Tylko dwa punkty różnicy zadecydowały o wygranej TBV Startu Lublin nad Asseco Gdynia. Czerwono-czarni pokonali w meczu telewizyjnym niżej notowanych rywali 78:76. Nawet przez sekundę nie mogli jednak czuć się w pełni komfortowo.


TBV Start Lublin – Asseco Gdynia 78:76

13 punktów przewagi – jak się okazuje takie rzeczy mogą śnić się po nocach. Koszykarze Startu doskonale pamiętali w jakim stylu przegrali w pierwszej konfrontacji z żółto-niebieskimi. „Polska husaria” z Gdyni w emocjonującym starciu odwróciła losy spotkania, doprowadziła do dogrywki i nie pozostawiła wątpliwości komu należało się zwycięstwo. Na szali rewanżowego starcia była więc nie tylko kolejna wygrana.

I widać to było od pierwszych minut. Transmisja telewizyjna, trochę trash-talkingu Chavaughna Lewisa i efektowny poster dunk w wykonaniu Filipa Puta już w drugiej punktowej akcji Asseco – emocji w hali Globus było aż nadto. Starcie było wyrównane, ale na pewno należy wyróżnić dwóch graczy – wspomnianego Filipa Puta za bardzo fizyczną koszykówkę i Romana Szymańskiego za aktywność pod jednym i drugim koszem. Obie ekipy nie mogły jednak wypracować sobie wyraźnego prowadzenia. Po krótkim okresie dobrej gry przychodziła równie krótka seria prostych błędów. Pod koniec pierwszej kwarty lepiej na parkiecie radzili sobie zawodnicy Asseco. Zakończyli tę odsłonę trzema skutecznymi akcjami i prowadzili 21:14.

Inicjatywa pozostawała po stronie gdynian. Grali naprawdę solidną koszykówkę, a ich głównym strzelcem był rezerwowy Dariusz Wyka. Ten sam zawodnik był prawdziwym jokerem w talii Przemysława Frasunkiewicza w pierwszym starciu obu ekip. Defensywa czerwono-czarnych nie radziła sobie z powstrzymywaniem rywali, dlatego trener David Dedek zdecydował się przerwać grę w momencie, kiedy jego zespół przegrywał 22:30. Z kolei w ataku długo walczył ze sobą jeden z liderów Startu Chavaughn Lewis, który szedł na rekord w liczbie nieskutecznych rzutów. Moment dekoncentracji w końcu ustąpił i gospodarze rozpoczęli pościg. Żółto-niebiescy nie dali się jednak złapać i to oni występowali w roli uciekiniera, chociaż przez cały czas czuli oddech przeciwników na plecach. Ich przewaga stopniała nieznacznie – gdynianie wygrywali 39:35.

[ot-video][/ot-video]

Punkty duetu James WashingtonChavaughn Lewis pozwoliły czerwono-czarnym błyskawicznie zremisować. Ofensywna machina Startu funkcjonowała lepiej, a do tego doszła jeszcze twarda obrona. Taka taktyka miała jednak swoje minusy – licznik fauli był nieubłagany i goście zaczęli punktować z „osobistych”. Dzięki temu udało im się odrobić straty i wyjść na prowadzenie 50:49. Gracze z Lublina wydatnie im w tym pomogli, bo po ich wejściach pod kosz piłka częściej tańczyła na obręczy niż wpadała do środka. Asseco pokazywało zespołową koszykówkę, a gospodarze niemal do samego końca kwarty dotrzymywali im kroku – po pół godzinie gry żółto-niebiescy prowadzili 55:51.

W ostatniej odsłonie nerwów było zdecydowanie najwięcej. Sędziowie mieli sporo pracy, bo przyznali dwa przewinienia techniczne – Davidowi Dedkowi i Krzysztofowi Szubardze – oraz dokładnie sprawdzali niektóre akcje na monitorach. Zarówno lublinianie, jak i gdynianie nie zamierzali położyć się na parkiecie i oddać pola rywalom. Gospodarze imponowali fizycznością i dobrą dyspozycją zza łuku. Z kolei Asseco cały czas trzymało się tuż za rywalami i było o krok od sprawienia im kolejnego zawodu. Tylko fani koszykówki mogą zrozumieć jak długo może trwać 1.6 sekundy. Czerwono-czarni prowadzili 78:76. Krzysztof Szubarga wprowadzał piłkę z połowy przeciwników, ale ta nie trafiła do rąk żadnego z jego kolegów. Zamiast tego rozgrywający odbił ją od pleców Jamesa Washingtona, ale nie udało mu się jej znowu złapać. Sędzia międzynarodowy Janusz Calik przez kilka minut oglądał tę sytuację na monitorze. Po podjęciu decyzji Asseco miało tylko 0.2 sekundy na zegarze czasu akcji na doprowadzenie chociaż do dogrywki. Tylko dotknięcie piłki nad obręczą mogło ich uratować, ale nadziei pozbawił ich ostatecznie Darryl Reynolds, który zablokował podanie nad obręcz.

[ot-video][/ot-video]

Autor: Krzysztof Kurasiewicz





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here