarnoskóry, zanim zostałem koszykarzem – oznajmił Grant. Kiedy nie poświęca się swojemu zawodowi, studiuje historię nierówności społecznych w USA.

Nieważne czy na parkiecie czy poza nim – chodzi o zrozumienie, które otrzymujesz od ludzi podobnych do ciebie – czarnoskórych którzy przeszli podobną drogę do ciebie. Sprawia to, że pomiędzy wami wytwarzana jest lepsza więź. (…) Wiem co jest ważne dla Troya Weavera i trenera Caseya – stwierdził Grant.

Wszystko to sprawia, że wybór miejsca, z którym będzie związany przez najbliższe lata nie jest przypadkowy. Jeśli wziąć pod uwagę większe miasta Detroit ma największy odsetek osób o ciemnym kolorze skóry. Dwayne Casey jest jednym z siedmiu czarnoskórych trenerów pracujących aktualnie w NBA, Troy Weaver jednym z 10 Afro-amerykanów na stanowisku generalnych menedżerów w lidze. Jeśli chodzi o duety, to w NBA jest pięć par GM-trener o takim kolorze skóry.

Poprzedni rok w USA, oprócz pandemii, naznaczony był protestami przeciwko nierówności społecznej. Zamieszki wybuchły po tym jak Breonna Taylor i George Floyd zostali zabici przez funkcjonariuszy policji. Fala niezadowolenia osiągnęła swoje apogeum w sierpniu, kiedy to, po postrzeleniu Jacoba Paula, ponownie przez funkcjonariusza publicznego, na mecz numer pięć pierwszej rundy play-off nie wyszli koszykarze Milwaukee Bucks.

Tym samym NBA stała się najbardziej zaangażowaną w sprawy społeczne ligą w USA. Zawodnicy zobaczyli, że platforma, jaką daje liga jest na tyle duża, że mogą oni faktycznie wpływać na postrzeganie świata przez pozostałych ludzi. I nie, to, że są sportowcami nie znaczy, że nie mogą wypowiadać się na tematy związane z polityką. To po pierwsze ludzie, tacy sami jak ja, Ty czy sąsiad spod piątki. Jeśli przeciętny Kowalski może wyrażać swoją opinię, to dlaczego nie może robić tego sportowiec? Nie dociera do mnie argument pokroju „Shut up and dribble”.

Za moich czasów mogliśmy mówić różne rzeczy, ale musieliśmy się liczyć z konsekwencjami. Zawsze powtarzałem dzieciom, żeby używały swojego nazwiska do wprowadzania zmian. To, czy będziesz działać czy nie, będzie miało wpływ na twoje dzieci i wnuki. To, co robi Jerami, LeBron James czy Chris Paul jest bardzo ważne. Przyklaskiwałem im – wspominał Harvey Grant, ojciec Jeramiego w wywiadzie dla The Athletic. Harvey spędził w NBA 11 sezonów.

Od młodych lat Grant uczył się historii największych przywódców ruchów afroamerykańskich, najbardziej imponował mu Malcolm X. – Imponowała mi jego umiejętność przezwyciężania różnych przeciwności, wiele mnie to nauczyło. Do końca pozostał sobą, zależnie od sytuacji, bardzo to polubiłem – Grant. W 2012 Jerami założył fundację, która pozwala młodym ludziom zdobywać wiedzę, poznawać ukryte talenty oraz wyciągać z siebie jak najwięcej. – Powtarzałem mu, że zawsze ma być sobą – ojciec Granta.

Jerami próbował rozszerzyć działalność swojej, znajdującej się w Maryland, fundacji na Detroit, ale pandemia pokrzyżowała te plany. – Przygotowuję kilka rzeczy, dam znać jak będą gotowe – zdradził Grant. Widać zatem, że decyzja o przejściu do Detroit nie była podyktowana jedynie względami finansowymi czy rolą w zespole. Grant jest świadomy tego, co jako zawodnik NBA może zrobić i nie zamierza biernie się przyglądać.

I może wielu wydać się, że jest to powód głupi, pozbawiony sensu, trywialny, a inni pewnie nazwą Granta rasistą, ale tak naprawdę nikt z nas nie może postawić się w sytuacji czarnoskórej osoby mieszkającej w Stanach Zjednoczonych. Grant to rodzina koszykarska, prawdopodobnie w domu zawsze mieli wszystko, czego potrzebowali, nie włóczyli się po niebezpiecznych ulicach miast, nie doskwierał im głód. Jest to jednak ta czarnoskóra mniejszość, której udało się prowadzić normalne życie. Tym bardziej szacunek należy się dla zawodnika, który jest świadom tego, jak wyglądała historia ludzi tej samej rasy, co on.

Wielu graczy często powtarza, że koszykówka uratowała ich życie i nie ma w tym ani krzty kłamstwa. Systemowy rasizm w USA nie jest żadną wydmuchaną sprawą, to realny problem, na który cały czas zwracają ludzie związani z NBA. Dobitnie pokazał to szturm zwolenników urzędującego jeszcze Prezydenta USA Donalda Trumpa na Kapitol – miejsce gdzie obradują kongresmeni, najważniejsze osoby w USA. Nie da się oprzeć wrażeniu, że służby mundurowe w inny sposób rozprawiłyby się z rozwścieczonym tłumem Afro-amerykanów. Choć potępić należy każdą bezcelową śmierć, bo takich byliśmy świadkami w trakcie najazdu na kapitol.

I oczywiście łatwo jest generalizować, rzucać tezami w stylu „Czarnych jest mniej, a i tak popełniają więcej przestępstw”. Pytanie tylko, ile z tych przestępstw w ogóle by się nie wydarzyło, gdyby będący u władzy politycy zaczęli zwracać większą uwagę na potrzeby czarnoskórych. Wielu z nich rodzi się w gettach, tam żyją, a często jedyną formą zarobku jest sprzedaż narkotyków. Pojawiają się morderstwa, wymuszenia, porwania. To błędne koło, którego nie są w stanie zatrzymać obracający się w nim ludzie. Do tego warto zadać sobie pytanie – ile przestępstw uszło komuś na sucho tylko dlatego, że miał jasny kolor skóry? System udaje, że widzi, a tak naprawdę odwraca wzrok od prawdziwych problemów.

Trudno wymagać od ludzi słabo wykształconych, żyjących często w ubóstwie, aby sami zmienili coś skoro nikt nie chce dać im do tego narzędzi. Wydaje się, że słowa Martina Luthera Kinga o „Dwóch Amerykach” są aktualne również i dzisiaj. W jednej ludzie chodzą od pośredniaka do pośredniaka w poszukiwaniu pracy, której tak naprawdę nie ma. Mogą być zatrzymani pod byle pretekstem, co pokazuje przykład Sterlinga Browna. Ta druga Ameryka to kraina mlekiem i miodem płynąca. Łatwo oceniać nam to wszystko z perspektywy Białego człowieka, w kraju gdzie nigdy nie istniał problem niewolnictwa rasowego.

I nie twierdzę, że tylko jedna strona ma rację, bo tak nigdy nie jest. Warto jednak czasem przystanąć i zastanowić się, czy tak naprawdę jestem w swoich osądach nieomylny, czy nie ulegam tylko populistycznemu gadaniu. Z pewnością problem nierówności społecznej szybko nie zniknie i będzie podnoszony przy okazji wielu wydarzeń. Jednak dobrze wiedzieć, że gracze NBA wykorzystują swoją popularność do czynienia zmian. Dziś USA ma ogromny problem, którym jest rozwarstwienie społeczne. To rodzi frustrację, gniew i brak zrozumienia.

Zaznaczyć należy również, że protesty związane z morderstwem Floyda miały swój pozytywny wydźwięk dopóki nie przerodziły się w plądrowanie sklepów i rozkradanie dobytku ludzi o innym kolorze skóry. To również trzeba wyraźnie i jednoznacznie potępić, to sytuacje, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Jednak należy tutaj wrócić do problemu słabego wykształcenia i ubóstwa, czyli tak naprawdę podstaw, które wzajemnie na siebie oddziałują.

Wszystko zmierza w dobrym kierunku, czarnoskórzy przez ostatnie dziesięciolecia się bogacili, zdobywali coraz lepsze wykształcenie, ale nie jest to jeszcze poziom, w którym można mówić o równości. Tym bardziej, że pandemia znów spowoduje zwiększenie bezrobocia, a to może przerodzić się w kolejne protesty. Kiedyś zapewne kwestia równości zostanie rozwiązana. Jednak nie jest to jeszcze ten moment, z pewnością nie.

Artykuł powstał w oparciu o: „Jerami Grant’s Detroit decision is a story of power structure, and empowerment” autorstwa Jamesa L. Edwardsa. Stamtąd pochodzą wypowiedzi dwóch panów Grant.



Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Naars
Naars
9 stycznia 2021 10:41

Ło matko… Artykuł o tytule:NBA: Dlaczego Grant wybrał Detroit? „Byłem czarnoskórym człowiekiem, zanim zostałem koszykarzem”.
Patrzę, a tam parę linijek wypowiedzi samego Granta, za to esej politycznych przemyśleń „redaktora”.

Dziennikarstwo!