Felieton: Najlepsze dopiero przed nimi

1
945

Dokonane latem ubiegłego roku transfery, które spłynęły się w tym samym nurcie z wyborem w drafcie Ziona Williamsona sprawiły, że New Orleans Pelicans wyszli na prostą, która choć niesie sporo wyzwań, prowadzi zespół w bardzo obiecującym dla niego kierunku. 


Sprawny strateg

Trzeba zacząć od Davida Griffina, generalnego menadżera New Orleans Pelicans. Kilka lat temu opuszczał podobne stanowisko w Cleveland. Opuszczał je z głową wysoko uniesioną w górę. Nie miał sobie nic do zarzucenia, bo pomógł Tyronnowi Lue zbudować drużynę na mistrzostwo. Już wtedy głosy wokół ligi powtarzały, że David Griffin nie zostanie długo bez pracy. Mimo wszystko nie spieszyło mu się z powrotem do cyrku. Czekał na odpowiedni moment i czekał na odpowiednią propozycję. Nie miał zamiaru rzucać się w coś, czego wcześniej odpowiednio nie zbadał.

W taki sposób dotarł do decyzji o przyjęciu zaproszenia New Orleans Pelicans. Zespół z Luizjany od dawna zdradzał wielkie ambicje, brakowało mu jednak kompetentnych ludzi zajmujących kluczowe stanowiska. Griffin doskonale wiedział, w jakim kierunku skierować wzrok, więc gdy pojawiła się oferta z Los Angeles, postanowił pociągnąć za spust. Nie miał bowiem za wiele do stracenia. Anthony Davis kilka miesięcy wcześniej wszem i wobec ogłosił, że stracił jakąkolwiek ochotę na kontynuowanie kariery w Nowym Orleanie. Wystarczyło tylko cierpliwie poczekać na odpowiedni pakiet zmierzający w drugą stronę.

Po kilku miesiącach sezonu 2019/2020 możemy uznać, że decyzja Griffina była jak najbardziej słuszna. Brandon Ingram notując średnio 24,3 punktu, 6,3 zbiórki i 4,3 asysty wyrósł na jedną z gwiazd zachodniej konferencji, czego niezbitym dowodem było jego powołanie do Meczu Gwiazd. Dla zarządu wyklarował się zatem jasny kierunek na przyszłość. Obok Brandona Ingrama miała stanąć wschodzącą supergwiazda swojego pokolenia. Zion Williamson został przedstawiony z wszystkimi honorami, ale na swój czas musiał poczekać. Budowa jego relacji z kolegami i całą społecznością Pels jest dopiero na etapie fundamentów.

Zatem przyszłość

Przyszłość to słowo, które w ustach fanów Pelicans pada w ostatnim czasie nad wyraz często. Wszystko bowiem jest na miejscu. Młode gwiazdy, weterani i trener, który – choć budzi wątpliwości dużej części fanów – w odpowiednich warunkach potrafi swojej drużynie nie przeszkadzać, a to kluczowe, gdy masz do czynienia z tak ogromnym potencjałem. W tym momencie Pels są 3,5 meczu za 8. miejsce w tabeli. David Griffin w ostatniej rozmowie z dziennikarzami przyznał, że zespół przygotowywał się do odważnej szarży.

W pierwszej części sezonu byliśmy kulawi i tak przedzieraliśmy się przez terminarz – mówi, nawiązując do licznych kontuzji. – Widzieliśmy już naprawdę wiele twarzy tego zespołu, niektóre lepsze, inne trochę gorsze – dodaje. Jednak z Williamsonem i Ingramem w składzie, drużyna stanowi zagrożenie bez względu na to, kto jest jej przeciwnikiem i drużyny zachodu doskonale zdają sobie z tego sprawę. Według Griffina – nawet jeśli Pels nie zagrają w tym sezonie ani jednego meczu więcej, kampanię 2019/2020 będzie mógł uznać za udaną, bo stanowiła bardzo konkretny krok zgodny z planem rozwoju tego, co udało im się latem przygotować.

Myślę, że zawodnikom podoba się to, co tutaj budujemy – kontynuuje GM. – Jeśli nie uda nam się już więcej zagrać i powalczyć o play-offy, to poczujemy się trochę oszukani przez los. Jesteśmy w dobrej pozycji, ale nie doświadczymy tego, czego chcielibyśmy doświadczyć, jeśli sezon zostanie odwołany. Myślę, że odnieśliśmy większy sukces niż sami przypuszczaliśmy – skończył. Bowiem na tym etapie miarą sukcesu Pels wcale nie jest miejsce w tabeli, a kultura, jaką udało im się ukształtować. Doskonale wiedzą, że przyszłość może być piękna, jeśli zatroszczą się o własną wartość.

Na kolejny sezon mają zagwarantowane umowy Jrue Holidaya, Lonzo Balla, J.J.-a Redicka, Nickeila Alexander-Walkera, Josha Harta, Ziona Williamsona i Nicolo Melliego. Do rozwiązania pozostaje kwestia Brandona Ingrama, który trafi na rynek wolnych agentów jako zastrzeżony gracz. Wszystko zatem leży w rękach Pels, lecz Griffin musiałby stracić rozum, gdyby sam nie przedstawił młodemu zawodnikowi konkretnej wieloletniej oferty. Czy maksymalnej? Prawdopodobnie nie będzie miał innego wyjścia, jeśli chce wychowanka Duke zatrzymać w drużynie.

NBA: Mitchell nie chce mieć z Gobertem nic wspólnego?


Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Virgilio Vivacemente
Virgilio Vivacemente
11 kwietnia 2020 20:32

WSZEM WOBEC, „i” jest w wyrażeniu potrzebne jak umarłemu kadzidło.