Miało być pewne mistrzostwo Los Angeles Lakers, a tymczasem Miami Heat walczą całym sercem i wciąż są w grze. Osamotniony LeBron James nie był w stanie pokonać Heat, którzy z każdym meczem grają coraz lepiej. Co wydarzyło się w piątym meczu i co nas czeka w szóstym, być może wcale nie ostatnim spotkaniu tych finałów?


Fakty dla formalności – Heat wygrali z Lakers 111:108 i w wielkim finale przegrywają już tylko 2-3.

  • Rewelacyjny Jimmy Butler poprowadził Heat do wygranej. Zdobył 35 punktów, miał 12 zbiórek i 11 asyst oraz 5 przechwytów! Mógł też liczyć na wsparcie kolegów, bo Duncan Robinson rzucił 25 „oczek”, a z ławki świetne wejście zaliczył Kendrick Nunn (14 punktów). Do tego Bam Adebayo zdobył 13 punktów, Tyler Herro 12, a Jae Crowder 11.
  • W szeregach Lakers nie do zatrzymania był LeBron James. Zdobył 40 punktów (6/9 za 3). Miał też 13 zbiórek i 7 asyst. Anthony Davis dołożył 28 punktów, ale miał problemy zdrowotne, które nie pozwoliły mu grać na 100%. Trzecim najlepszym graczem Lakers był Kentavious CaldwellPope (16 punktów).

Analiza

Zanim przejdziemy do czwartej kwarty chciałbym zwrócić uwagę na ciekawą sytuację w pierwszej odsłonie. 

Dokładnie po siedmiu minutach i jednej sekundzie trener Spoelstra wziął czas. Lakers prowadzili 18:13. Danny Green i LeBron James usiedli na ławce. Weszli Rajon Rondo i Kyle Kuzma. Na parkiecie pozostała dwójka podkoszowych Dwight Howard i Anthony Davis. Po zmianach piątką Heat wyglądała tak: Crowder, Iguodala, Butler, Robinson i Nunn. To co wydarzyło się w kolejnych dwóch minutach było mówiąc eufemistycznie „dalekie od ideału”. W wykonaniu Lakers oczywiście.

Można to obejrzeć na tym nagraniu:

Rozwijając opis z Twittera:

  • Niewykorzystanie wysokich, bezsensowne klepanie od kosza, dogranie do Davisa, tyłem do kosza, kiedy na zegarze było 8 sekund, a cała obrona się ładnie przesunęła. Efekt? Trójka KCP z ręką obrońcy.
  • Obrona Lakers rozbita, faul Howarda i dwa osobiste Butlera.
  • Złe wybicie z autu. Nieporozumienie Howarda z Rondo. Efekt? Przechwyt i dobitka Duncana Robinsona. Komentujący ten mecz Jeff Van Gundy powiedział, że ten mecz powinien zostać przerwany i za tę akcję gracz Heat powinien otrzymać piłkę na własność. Takie sytuacje mają miejsce w meczach NBA wyłącznie w bardzo wyjątkowych sytuacjach. Uznał, że ta właśnie taka była. Zwróćcie uwagę na ławkę Heat oraz późniejszą grę Robinsona. Jeśli ktoś nie wierzy, że taka akcja mogła mu dodać, jak ja to mówię +10 do zbroi, to mogę się z nim założyć, że tak właśnie było.
  • W kolejnej akcji Davis chciał zagrać 1 na 1 tyłem do kosza, kiedy cała obrona skupiona była na nim. Absolutnie bez sensu.
  • W odpowiedzi Heat trafili trójkę i z 18:13 dla Lakers zrobiło się 20:18 dla Heat i to w mniej niż 100 sekund.

Rozumiem, że można mieć problemy w obronie z niższymi zawodnikami, ale grać koszyczek 6-7 metrów, asekuracyjnie, nie do kosza i dogrywanie do wysokich, kiedy ci stoją tyłem do kosza i cała obrona się na nich skupia… nie, nie, nie. Pod nieobecność LeBrona, który wziął na siebie ciężar gry, Lakers nie istnieli, ale o tym za chwilę.

Przez większość spotkania to Lakers gonili Heat. Kilka razy wracali do gry. Udawało im się zbliżyć do remisu, ale za każdym razem rywale nie pozwalali na przełamanie. Podobnie było w końcówce.

KCP trafił trójkę, a potem popisał się wsadem i na 5:28 do końca Lakers prowadzili 99:96. Potem nastąpiła wymiana ciosów, kosz za kosz, osobiste za osobiste. Na 21,8 sekundy przed końcem KCP nie trafił z dystansu, ale zebrał Davis i dobił. Lakers wyszli na prowadzenie 108:107. Trener Spoelstra poprosił o czas. Heat mieli piłkę i znalazła się ona w rękach Butlera. Crowder postawił mu zasłonę, ale błąd w obronie Markieff Morrisa sprawił, że Jimmy miał „autostradę do kosza”. Sfaulował go Davis, ale ten wykorzystał oba rzuty wolne. Heat prowadzili 109:108. Wtedy trener Frank Vogel poprosił o przerwę. Rozrysował akcję, ale wyglądało jakby LeBron złamał zagrywkę (a może o to chodziło?). Próbował wbić się pod kosz, ale kiedy zobaczył czterech obrońców, oddał do Danny’ego Greena na czystą pozycję. Ten nie trafił z dystansu. Zebrał Morris, ale zamiast oddać do czystego Greena, to próbował dograć do Davisa pod kosz (były 2 sekundy do końca), zakończyło się to stratą.

Niecelny rzut Greena to jedno, ale spójrzmy, co robił Morris w decydujących akcjach. Najpierw dał się ograć Butlerowi, potem źle odczytał ustawienie Crowdera przy zasłonie (wydawało mu się, że Butler będzie szedł w prawo, a ten minął do środka, bo miał mnóstwo wolnego miejsca). Potem jeszcze ta próba dogrania do Davisa pod kosz…

Statystyki Morrisa z tego spotkania: 22,5 minuty na boisku, dwa niecelne rzuty, jedna zbiórka w ataku, trzy straty i cztery faule. Nasuwa się pytanie, co robił tyle czasu na boisku? Miał pomóc Davisowi, który ma problemy ze stopą? 

Wydaje się, że po tym co miało miejsce w pierwszej kwarcie trener Vogel nie chciał grać Howardem i Davisem jednocześnie. Chciał grać wyższym składem, ale to nie przyniosło efektu. Może trzeba było pozwolić grać Rondo lub Kuzmie?

Kuzma w tym spotkaniu: 22 minuty, 3/10 z gry i wskaźnik +/- na poziomie -17. 

A co z Rondo? 18 minut, 1/7 z gry, 5 zbiórek, 5 asyst, ale +/ z wynikiem -13.

Wnioski

Gdyby nie rewelacyjny tego dnia LeBron James, to Lakers przegraliby -20. Davis na jednej nodze rzucił 28, ale gdzie byli pozostali? Na tę chwilę głównym problemem Jeziorowców jest brak „trzeciego muszkietera”. Nagle do rangi trzeciego najlepszego gracza Lakers wyrósł Kentavious CaldwellPope. Rondo i Kuzma nieobecni. Z taką dyspozycją graczy drugiego planu zespół z Los Angeles nie wygra mistrzostwa!

A Heat? Butler był nie do zatrzymania. Nie tylko zaliczył kolejne triple-double. On naprawdę jest liderem tej drużyny. Znakomicie broni, ale też sprawia, że zawodnicy wokół niego są jeszcze lepsi. To umiejętność wielkich graczy. Takim w tych finałach jest właśnie Jimmy Butler.

Im dłużej ta seria będzie trwać, tym lepiej dla Heat. Jeśli porównamy dyspozycję takich graczy jak Robinson czy Herro z początku finałów, a teraz, to jest to przepaść. Nie chodzi nawet o statystyki, ale o mowę ciała, o pewność siebie. Oni z każdym meczem są odważniejsi, a co za tym idzie, po prostu lepsi. 

W koszykówce na pewnym poziomie profesjonalizmu nie chodzi już tylko o umiejętności. Kluczem staje się psychika zawodników. Kto wytrzyma presję, kto przeciwstawi się gwiazdom, kiedy na szali jest wynik. Trener Spoelstra dojrzał ogromny potencjał jaki mieli Robinson, Herro czy Nunn. Zainwestował w nich, dawał grać przez cały sezon. Także w tych finałach nie zmienił nagle taktyki. Kontynuował swoją wizję, w której ważną rolę odgrywają zawodnicy kiedyś niezauważeni. W dużej mierze dzięki nim Heat są w tych finałach. Butler i Adebayo sami by tego nie osiągnęli. Zwłaszcza, że kontuzja Bama oraz fakt z kim musi się mierzyć sprawiają, że nie jest w stanie dawać drużynie tyle ile by chciał.

Czy to znaczy, że Lakers nie są już faworytami do mistrzostwa? Oczywiście, że są, ale jeśli poza LeBronem i Davisem gracze drugiego planu nie wejdą na wyższy poziom, to może się okazać, że o tytule zdecyduje siódmy mecz. A jak wiemy w GAME 7 wszystko się może zdarzyć.

NBA znów przygotowała znakomity materiał „Mini Movie” z piątego meczu.

Mecz numer 6 wielkiego finału NBA w nocy z niedzieli na poniedziałek o godz. 1:30 czasu polskiego.

Co warto przeczytać przed meczem numer 6?

W takich sytuacjach warto przyglądać się, co mówią eksperci eWinner. Jak szansę poszczególnych drużyn oceniają bukmacherzy? W piątym spotkaniu kurs na Lakers wynosił 1,29, a na niedzielne spotkanie 1,43. Kurs na Miami wynosił aż 3,40, teraz w szóstym meczu spadł do 2,65. Pełna oferta zakładów na NBA, ale też inne dyscypliny na stronach eWinner.


Tutaj znajdziecie główny profil PROBASKET na Facebookuadres grupy dyskusyjnej PROBASKET tutaj>>

Przypominam, że z okazji Finałów NBA 2020 uruchomiliśmy specjalną kategorię z newsami tylko na temat finałów – https://probasket.pl/category/finaly-nba-2020/ – polecam.

Mój profil na Twitterze znajduje się tutaj>>

PROBASKET na Twitterze znajdziecie tutaj>>

Czy widzieliście, że mamy piękny pasek ze statystykami na samej górze strony? Pasek nie działa jeszcze idealnie, ale po każdym meczu statystyki możecie znaleźć na PROBASKET nie musicie sprawdzać aplikacji NBA, czy wchodzić na ESPN.

Archiwum moich tekstów znajdziecie tutaj>>


Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
manute
manute
11 października 2020 08:51

Pewny w meczu nr 6 jest tylko rekord Jamesa w ilości gier w play off, bo wyprzedzi Fishera.

Virgilio Vivacemente
Virgilio Vivacemente
11 października 2020 11:55
Odpowiedz  manute

Liczbie gier.

Virgilio Vivacemente
Virgilio Vivacemente
11 października 2020 11:56

Duncan Robinson rzucił 26 punktów.