Golden State Warriors pomimo przegranej w pierwszym meczu finałów, nadal są faworytem do wygrania tej serii. Rzecz jasna, jednym z wymogów do tego, aby zdobyć trzeci tytuł z rzędu, będzie powrót Kevina Duranta. Na pewno zabraknie go dzisiaj, występ w trzecim meczu również stoi pod znakiem zapytania, więc Warriors muszą grać tym co mają. Co muszą zmienić, aby wyrwać zwycięstwo w Scotiabank Arena?


Defensywa

Pierwszym kluczem do wygranej w dzisiejszym meczu będzie ograniczenie poczynań Raptorstransition. W pierwszym meczu finałowej rywalizacji, drużyna z Kanady pokazała, że jest w tym punkcie bardzo groźna – 24 punkty zdobyte w kontrze pokazują słabości Warriors w obronie tego typu zagrań, a także problem z rozgrywaniem. Obrońcy tytułu stracili piłkę aż 16 razy, przy zaledwie 10 stratach debiutującej w finałach ekipy z Kanady. Najbardziej skorzystał na tym Pascal Siakam, który okazał się bohaterem meczu numer 1.

Warriors muszą się skupić na tym, aby zatrzymać szaloną ofensywę drużyny z Kanady. Nie może powtórzyć się sytuacja z meczu numer jeden, w którym obrońcy tytułu pozwolili przeciwnikowi rzucać na skuteczności ponad 50% z gry i prawie 40% za trzy. Steve Kerr ma sporo problemów, bo pomimo tego, że jego zawodnicy bardzo dobrze bronili Kawhi Leonarda, nie byli w stanie sobie poradzić z resztą składu Raptors. Danny Green ma bardzo udany mecz numer jeden, w którym przypomniał, dlaczego był tak ważnym ogniwem w mistrzowskim składzie Spurs z 2014 roku.

Kolejną zagwozdką, z którą musi poradzić sobie główny trener Warriors jest postać profesora koszykówki – Marca Gasola. 20 punktów w meczu numer 1, udowodniło, że młodszy z braci Gasol wciąż jest w stanie zrobić ogromną różnicę – rzuca za trzy, świetnie gra pod koszem i pomimo zaledwie jednej asysty, wciąż widzi bardzo dużo i potrafi obsłużyć kolegów podaniami.

Ofensywa

Stephen Curry po raz kolejny pokazał, że wciąż radzi sobie z byciem pierwszą opcją zespołu grającego o Tytuł. Ciągnął grę Warriors przez praktycznie cały mecz, trafiając szalone trójki i odważnie wchodząc pod kosz. Problemem w przegranym meczu otwarcia była skuteczność i efektywność pozostałych graczy obrońców tytułu.

Drugi ze splash brothers, Klay Thompson miał całkiem niezły mecz numer 1, kończąc go z linijką 21 punktów przy 47% skuteczności rzutów z gry, jednakże statystyki nie pokazują tego, jak zagrał w tym meczu. Nietrafione rzuty wynikały głównie ze słabo przygotowanej pozycji – piłka w jego rękach wyglądała często jak gorący kartofel, którego bardzo szybko się pozbywał. Oczywiście, gra Warriors opiera się na szybkich rzutach po zasłonach, ale jeśli chcą urwać mecz na wyjeździe, Klay musi trochę lepiej selekcjonować rzuty.

Dużym problemem była „nieobecność” w ofensywie Andre Iguodali i Draymonda Greena. Panowie trafili razem tylko 5 z oddanych 16 rzutów z gry, nie dając odpowiedniego wsparcia swoim strzelcom. I choć obaj panowie nadal muszą wykonywać świetną pracę w obronie na MVP Finałów 2014, to ich obecność po atakowanej stronie musi być o wiele większa – bez tego, nie widzę szans na powrót do Oakland ze stanem 1-1.

Na ratunek Boogie?

Niewiele jest osób, które spodziewały się, że do gry na tę serię wróci DeMarcus Cousins. Środkowy Warriors grał w pierwszym meczu zaledwie 8 minut, nie trafiając ani jednego rzutu z gry. Co prawda, dwukrotnie przejął piłkę i dodał do tego dwie asysty, ale widać było ile ma na sobie rdzy po kontuzjach z zeszłego i tego sezonu.

Jeśli Golden State Warriors myślą o powrocie do domu z remisem, Cousins musi zagrać więcej minut i trafić więcej, niż trzy osobiste. Może być on kluczem do zatrzymania poczynań Raptors w ataku, zwłaszcza w kontekście walki pod koszem z Gasolem i Ibaką, przy których Kevon Looney wyglądał jak dziecko zagubione we mgle. Absencja Kevina Duranta jest pewna, a ostatni dodany All-Star, przez którego pierwsza piątka obrońców tytułu wyglądali jak Monstars z „Kosmicznego Meczu” musi pokazać dlaczego trzykrotnie był wybierany do All-Star Game.

Mecz numer 2 odbędzie się dziś w nocy, o godzinie 2:00 czasu Polskiego.

Finał NBA: Dlaczego Raptors wygrali? Co muszą zmienić Warriors?

NBA: Draymond chwali Siakama. Wie, że musi go zatrzymać






9 KOMENTARZE

  1. Ofensywa Toronto wcale nie była szalona, nie rzucili jakiejś ogromnej liczby punktów, jak się zdarza GSW /np. 140/. Ta ofensywa była po prostu skuteczna.
    Cousins nie jest rozwiązaniem, moim zdaniem. Będą go niemiłosiernie objeżdżać, więc im więcej minut, tym większe daję szanse na zwycięstwo Raptors.

  2. Może jednak trzeba było dać Gortatowi szansę, Warriors? Bo właśnie teraz potrzebują takiego centra. No ale to już jest sprawa raczej na przyszły sezon.

    PS. hejterskie korki downy taczery i takie tam jemu podobne mogą mnie cmoknąć tam, gdzie światło nie dochodzi.

    • Miał szanse zagrać w Bucks.Co by o nim nie pisać ,ale jeśli chodzi o tą sytuacje to postąpił jak idiota.Zawsze w finale konferencji by sobie pograł-bo raczej wyniku by z Raptors nie zmienił.No ale jak ktoś uważa się za Bóg wie kogo to niech sobie ogląda mecze w telewizji

    • A w czym miałby pomóc GSW drewniany Gordat? Goldeni potrzebują zdrowego KD czyli kogoś kto pociągnie grę i będzie rzucał po 30 punktów na mecz a nie podstarzałego centra, który odda w meczu dwa rzuty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here