Tytuł najlepszego zawodnika finałów NBA przyznaje się nieustannie od 1969 roku. To właśnie wtedy Bill Russell zdecydował się na zakończenie swojej profesjonalnej kariery. Niefortunny los sprawił zatem, że 11-krotny mistrz nie został nigdy odznaczony tym wyróżnieniem. Sprawdźmy, na ile statuetek zasługiwał legendarny środkowy.

Nagroda dla najlepszego zawodnika serii finałowej w NBA przyznawana jest nieprzerwanie od 1969 roku. Jako pierwszy tytułem tym odznaczony został Jerry West, choć jego Los Angeles Lakers przegrali wówczas finały z Boston Celtics 3-4. Jest to jedyny przypadek w historii ligi, kiedy to zawodnik z przegranego zespołu został wybrany MVP serii.

Najwięcej statuetek MVP finałów zebrał w swojej karierze Michael Jordan, który przy każdym z sześciu tytułów mistrzowskich Chicago Bulls wybierany był najbardziej wartościowym graczem. Drugie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje LeBron James z dorobkiem czterech statuetek. Na trzecim miejscu plasują się ex aequo Magic Johnson, Shaquille O’Neal oraz Tim Duncan (po 3).

Obecnie nagroda ta nosi imię zmarłego 31 lipca Billa Russella. Legendarny środkowy Boston Celtics wywalczył w swojej karierze 11 tytułów mistrzowskich (w tym dwa jako grający trener), ale nigdy nie został wybrany MVP serii finałowej, bo przez zdecydowaną większość jego kariery nie przyznawano jeszcze tego odznaczenia. Rzućmy okiem na statystyki ze wszystkich finałów z udziałem Russella i sprawdźmy, na ile statuetek MVP finałów mógł liczyć Bill.

Zanim przejdziemy do analizy statystyk z poszczególnych serii, należy podkreślić, że nie sposób obecnie bezbłędnie ocenić, kto tak naprawdę zasługiwał na tytuł MVP finałów. Nawet dziś – pomimo rozwoju technologii i możliwości – trudno jest często ocenić prawdziwy wpływ zawodnika na grę, jeśli sugerujemy się jedynie „suchymi” liczbami. Nie sposób zatem stwierdzić, kto rzeczywiście był najbardziej wartościowym zawodnikiem i sprawiedliwie zasługiwał na statuetkę MVP. Weźmiemy pod uwagę defensywę, z której Bill Russell słynął, ale ostateczne wybory należy traktować z przymrużeniem oka.

Oprócz własnych, subiektywnych typów, o opinię poprosiłem również dwóch kibiców Boston Celtics z redakcji PROBASKETMateusza Malinowskiego i Tomasza Kordylewskiego, by w ten sposób dodać nieco różnorodności zdań. Zachęcamy do dołączenia do zabawy i podzielenia się swoimi odczuciami co do tego tematu w komentarzach!

Finały NBA 1957

Debiutancki sezon Billa Russella i pierwsze finały z jego udziałem. Celtowie stoczyli wówczas siedmiomeczową batalię z St. Louis Hawks, którą „zamknęli” przed własną publicznością po zwycięstwie różnicą zaledwie dwóch punktów (125:123). Wkład Russella w zwycięstwo był z pewnością nieoceniony, jednak w moich oczach bohaterem serii został Tom Heinsohn. Dla silnego skrzydłowego również był to debiutancki sezon na parkietach NBA i w przeciwieństwie do Russella już wtedy został nominowany do Meczu Gwiazd (choć to może być związane z panującym wówczas na szeroką skalę rasizmem).

Heinsohn wspiął się na wyżyny swoich możliwości, jako jedyny zawodnik w całej serii trafiał ponad 40% rzutów z gry przy minimum 100 próbach i notował ostatecznie 24 punkty, 12,6 zbiórki i 2,1 asysty na mecz. Wiemy doskonale, jak mocno zakorzeniony jest w ludziach „recency bias”, czyli w przypadku koszykówki ocenianie zawodników wyłącznie na podstawie ostatnich występów. W decydującym meczu numer 7 Heinsohn zdobył 37 punktów i 23 zbiórki (przy równie imponujących 19 punktach i 32 zbiórkach Billa Russella) i mam wrażenie, że to on mógł zostać wybrany MVP tej serii.

Należy również podkreślić, że zgodnie z dostępnymi informacjami na pozycji środkowego w Hawks występował wówczas równie legendarny Bob Pettit. W serii finałowej w znaczący sposób poprawił on swoje średnie z sezonu zasadniczego i w finale zdobywał 30,1 punktu, 18,3 zbiórki oraz 2,4 asysty na mecz. Mało kto byłby w stanie zatrzymać Pettita, jednak to może w pewien sposób sugerować, że Bill Russell nie zdołał go w pełni ograniczyć, choć trudno byłoby to teraz zweryfikować.

Krzysztof Dziadek: Tom Heinsohn

Mateusz Malinowski: Tom Heinsohn

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1958

Pierwsze i jedyne przegrane finały Boston Celtics Billa Russella. St. Louis Hawks skutecznie zrewanżowali się za porażkę z 1957 roku i pokonali C’s 4-2. Pierwszy historyczny wybór MVP finałów pokazał, że głosowanie na zawodnika przegranej ekipy było wielce prawdopodobne. Przyjmijmy jednak niepisaną zasadę, która panuje obecnie, tj. wybór najlepszego zawodnika zwycięskiej ekipy, czyli w tym przypadku Boba Pettita.

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1959

(Nie)długo wyczekiwany powrót Boston Celtics na szczyt i pierwsze w historii NBA finały z udziałem Celtów oraz Lakers (wówczas jeszcze Minneapolis). Różnica klas jest widoczna na pierwszy rzut oka. Zespół ze stanu Massachusetts bez większych problemów pokonał Jeziorowców 4-0, choć dwa spotkania zakończyły się różnicą tylko pięciu punktów (Game 1 & 4) a jedno różnicą 13 „oczek” (Game 3).

Aż trzech zawodników Celtics zdobywało co najmniej 20 punktów na mecz:

  • Tom Heinsohn (24,3)
  • Frank Ramsey (22,5)
  • Bill Sharman (22,5)

W statystycznej linijce Billa Russella ewidentnie wyróżnia się średnia liczba zbiórek na poziomie 29,5 (najlepszy zbierający w każdym spotkaniu) oraz fakt, że na parkiecie spędzał średnio aż 46,5 minuty (tyle samo co Bob Cousy i ok. 16 minut więcej niż wymieniona wyżej trójka). To dobitnie świadczy o tym, jak kluczową postacią po bronionej stronie parkietu był wówczas Russell. Ekipa Bostonu była wówczas napakowana talentem. Tytuł MVP można by przyznać prawdopodobnie 3-4 zawodnikom C’s i decyzja ta miałaby wiele podstaw do obrony, szczególnie biorąc pod uwagę imponującą jak na tamte czasy skuteczność wspomnianego tercetu.

Równie mocna wydaje się tutaj kandydatura Boba Cousy’ego, który niemalże odnotował średnią na poziomie triple-double (16,8 punktu, 8 zbiórek, 12,8 asysty). Nie przekonuje mnie jednak jego kiepska skuteczność zarówno z gry, jak i z linii. Bez niego Celtowie mogliby sobie poradzić w ofensywie, jednak bardzo prawdopodobne, że bez defensywy Russella wynik były zgoła inny.

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1960

W Dywizji Zachodniej ponownie najlepsi okazali się St. Louis Hawks, ale podobnie jak w 1957 roku przegrali oni z Boston Celtics po siedmiomeczowej batalii. To pierwsza seria, przy której nie mam większych wątpliwości co do decyzji o MVP finałów. Bill Russell poprawił swoją skuteczność, a co za tym idzie średnią punktów (z 9,3 w ’59 na 16,7 w ’60), wciąż świetnie zbierał i z pewnością dwoił się i troił (jak na możliwości tamtych lat) pod własnym koszem. W meczu numer 7 zdobył 22 punkty (2. najlepszy wynik po stronie C’s) i zebrał aż 35 piłek. W każdym ze spotkań Russell był najlepiej zbierającym graczem na parkiecie. Dominacja w czystej postaci.

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1961

Po dwóch z rzędu sukcesach Bill Russell jako MVP finałów mógłby stać się dla sympatyków NBA codziennością i czymś względnie na porządku dziennym. Środkowy przypomniał jednak o sobie, zdobywając drugi w karierze tytuł MVP sezonu zasadniczego i pokonując w głosowaniu m.in. Elgina Baylora (34,8 punktu, 19,8 zbiórek, 5,1 asysty) czy Wilta Chamberlaina (38,4 punktu, 27,2 zbiórki, 1,9 asysty).

Na drodze Celtics do three-peatu raz jeszcze stanęli St. Louis Hawks, choć tym razem podopieczni Reda Auerbacha nie mieli tylu problemów, co w 1960 i 1957. Bill Russell był wówczas trzecim najlepiej punktującym zawodnikiem swojego zespołu (za Tomem Heinsohnem i Bobem Cousy), zdecydowanie najlepiej zbierającym, a zarazem drugim najlepiej asystującym. Na parkiecie przebywał niemal cały czas (46,6 minuty na mecz), a w zamykającym serię Game 5 w Boston Garden zdobył niesamowite 30 punktów i 38 zbiórek, grając przez cały mecz i trafiając 52,9% rzutów z gry.

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1962

W 1962 roku Los Angeles Lakers zameldowali się w finałach po raz pierwszy od przenosin do Miasta Aniołów, a ich legendarna rywalizacja z Celtics zaczynała dopiero raczkować. Jeziorowcy napędzani przez fenomenalnych Elgina Baylora i Jerry’ego Westa prowadzili w serii 2-1 oraz 3-2, by przegrać ostatecznie decydujące spotkania.

Już po raz trzeci w swojej karierze Bill Russell był najlepszym zbierającym w każdym meczu serii finałowej, choć w Game 3 podzielił ten zaszczyt z Baylorem. Kluczowy dla całej serii ponownie okazało się jednak ostatnie starcie. Zgodnie z dostępnymi informacjami były to prawdopodobnie jedyne finały, w których o ostatecznym wyniku przesądził niecelny rzut rywala. Na pięć sekund przed końcem Frank Selvy spudłował rzut z ponad 3,5 metra, który mógł zapewnić Lakers zwycięstwo. Zamiast tego doszło do dogrywki, w której lepsi okazali się Celtics.

Po dodatkowym czasie gry i ostatecznym zwycięstwie Bostonu Bill Russell miał na koncie 30 punktów i 40 zbiórek. Po raz pierwszy w całych finałach notował minimum 20/20. Cóż za sposób, żeby zakończyć serię i wywalczyć piąty pierścień!

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1963

Ostatnie finały Boba Cousy’ego, ale nikt nie ma tu zamiaru przyznawać tytułu MVP serii tylko za zasługi. Boston Celtics ponownie mierzyli się z Los Angeles Lakers i raz jeszcze okazali się lepsi, choć tym razem do zamknięcia rywalizacji potrzebowali „tylko” cześć spotkań. Elgin Baylor dwoił się i troił, ale jego 33,8 punktu, 15 zbiórek i 4,3 asysty na mecz nie wystarczyły, by nawet przy wsparciu Jerry’ego Westa sięgnąć po upragniony, pierwszy tytuł.

A Boston Celtics robili swoje. Bill Russell po raz drugi w karierze w finałach notował średnie na poziomie minimum 20/20. W sześciu spotkaniach przy średniej 47,8 minuty na mecz zdobywał 20 punktów, 26 zbiórek i 5,3 asysty na mecz. Wow!

W swoim prime był już wówczas Sam Jones. Brakowało mu jednak obecnej u Russella wszechstronności, by powalczyć o nagrodę najbardziej wartościowego zawodnika serii. Do 24,7 punktu na mecz dołożył co prawda 7,3 zbiórki oraz 3,2 asysty, ale nie ma porównania do zawodnika, który kilka tygodni wcześniej wywalczył trzeci tytuł MVP sezonu zasadniczego z rzędu.

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1964

Po trzech latach tytuł MVP sezonu został Russellowi odebrany przez Oscara Robertsona, który już wtedy notował statystyki bliskie poziomu triple-double. Jego Cinncinati nie było jednak w stanie nawiązać walki z Boston Celtics w finale Dywizji Wschodniej, gdzie C’s wygrali 4-1, a w decydującym spotkaniu Bill Russell zebrał 35 piłek.

Przejdźmy jednak do kluczowej serii. Do finału dotarli również San Francisco Warriors. Pod względem indywidualnym Wilt Chamberlain całkowicie zdominował rywali. We czterech z pięciu spotkań był najlepszym punktujący, a w trzech najlepiej zbierającym zawodnikiem (kto był lepszy dwukrotnie? Bill Russell). Dzięki ofensywnym popisom Sama Jonesa i Johna Havlicka, a także prezentującego wciąż solidny poziom Toma Heinsohna, Bill Russell mógł odpuścić nieco zdobywanie punktów i skupić się na walce z Wiltem pod koszem. W Game 5 Chamberlain spudłował aż 16 rzutów, ale Guy Rodgers i Nate Thurmond też zawiedli wówczas po całości, co przełożyło się na porażkę Wojowników.

Decyzja o tytule MVP finałów zależy tutaj od tego, czy względem informacji zawartych na początku artykułu statuetkę najbardziej wartościowego zawodnika serii przyznajemy jedynie graczowi z drużyny zwycięskiej. Chamberlain notował tu bowiem fantastyczne 29,2 punktu i 27,6 zbiórki. Na podstawie historii z tamtych czasów wiemy jednak doskonale, że w przeciwieństwie do Billa Wilt nie był nastawiony wyłącznie na sukces drużynowy i bardzo zależało mu na wykręcanych przez siebie liczbach. Mimo średniej 29/27 wciąż przyznałbym MVP finałów Russellowi (nie bez powodu jest to nagroda dla „najbardziej wartościowego”, a nie „najlepszego), ale wiele osób może mieć tu odmienne zdanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyniki głosowania z 1969.

Uwagę ponownie przykuwa również Sam Jones, który zarówno w 1963, 1964, jak i 1965 roku był najlepszym punktującym Celtów. Zdaniem wielu, w tym redakcyjnego kolegi Mateusza Malinowskiego, jest to jeden z najbardziej niedocenianych zawodników Bostonu w historii organizacji (w mojej opinii u boku Dave’a Cowensa czy Dennisa Johnsona). Czy przyznalibyście mu MVP finałów kosztem Billa Russella?

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Sam Jones

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1965

Był to sezon, w którym Boston Celtics odnieśli imponujące 16 zwycięstw z rzędu. Mało jednak brakowało, a w ogóle nie dotarliby do finałów. W finałowej serii Dywizji Wschodniej C’s stoczyli niesamowitą batalię z Philadelphia 76ers Wilta Chamberlaina (trafił tam w trakcie sezonu), która rozstrzygnęła się dopiero w ostatnich sekundach siódmego meczu dzięki pamiętnemu przechwytowi Johna Havlicka.

W finałach rywalizowali za to z Lakers, którzy… zawiedli. Pięć meczów i Boston Celtics znowu znaleźli się na szczycie. Jeziorowcy musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Elgina Baylora, a Jerry West nie był w stanie samodzielnie pociągnąć tego powozu. Bill Russell znów był świetny, a serię zamknął meczem z dorobkiem 22 punktów i 30 zbiórek.

Po tylu kolejnych tytułach MVP finałów i świadomości, że dla Russella najważniejszy był sukces zespołu, a nie indywidualny, rodzi się pytanie, czy statuetki nie otrzymałby w końcu ktoś inny. Świetnie w ataku (znowu) prezentował się Sam Jones (27,8 pkt), ale jego 47% z gry nie może stanąć choćby blisko skuteczności Russella (70,2%). Będąc dziennikarzem, głosującym wówczas na MVP finałów, miałbym moment zawahania, ale ostatecznie postawiłbym na Russella. Wybór Jonesa się jednak broni, a skoro mieliśmy już w NBA dwóch MVP jednego Meczu Gwiazd, to dlaczego nie finałów?

Krzysztof Dziadek: Bill Russell / Sam Jones

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Sam Jones

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1966

Kolejna siedmiomeczowa batalia z Los Angeles Lakers, kolejne siedem meczów z Billem Russellem jako najlepszym zbierającym i kolejne mistrzostwo Boston Celtics. To jedne z dwóch finałów, w których legendarny środkowy był najlepiej punktującym zawodnikiem swojej ekipy (23,6 PPG), a należy pamiętać, że dokładał do tego 24,3 zbiórki i 3,7 asysty (3. wynik w zespole) na mecz. Dochodzi do tego najlepsza skuteczność z obu zespołów (przy minimum 10 rzutach) i mamy niekwestionowanego zwycięzcę, który w grze spędzał średnio 47,9 minuty na mecz.

Krzysztof Dziadek: Bill Russell

Mateusz Malinowski: Bill Russell

Tomasz Kordylewski: Bill Russell

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1967

Wilt Chamberlain dopiął swego. Po odnotowaniu najlepszego bilansu w sezonie zasadniczym (68-13) jego Philadelphia 76ers pokonali zmęczonych Boston Celtics 4-1 w finale Dywizji Wschodniej, a następnie sięgnęli po mistrzowski tytuł, pokonując San Francisco Warriors 4-2 (zemsta jest słodka).

Finały NBA 1968

Pierwsze finały Billa Russella w roli grającego trenera i kolejna potyczka z Los Angeles Lakers. Tym razem zdrowy był Elgin Baylor, ale najlepsze lata – stojące pod znakiem wybitnego atletyzmu – miał już za sobą (choć wciąż zdobywał 26,2 punktu, 12,5 zbiórki i 4,3 asysty na mecz).

Po stronie Celtics wyższy bieg wrzucił John Havlicek, który wciąż nie osiągnął wówczas swojego prime, ale już wtedy był na dobrej drodze. Havlicek przejął jednak część obowiązków od Russella i prawdopodobnie jako pierwszy gracz (oprócz Russella) od czasów Boba Cousy’ego notował solidne statystyki zarówno w punktach i zbiórkach, jak i asystach. W meczu pieczętującym zwycięstwo Bostonu Havlicek zaaplikował rywalom 40 „oczek” i jako pierwszy zawodnik w tej serii pokonał Jerry’ego Westa w liczbie zdobytych punktów w meczu. Russell wciąż był świetny, wciąż dominował, ale wydaje mi się, że 27-letni wówczas Havlicek (który wygrał MVP finałów w 1974 roku) zasłużył na to wyróżnienie już wtedy.

Krzysztof Dziadek: John Havlicek

Mateusz Malinowski: John Havlicek

Tomasz Kordylewski: John Havlicek

https://www.basketball-reference.com/

Finały NBA 1969

O tym, czy przyznanie MVP finałów zawodnikowi drużyny przegranej jest odpowiednim ruchem, można dyskutować godzinami. Fakty są takie, że to Jerry West został wówczas oficjalnie wybrany MVP finałow, zdobywając średnio imponujące 37,9 punktu, 4,7 zbiórki oraz 7,4 asysty na mecz (49.0% z gry), choć jego Lakers (ponownie) przegrali 3-4. Po stronie Celtics nagrodę tę mogliby otrzymać m.in. John Havlicek (28,3 punktu, 11 zbiórek, 4,4 asysty) czy Bill Russell (9,1 punktu, 21,1 zbiórki, 5,1 asysty). Gdyby tytuł był przyznawany już wcześniej, to czy w 1969 roku otrzymałby go ktoś inny?

MVP: Jerry West

Krzysztof Dziadek: John Havlicek

Mateusz Malinowski: Jerry West

Tomasz Kordylewski: John Havlicek

Bez względu na nasze teorie, historii nic już nie zmieni. Powyższa analizuje wskazuje, że Bill Russell mógłby mieć na swoim koncie około 7-9 statuetek MVP finałów (w przypadku moim i Tomka jest to 8, u Mateusza 7), choć niewykluczone, że zdobyłby ich nawet 11.


Bill Russell to bez wątpienia postać wybitna, zarówno na, jak i poza parkietem. W sezonie zasadniczym w całej karierze odnotował bilans 690-273 (0.717). Zdobył ostatecznie 11 tytułów mistrzowskich i 5 statuetek MVP sezonu zasadniczego. Poza parkietem walczył o prawa mniejszości, wspierając m.in. Martina Luthera Kinga, Malcolma X i Muhammada Aliego.

„Russell nigdy nie został należycie doceniony. Jednym z powodów były kwestie rasowe. We wczesnych latach 60. Czarni artyści nie byli zbyt popularni. A i sama koszykówka nie była wtedy na tyle popularna, by wszyscy o niej pisali. Ale przede wszystkim przeoczano jego zasługi dlatego, że jego gra opierała się w dużej mierze na detalach, a także na zapewnieniu sukcesu całej drużynie, a nasze społeczeństwo woli skupiać się na indywidualnych osiągnięciach” – przytoczony przez Billa Simmonsa cytat Billa Bradleya.

Czy widziałeś już najnowszy podcast PROBASKET Live? Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki przez dwie godziny rozmawiali o bieżących wydarzeniach w NBA. Nie zabrakło również miejsca na wspomnienie działalności Billa Russella.








4 KOMENTARZE

  1. Szkoda, że w tamtych czasach nie liczono bloków i przechwytów, bo podejrzeważ, że Russell oraz Cousy pod tym względem też wykręcali kosmiczne średnie.
    A ile bloków na mecz mógł mieć taki Wilt Chamberlain?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj