Wiatr zmian znów wieje nad Chicago, a na horyzoncie pojawia się postać, która może na nowo zdefiniować przyszłość legendarnej franczyzy. Wybrany z czwartym numerem w tegorocznym drafcie, zaledwie 20-letni skrzydłowy z Uniwersytetu Karoliny Północnej (UNC), Caleb Wilson, szturmem zdobywa serca kibiców i ekspertów. Choć sezon zasadniczy jeszcze się nie rozpoczął, w Illinois już dawno nie było tak wielkiej ekscytacji wokół młodego gracza. Emocji nie kryje nawet legenda klubu i czterokrotny mistrz NBA, Horace Grant, który w swoich wypowiedziach wprost rozpływał się nad potencjałem debiutanta.



Głównym powodem, dla którego nazwisko Caleba Wilsona nie schodzi z nagłówków amerykańskich mediów, były jego spektakularne występy w Lidze Letniej w Las Vegas. Młody skrzydłowy na tyle skutecznie prowadził grę Chicago Bulls, że został wybrany do najlepszej piątki turnieju. W pięciu rozegranych meczach notował imponujące średnie na poziomie 23,5 punktu, 7,3 zbiórki, 2,5 bloku i 1,2 przechwytu. Już w swoim pierwszym meczu rzucił 35 punktów, co zapisało się jako drugi najlepszy debiut w historii. Lepszy był tylko Marco Belinelli z Golden State Warriors, który w 2007 roku zdobył aż 37 „oczek”.

Te liczby oraz widowiskowy styl gry, łączący niesamowitą atletyczność z wszechstronnością w obronie i ataku, wywołały falę zachwytów. Największe wrażenie na obserwatorach wywarła jednak mentalność młodego gracza. Horace Grant, który w latach 90-tych dzielił szatnię z takimi gigantami jak Michael Jordan czy Scottie Pippen, w wywiadzie dla Action Network nie szczędził młodszemu koledze po fachu najwyższych pochwał.

– O mój Boże. Co za bestia! Prawdziwy potwór. Ma wszystko – talent, umiejętności i cechy, których nie da się nauczyć. Ale najbardziej imponuje mi jego mentalność. Ma w sobie coś z zabójcy. Jest wojownikiem, który wychodzi na parkiet i po prostu robi swoje – stwierdził wyraźnie podekscytowany legendarny podkoszowy „Byków”.

Porównania do wielkich postaci koszykówki są w NBA codziennością, jednak Grant poszedł o krok dalej. Postawił odważną tezę, która w Chicago brzmi niemal jak deklaracja wiary. Stwierdził bowiem, że Wilson to najlepszy wybór draftu, jakiego Bulls dokonali od niemal dwóch dekad.

– To jeden z najlepszych wyborów Bulls w drafcie od czasu Derricka Rose’a. Nie postawię go na razie obok MJ-a, mnie czy Pipa, ale moim skromnym zdaniem od czasów Rose’a to jeden z najlepszych wyborów, jakich dokonali w Chicago – ocenił 61-latek.

Zestawienie z Derrickiem Rose’em – najmłodszym MVP w historii ligi i debiutantem roku w barwach Bulls – stawia przed 20-letnim Wilsonem poprzeczkę niezwykle wysoko. W grze młodego skrzydłowego fani i eksperci dostrzegają elementy gry takich legend jak Tracy McGrady, Giannis Antetokounmpo, a przede wszystkim Kevin Garnett. Ten ostatni zresztą, urzeczony stylem gry debiutanta, ochrzcił go nawet mianem „Little Ticket”, nawiązując do swojego słynnego pseudonimu „The Big Ticket”.

Wilson zdaje się jednak wykazywać niezwykłą jak na swój wiek dojrzałością. Zapytany o te porównania, odpowiedział z dużym dystansem, skupiając się na pisaniu własnej historii.

– Szczerze mówiąc, nie przywiązuję do tego większej wagi. Oczywiście dostrzegam między nami pewne podobieństwa, ale jesteśmy zupełnie innymi zawodnikami. Kevin Garnett jest członkiem Galerii Sław, więc nie chcę być do niego porównywany, bo takie zestawienia automatycznie budują ogromne oczekiwania. Nie chcę być drugim Kevinem Garnettem. Chcę być po prostu Calebem Wilsonem – zadeklarował, cytowany przez Eliasa Schustera ze „Sports Illustrated”.

Choć dyspozycja Wilsona w Vegas wlała w serca kibiców mnóstwo nadziei, Horace Grant starał się raczej tonować nastroje i zaapelował o rozsądek. Akurat on doskonale wie, że droga na szczyt NBA nie jest usłana różami i wymaga czasu. Przypomniał przy tym początki wielkich Bulls z lat 80-tych, kiedy to rodziła się późniejsza dynastia.

– Kibice w Chicago będą musieli uzbroić się w cierpliwość, bo to bardzo młody zespół. Kiedy Scottie i ja trafiliśmy do Bulls w 1987 roku, niemal co sezon boleśnie przekonywaliśmy się o sile Detroit Pistons. Potrzeba było czasu, cierpliwości i wzajemnego zaufania. A później reszta jest już historią – wspominał czterokrotny mistrz NBA.

Grant podkreślił, że budowanie mistrzowskiej chemii to proces. Aby młody trzon zespołu, w którym obok Wilsona kluczowe role mają odgrywać Josh Giddey oraz Matas Buzelis, mógł w pełni rozwinąć skrzydła, potrzebuje odpowiedniego wsparcia, zdrowia i liderów w szatni. Sprowadzenie takich weteranów jak Norman Powell czy Nic Claxton ma w tym pomóc, jednak fani muszą pamiętać, że ta młoda drużyna wciąż się uczy.

Bulls mogą nie być jeszcze natychmiastowymi pretendentami do tytułu, ale z Calebem na czele z pewnością będą jednym z najbardziej ekscytujących i nieprzewidywalnych zespołów do oglądania w nadchodzącym sezonie. Droga do potęgi została rozpoczęta, a jej pierwszy, niezwykle obiecujący krok został postawiony w Las Vegas.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany