Toronto Raptors mają coraz większe ambicje. Po sezonie zakończonym bilansem 46-36 i piątym miejscem na Wschodzie analitycy widzą ich w przyszłym sezonie w czołowej czwórce konferencji, a rychły powrót Kawhia Leonarda może tylko podsycić te oczekiwania. Władze organizacji najwyraźniej chcą jednak pójść o krok dalej. Najnowsze doniesienia wskazują, że „Dinozaury” marzą o pozyskaniu absolutnej supergwiazdy – Nikoli Jokicia. Choć serbski środkowy nie jest obecnie dostępny na rynku, w Kanadzie najwyraźniej wierzą, że mają w ręku pewien atut.
Za tym śmiałym planem może kryć się jednak pewna nietypowa zależność. Darko Rajaković, trener Toronto Raptors, podobnie jak Nikola Jokić pochodzi z Serbii i od kilku lat pracuje w NBA. Czy ich znajomość może pewnego dnia pomóc organizacji z Kanady w realizacji tego sensacyjnego planu?
– Jokić prawdopodobnie zna się ze szkoleniowcem Raptors, Darko Rajakoviciem, jednym z zaledwie trzech Europejczyków pracujących obecnie jako główni trenerzy w NBA. Rajaković niedawno bardzo wysoko wypowiadał się o Jokiciu i wszystko wskazuje na to, że łączy ich wzajemny szacunek – zauważył Jeremy Brener z Yahoo Sports.
Dziennikarz dodał jednak, że realizacja tego scenariusza nie będzie prosta: – Raptors i Rajaković z pewnością chcieliby sprowadzić Jokicia do Toronto, ale kluczowe pytanie brzmi, czy trzykrotny MVP w ogóle rozważałby opuszczenie Denver, jego jedynego klubu w NBA od 2015 roku.
31-letni Jokić od 11 lat reprezentuje barwy Denver Nuggets, notując średnio 22,2 punktu, 11,1 zbiórki, 7,5 asysty, 1,3 przechwytu i 0,7 bloku na mecz przy znakomitej skuteczności 56,9% z gry. Serb wielokrotnie podkreślał, że chciałby spędzić całą karierę w jednym klubie.
Jednak rzeczywistość w Kolorado zaczyna odbiegać od ideału. Ostatni sezon obnażył słabości zespołu, który już w pierwszej rundzie play-offów musiał uznać wyższość Minnesota Timberwolves. Zachód z każdym rokiem staje się coraz bardziej wymagający, a coraz więcej wątpliwości budzi to, czy obecny skład Denver jest w stanie skutecznie rywalizować z takimi zespołami jak wspomniane „Leśne Wilki”, Oklahoma City Thunder czy San Antonio Spurs. Letnie ruchy kadrowe, choć przyniosły wzmocnienie ławki w postaci DeMara DeRozana oraz przedłużenie współpracy z Jamalem Murrayem i Aaronem Gordonem, mogą nie wystarczyć do walki o najwyższe cele. Jeśli Nuggets po raz kolejny rozczarują, Jokić może zacząć poważniej rozglądać się za alternatywą.
Czas na podjęcie decyzji nadejdzie już wkrótce. Choć Nikola planuje przyszłego lata podpisać przedłużenie kontraktu, jego obecna umowa zawiera opcję zawodnika na sezon 2027/28 o wartości 62,8 miliona dolarów. Jeżeli jednak Denver nie da mu powodów, by wierzyć w możliwość walki o mistrzostwo, nawet wieloletnia lojalność wobec drużyny, w której spędził całą dotychczasową karierę w NBA, może zostać wystawiona na próbę. Wówczas po raz pierwszy mógłby poważnie rozważyć wejście na rynek wolnych agentów.
Gdyby jednak Jokić stał się dostępny w drodze wymiany, Raptors musieliby wyłożyć na stół potężny pakiet. Według doniesień w grę wchodziliby Immanuel Quickley, RJ Barrett oraz większość posiadanych wyborów w pierwszej rundzie draftu.
Potencjalna nagroda za tak odważny ruch byłaby jednak ogromna. Połączenie sił Jokicia, Kawhia Leonarda, Scottiego Barnesa i Jakoba Poeltla stworzyłoby w Toronto skład zdolny rzucić wyzwanie największym potęgom Wschodu – New York Knicks, Cleveland Cavaliers czy przebudowanym Philadelphia 76ers. Dla Serba byłaby to z kolei nie tylko szansa na walkę o kolejne mistrzostwo, ale również możliwość zakończenia kariery w jedynym nieamerykańskim klubie NBA. Dla najlepszego europejskiego koszykarza swoich czasów trudno wyobrazić sobie bardziej symboliczne zwieńczenie przygody z ligą.
Raptors nie są jednak jedynymi, którzy marzą o sprowadzeniu serbskiego środkowego. Sytuację uważnie monitorują między innymi Los Angeles Lakers, którzy już wyobrażają sobie duet Nikoli z Luką Donciciem. Toronto może mieć jednak asa, którego nie posiada żaden inny klub w lidze. Jest nim Darko Rajaković – trener, który zna Jokicia, pochodzi z tego samego kraju i być może pewnego dnia będzie w stanie przekonać go, że po jedenastu latach w Denver czas napisać kolejny rozdział.










