Lider Golden State Warriors w meczu z Chicago Bulls spadł na prawą rękę i na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Czy to poważniejszy problem, czy jednak Stephen Curry będzie w stanie grać nie odczuwając większego dyskomfortu? On sam nie chce się tym przejmować. 

Sytuacja miała miejsce w pierwszej kwarcie wspomnianego meczu. Rozgrywający Golden State Warriors atakował kosz i spadł na prawą rękę. Przez kilka minut Stephen Curry zwijał się z bólu, ale ostatecznie na parkiecie został, by dokończyć spotkanie. Zaraz po zakończeniu meczu, które GSW pewnie wygrali, Curry mówił, że ręką zajmie się sztab medyczny zespołu, ale sam zawodnik nie przewiduje poważniejszych problemów. 

Zawsze, gdy pojawia się problem z prawą ręką to jesteś odrobinę zmartwiony – mówił Curry. To właśnie ta ręką zaprowadziła Stepha do rekordu wszech czasów w trafionych rzutach za trzy punkty. – Odzyskałem jednak odpowiednie czucie i siłę. Nadal boli, ale myślę, że wszystko będzie w porządku – dodał Steph, który na początku sezonu 2019/20 złamał lewą rękę w podobnym incydencie. Wówczas stracił kilka miesięcy rywalizacji. 

Kiedy spadłem to czułem to samo, co wtedy – mówi Curry nawiązując do urazu sprzed dwóch sezonów – dodał. W ostatnim czasie lider GSW nieco spuścił z tonu. Po piorunującym początku sezonu w jego wykonaniu, przyszedł okres, w którym 3-krotny mistrz NBA ma problem ze złapaniem optymalnej dyspozycji. W styczniowych meczach notuje średnio 19,6 punktu, 6,1 zbiórki i 6,4 asysty trafiając 35,4 FG% i 29,9 3PT%. 

To bardzo niepokojące, ale w San Francisco nie będą panikować. Nadal są w czołówce zachodniej konferencji i na tym etapie sezonu kluczowe jest to, by podjąć kilka dobrych decyzji przed zamknięciem zimowego okienka transferowego, a następnie skupić się już na play-offach, by to w tej fazie wrzucić najwyższy bieg. W międzyczasie Warriors czekają na powrót Draymonda Greena, który w dzień debiutu Klaya Thompsona kontuzjował łydkę.