Wydawać by się mogło, że dla gracza NBA jedną z najbardziej stresujących rzeczy jest gra w play-offs, gdy musi być maksymalnie skoncentrowany, a każdy błąd może skutkować pogrzebaniem szans na końcowy tryumf. Co ma zatem powiedzieć Isaiah Thomas, który przez około półtorej serii przeżył więcej przygód, niż niejeden zawodnik przez całe swoje posezonowe rozgrywki?


Zaczęło się od wiadomego, bardzo smutnego incydentu. Siostra Isaiah Thomasa uległa śmiertelnemu wypadkowi samochodowemu, tuż przed play-offami. To był cios, na pewno dla IT, ale dekoncentracja spowodowana sytuacją udzieliła się chyba całemu zespołowi. Dwa pierwsze mecze i 0-2 w serii z Chicago Bulls. Wielu dalszy rozwój wypadków wiąże z kontuzją Rajona Rondo, lecz choć nie było to na pewno bez wpływu, to prawdopodobnie Celtics po prostu otrząsnęli się z początkowego otępienia.

Dziś są po 6-meczowej serii zwycięstw i coraz śmielej spoglądają na parę Cleveland Cavaliers – Toronto Raptors, najpewniej ze wskazaniem na tych pierwszych. W międzyczasie jednak Isaiah stracił przedniego zęba i przeszedł związaną z tym dość spora operację. Pomiędzy tym dokończył jednak mecz nr 1 w serii z Washington Wizards i z ubytkiem w uzębieniu odnotował niemal double-double, które pozwoliło na gładki start rundy dla C’s.

Minionej nocy, już z pełnym garniturem zębowym, IT dostawił pogrubioną linijkę do swojej historii w barwach drużyny z Bostonu. 53 punkty, wygranie ostatniej kwarty i dogrywki niemal w pojedynkę (29 punktów) było tym, co kibice w zielonych koszulkach kochają. Przy okazji dokonał on następujących osiągnięć:

– został drugim najlepiej punktującym Celtem w meczu play-offs, po Johnie Havlicku i jego 54 punktach w 1973 roku

– został pierwszym graczem Boston Celtics, który zanotował 50-punktową grę zarówno w sezonie regularnym, jak i w play-offs

– wspomniane 29-punktów było zdobyczą o oczko niższą, niż cały dorobek drużyny Waszyngtonu w tym samym przedziale czasowym

– zdobył łącznie 86 punktów w dwóch pierwszych meczach tej serii, co jest najwyższym takim wynikiem w historii play-offów.

Kolejnym smutnym faktem jest to, że wczoraj tragicznie zmarła siostra, Chyna, miałaby 23 urodziny. Dusza wojownika, jaką niewątpliwie ma w sobie Thomas, jak zwykle zamieniła taką okoliczność na dodatkową motywację.

Historia Thomasa jest niezwykła właśnie ze względu na jego niezłomny charakter. Jako 60 wybór w Drafcie powinien się cieszyć z posmakowania NBA w roli zawodnika dostarczającego wsparcie z ławki, w bezpiecznych momentach spotkań. Tymczasem Thomas stał się centralną postacią Boston Celtics, zespołu z tak niesamowitymi osiągnięciami w historii ligi. Dodatkowej miłości fanów do filigranowego zawodnika przysparza fakt, iż wraz z odwiecznymi rywalami – Los Angeles Lakers – spotkali się w Finałach wspólnie w 2010 roku, gdy obie drużyny po raz ostatni uczestniczyły w tej fazie rozgrywek. W klubach nastąpił po tym czasie okres przebudowy – i gdzie obecnie są purpurowo-złoci, a gdzie, za sprawą w dużej mierze Thomasa, zieloni?

Entuzjazm fanów rozpalany jest również wzrostem bohatera tekstu – wszystko, o czym mowa, nie byłoby najpewniej przyjęte aż z taką fascynacją, gdyby nie dokonał tego zawodnik o wzroście 1,75 m. Takie warunki fizyczne powinny być jego przekleństwem, tymczasem są największą siłą. Świadomość możliwości własnego ciała jest niesamowicie rozwinięta u rozgrywającego. Doskonale potrafi on wykorzystać zwinność i mobilność wobec ponad 2-metrowych rywali i to często zdobywając punkty po wjazdach pod sam kosz.

Ta przewaga nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie idealne panowanie nad piłką. Poniekąd uliczny styl kozłowania i dryblingu nieraz był już wytykany zawodnikowi, jednak koszykówka to koszykówka – Thomas znakomicie potraficie mijać obrońców, jak i ekwilibrystycznie wykańczać swoje dynamiczne wejścia pod kosz.

Z grającym na najwyższym poziomie w każdym meczu Thomasem, Celtics mają realne szanse powalczyć o Finały NBA. IT, wraz z całą drużyną, udowadniają, że głosy o „najsłabszej jedynce w historii” były tylko emocjonalnymi narzekaniami fanów. Niedoceniani C’s wygrali swoją konferencję, niedoceniany Isaiah stał się gwiazdą zespołu. Gdyby doszło do pojedynku Boston Celtics – Cleveland Cavaliers, drużyna z TD Garden zapewne często będzie stawiana w sytuacji „to teraz zobaczymy, co znaczyło to pierwsze miejsce”. Czy zatem tendencja bycia na przekór nadal się utrzyma? Na razie jednak oczekujmy rozwoju wypadków w trwających półfinałach.





3 KOMENTARZE

  1. Pełny garnitur zębowy… (ha,ha) – dobre określenie, podoba mi się.
    W momencie, kiedy Ainge i Stevens brali go z wymiany do Celtics, to nie wiem na ile miał to być tylko element w ewentualnym przyszłym handlowaniu, a na ile wiązali z nim przyszłość w Bostonie na lata. Chyba nikt nie mógł się spodziewać aż takiej eksplozji talentu tego zawodnika. Tak czy inaczej, wyszło fantastycznie. Teraz nikt już go z Bostonu nie wypuści, tym bardziej, że Isaiah znakomicie się tam czuje, a i perspektywy przed organizacją rewelacyjne.
    Niski wzrost, ostatni nr draftu i już 22 lata na karku w 2011 roku. Nieprawdopodobny przeskok wykonał przez te 6 lat. I z każdym kolejnym sezonem jest coraz lepszy. W tym roku po prostu wymiata, a niektórzy się przyzwyczaili i zapominają, że jeszcze w zeszłym sezonie był „tylko” dobry, dlatego nie każdy bierze go pod uwagę w kontekście MIP.
    W każdym bądź razie trafił do właściwego klubu, długo by wymieniać legendy Celtics. Ostatnio dołączył do nich Paul Pierce, Isaiah też jest na najlepszej drodze, żeby kiedyś z nim było podobnie.

  2. Wielki szacunek DLA Thomasa za jego walecznosc i charakter wojownika. Mam nadzieje ze ograja wizards i wymecza cavs a moze ich ograja. Zycze tego Celtics I Thomasowi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here