Organizacja bańki na kampusie Disneya w Orlando to było spore przedsięwzięcie, ale NBA zdaje się dopięła wszystko na ostatni guzik. Tak przynajmniej można sądzić po ostatnich dwóch tygodniach, w trakcie których ani jeden zawodnik nie zaraził się koronawirusem.


To już drugi z rzędu tydzień, kiedy u wszystkich przetestowanych zawodników wyniki były negatywne. Pozytywne informacje przekazała sama liga, która jak najbardziej ma się czym chwalić, bo to niewątpliwie wielki sukces. Bańka działa i ma się dobrze, a zawodnicy mogą trenować i grać w bezpiecznych warunkach. Na razie za nami seria meczów sparingowych, a już w czwartek 30 lipca pierwsze dwa starcia wznowionego sezonu regularnego.

Zero zarażeń to stan, który NBA chciałaby widzieć jak najdłużej – tym bardziej biorąc pod uwagę, że nawet jeden przypadek może poważnie utrudnić przeprowadzenie restartu do końca. Warto przypomnieć, że liga przerwała rozgrywki w marcu tego roku po tym jak zaraził się Rudy Gobert. Teraz nie wiadomo, ile dokładnie przypadków spowodowałoby, że NBA znów musiałaby przerwać sezon, natomiast wszyscy mają nadzieję, że nie będzie potrzeby tego sprawdzać.

NBA znajduje się więc w tej chwili na biegunie przeciwnym do MLB, czyli ligi bejsbolowej, która wystartowała ledwie kilka dni temu, a teraz sezon jest zagrożony. Wszystko przez serię zarażeń wśród zawodników Miami Merlins. Warto jednak zaznaczyć, że MLB nie rozgrywa swojego sezonu w bańce, a co za tym idzie liga ma dużo trudniejsze zadanie, jeśli chodzi o kontrolę wszystkich zespołów. Po ostatnich wydarzeniach władze ligi zdecydowały się zmienić niektóre zasady zachowania.

Follow @PROBASKET


Advertisement
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments