Po kompromitującej inauguracji sezonu w Portland Phoenix Suns potrzebowali mocnej odpowiedzi przed własną publicznością. W starciu z osłabionymi Golden State Warriors gospodarze wygrali 131:122, a głównym bohaterem wieczoru został Devin Booker. Lider zespołu z Arizony zdobył 43 punkty i pobił rekord Charlesa Barkleya, ale zwycięstwo nie oznacza, że wszystkie problemy drużyny zostały rozwiązane.


Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google! 


Devin Booker od początku spotkania był w znakomitej dyspozycji. Trafił 17/25 rzutów z gry, a po przerwie zdobył 24 punkty, w tym 17 w trzeciej kwarcie. Jego skuteczność pozwoliła Phoenix Suns utrzymać przewagę nad rywalami, którzy przystąpili do meczu bez kilku ważnych zawodników, wśród nich Stephena Curry’ego, Draymonda Greena, Jimmy’ego Butlera i Ala Horforda.

Występ Bookera miał również historyczny wymiar. Żaden zawodnik Suns nie zdobył wcześniej tylu punktów w domowym meczu otwierającym sezon. Poprzedni rekord należał do Charlesa Barkleya, który w swoim debiucie w barwach Phoenix w listopadzie 1992 roku uzyskał 37 punktów. Tym razem legendarny skrzydłowy oglądał wyczyn następcy z pierwszego rzędu, w towarzystwie Alvana Adamsa i Shawna Mariona.

Po spotkaniu Steve Kerr zwrócił uwagę na skuteczność lidera gospodarzy, szczególnie w pierwszej połowie.

– Trafił osiem z jedenastu prób za dwa punkty, większość po koźle z wyskoku. Z takimi rzutami jesteśmy w stanie żyć. Utrzymał tę skuteczność przez cały mecz, trzeba mu to oddać – przyznał trener Golden State Warriors.

Sam zawodnik podkreślił z kolei, jak wiele znaczy dla niego obecność na trybunach dawnych gwiazd klubu. Przyznał, że darzy szacunkiem poprzednie pokolenia koszykarzy i docenia możliwość występowania przed legendami, które budowały historię organizacji.

– To ludzie, z którymi łączą mnie relacje. Zawsze staram się oddawać im należny szacunek. Wiem, że relacje między starszym a młodszym pokoleniem nie zawsze układają się najlepiej, dlatego sam wychodzę z inicjatywą, żeby okazać im szacunek. To oni położyli fundamenty pod to, co mamy dzisiaj, szczególnie w tym mieście. To oni sprawili, że Phoenix stało się miastem koszykówki, i to dzięki nim kibice przychodzą na mecze i tak głośno nas dopingują – powiedział.

Nie wszyscy zawodnicy Phoenix prezentowali jednak równie wysoką formę. Booker zauważył, że na tym etapie sezonu rezerwowi są lepiej zgrani niż podstawowa piątka. Dodał, że w wielu zespołach właśnie tak wygląda sytuacja na początku rozgrywek, kiedy pierwsze ustawienie potrzebuje jeszcze czasu, by odnaleźć wspólny rytm.

Wyniki poszczególnych graczy zdają się potwierdzać jego słowa. Collin Gillespie zakończył mecz z bilansem +16, a Luke Kennard z +15. Dla porównania, gdy pięciokrotny All-Star był na parkiecie, Suns wypracowali ostatecznie tylko dwupunktową przewagę nad rywalami w ujęciu wskaźnika plus/minus. Same liczby nie oddają całego obrazu spotkania, ale pokazują, jak istotny wkład w zwycięstwo mieli zmiennicy.

Obrońca zwrócił też uwagę na to, że podstawowi zawodnicy powinni uczyć się od zmienników, zwracając uwagę na ich zespołową grę i gotowość do rezygnowania z indywidualnych korzyści dla dobra drużyny.

– Na treningach codziennie grają przeciwko sobie, więc rezerwowi znają się jak łyse konie. Myślę, że jako pierwsza piątka powinniśmy się od nich czegoś nauczyć, przede wszystkim sposobu, w jaki grają. W tych ustawieniach każdy przedkłada dobro drużyny nad własne korzyści i widać, jakie przynosi to efekty – podkreślił.

Kolejnym mankamentem Suns była gra na tablicach. Warriors wygrali walkę o zbiórki 44:42, a szczególnie groźni byli pod atakowanym koszem. Zebrali aż 19 piłek w ofensywie, co przełożyło się na 26 punktów z ponowień. Phoenix zdobyło w ten sposób zaledwie dziewięć punktów. Booker nie ukrywał, że właśnie ten element gry budzi jego największy niepokój, zwłaszcza że w pierwszych dwóch meczach sezonu rywale zbierali średnio aż 17,5 piłki w ataku, co jest najgorszym wynikiem w całej lidze.

– Wciąż mamy kilka rzeczy do poprawy. Oczywiście w tej lidze żadnego zwycięstwa nie można lekceważyć. Zdajemy sobie sprawę z sytuacji i wiemy, że rywale wystąpili bez kilku ważnych zawodników, ale to było zwycięstwo, którego potrzebowaliśmy. Najbardziej niepokojące są oczywiście zbiórki. Musimy poprawić się w tym elemencie. Myślę, że w obronie radzimy sobie całkiem nieźle, ale najlepiej będzie, jeśli zaczniemy ograniczać rywali do jednej próby w każdej akcji – stwierdził Booker.

Lider Suns przestrzegł też przed tym, by jego drużyna nie zyskała w lidze opinii zespołu, który łatwo zdominować pod koszem. Jeśli przeciwnicy zauważą, że mogą regularnie zbierać piłki w ataku, będą coraz mocniej walczyć o kolejne posiadania.

– Kiedy już zbierzemy piłkę, jesteśmy groźni. Musimy jednak popracować nad tym, żeby najpierw wywalczyć zbiórkę w obronie. Jeśli rywale wyrobią sobie przekonanie, że mogą zbierać piłki w ataku przeciwko nam, wszyscy zaczną mocniej walczyć na tablicach. Musimy więc szybko rozwiązać ten problem. Możemy nawet czasem faulować w obronie, by od samego początku postawić sprawę jasno. że nie będzie to mecz, w którym rywale nabiją sobie punkty po zbiórkach w ataku – zaznaczył.

To ważne ostrzeżenie przed kolejnymi spotkaniami. W najbliższym tygodniu Suns zmierzą się między innymi z Oklahoma City Thunder i Denver Nuggets, czyli zespołami, które potrafią wykorzystywać fizyczność i przewagę na tablicach. Jeśli podopieczni Jordana Otta nie poprawią gry w tym elemencie, nawet znakomita dyspozycja strzelecka lidera może nie wystarczyć.

Właściciel klubu Mat Ishbia przed rozpoczęciem sezonu zapowiadał, że Suns awansują do play-offów i wygrają pierwszą rundę. To ambitny cel dla drużyny, która w 2024 roku została zmieciona z parkietu przez Minnesota Timberwolves, a dwa lata później w podobnym stylu przegrała serię z OKC. Pomiędzy tymi występami Phoenix nie zakwalifikowało się do fazy posezonowej, dlatego tegoroczne oczekiwania oznaczają wyraźną presję na poprawę wyników.

Lider Suns twardo stąpa jednak po ziemi. Po kolejnych zmianach w składzie, w tym letnim transferze Milesa Bridgesa, Booker wie, że sam talent i indywidualne popisy nie wystarczą, by sprostać wymaganiom Konferencji Zachodniej. Zwrócił zresztą uwagę, że jego kariera weszła już w kolejny etap.

– Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że jestem już na trzecim albo czwartym etapie swojej kariery. Ledwo pamiętam swój debiutancki sezon, tamte okoliczności i sposób, w jaki wtedy myślałem. Później przyszła gra w „bańce”, a następnie okres po Finałach NBA. To był trudny czas. Teraz znów musimy budować wszystko od nowa – podsumował sam zainteresowany.

Zwycięstwo nad Warriors było więc dla Phoenix ważnym krokiem po nieudanej inauguracji, ale nie rozwiało wszystkich wątpliwości. Jeśli Suns chcą spełnić ambitne zapowiedzi właściciela, muszą przełożyć indywidualny talent na regularną, zespołową grę. A pierwszym zadaniem będzie poprawa współpracy w podstawowym składzie i ograniczenie liczby drugich szans, które oddają rywalom.


Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google! 

Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany