Czy nie wydaje wam się, że obecny sezon szczególnie stoi pod znakiem kontuzji? Harden, Mitchell, Embiid, Davis – to nazwiska tylko kilku zawodników, którzy w ostatnich tygodniach musieli zmagać się z urazami, wypaczającymi nam w pewien sposób obraz całej rywalizacji. Czy to jedynie kwestia przypadku, czy ktoś ponosi za to odpowiedzialność?


Wchodząc w kampanię 2020/21 liga miała ściśle określony priorytet – nie pozwolić, aby koronawirus przeszkodził w rozegraniu pełnego, 72 meczowego, sezonu. W tym celu już w grudniu przygotowano 134 stronnicowy protokół sanitarny, do którego zasad musiały dostosować się wszystkie drużyny NBA. Skracając podróże, ale jednocześnie też przerwy pomiędzy kolejnymi meczami liga swoimi decyzjami sprowokowała niejako plagę kontuzji, której jesteśmy świadkami w trwającym nadal sezonie.

Patrząc na liczby, są one zatrważające dla ligi. Według Kevina Peltona z ESPN, średnia liczba graczy odsuniętych od gry w przeciętnym spotkaniu sezonu regularnego w tym roku wyniosła 5,1 (licząc razem obie ekipy biorące udział w meczu). Dodajmy, że ten wskaźnik nie bierze pod uwagę graczy objętych protokołami zdrowia oraz bezpieczeństwa, z powodu COVID-19, które możemy uznać za nowość w porównaniu do poprzednich kampanii. Dla porównania, dotychczas najwyższa wartość średniej zawodników kontuzjowanych w jednym spotkaniu w historii NBA wynosiła 4,8, co stanowi o 5% mniej niż w tym sezonie.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda względem największych gwiazd. Biorąc pod uwagę tegorocznych All-starów, opuścili oni 370 z możliwych 1,944 spotkań, co daje aż 19% meczów bez ich udziału. Według badań Elias Sports Bureau, wartość ta jest kolejnym rekordem w historii NBA. Przeliczając ją na średnią, każda z czołowych postaci swojego zespołu opuściła w tym roku aż 13,7 meczów sezonu zasadniczego.

Liczba kontuzji w tym sezonie była praktycznie taka sama jak w poprzednim, a wszelkie sugestie, że jest inaczej są nieprecyzyjne – odpowiada na zarzuty przedstawiciel NBA David WeissLiczba poważnych urazów była w tym sezonie niższa niż w poprzednim. Chociaż więcej graczy opuściło pojedynczy mecz z powodu kontuzji lub odpoczynku, liczba urazów skutkujących wieloma spotkaniami przerwy były zgodne z normalnymi trendami historycznymi. Bezpieczne funkcjonowanie w tym sezonie w warunkach pandemii było fizycznym i psychicznym wyzwaniem dla wszystkich zaangażowanych, a zawodnicy i drużyny stanęli na wysokości zadania i uniknęli wzrostu liczby poważnych kontuzji

W opozycji do oficjalnego komentarza ligi przychodzi Jeff Stotts – były trener, aktualnie prowadzący publiczną bazę danych na temat urazów w NBA. Twierdzi on, że w sezonie zasadniczym zawodnicy doznali 2,909 kontuzji mięśniowych, które skutkowały dla nich zejściem z boiska. Jest to druga najwyższa liczba, jaką Stotts zanotował od momentu rozpoczęcia swoich badań w roku 2005. Najwięcej tego typu kontuzji oglądaliśmy w sezonie 2017-18, kiedy to zanotowano ich aż 3,038. Warto przypomnieć jednak, że we wszystkich wcześniejszych kampaniach było do rozegrania o 10 meczów więcej.

Przy takim natłoku meczów trzeba mieć określony czas na odpoczynek – powiedział anonimowy trener jednej z drużyn Konferencji Wschodniej – Musimy odwoływać regularne treningi, nawet treningi rzutowe, żeby zapewnić zawodnikom trochę odpoczynku. Ich ciała tego potrzebują. Mam nadzieję, że w przyszłym roku harmonogram narzucony przez ligę będzie już „normalniejszy” –

Myślę, że to wszystko od momentu, w którym weszliśmy do bańki, do teraz, to było nieludzkie – mówił po odpadnięciu z play-offów LeBron JamesMentalnie, fizycznie, duchowo, emocjonalnie to wykańcza

Wtórować mu się zdaje Pat Riley, którego Heat, podobnie jak Lakers mieli jedynie 71 dni na regenerację po ubiegłorocznym Finale NBA – Jesteśmy w tej sytuacji już od pewnego czasu, więc tam, gdzie tylko się da, zmierzamy kłaść nacisk na odpoczynek. Nasi gracze, nasz sztab, ludzie, którzy byli tu każdego pojedynczego dnia, są psychicznie zużyci. Nawet bardziej niż fizycznie. Myślę, że po prostu muszą odpocząć przez kilka tygodni, nawet miesięcy – powiedział już po odpadnięciu z postseason.

Całą dyskusję podsumował trener Denver NuggetsMichael Malone słowami – Myślę, że ten rok był najcięższym rokiem w ciągu moich 20 lat w NBA

Źródła zbliżone do władz ligi donoszą, że NBA oczekuje zaangażowania generalnych menadżerów, trenerów oraz innych pracowników zespołów w kwestii terminarza na przyszły sezon. Te konsultacje mają wywrzeć decydujący wpływ na kształt kalendarza na sezon 2021/22.





5 KOMENTARZE

  1. Przecież sami się zgodzili prawda ? Nie chcieli mniejszych pieniążków, woleli grać, a teraz wykręcają się jak dzieci… No ale limuzyny i wille same się nie spłacą…. Nie ma co ich żałować.

    • Oczywiście ty byś się zgodził, jeździł byś Lanosem i mieszkał w kawalerce… „Nie zazdrość w żadnym wypadku…”

    • Przecież kluby i zawodnicy są zobowiązani kontraktami. Zgodzili się? A mieli jakieś wyjście?
      Kluby mają wpływ na to jak wygląda terminarzu pewnie starają się ustalić najlepszy możliwy. Strach pomyśleć co by było gdyby liga sama, bez konsultacji z klubami, decydowała o terminarzu.

      Nie ma co ich żałować? Nie ma co żałować zawodników którzy coraz częściej zmagają się z ciężkimi kontuzjami? Gratuluję nastawienia skoro jako kibic nie przeszkadza Ci że najlepsi gracze są zmuszeni odpuszczać mecze by się zregenerować czy wypadają z gry na tygodnie z powodu kontuzji.

    • Najlepiej zarabiający nie chcieli grać, nie wszyscy na pewno, z LBJem na czele. Przynajmniej z wywiadów/artykułów tak wynikało, w zasadzie można było odnieść wrażenie, że mieli w poważaniu znaczącą większość swoich kolegów, którzy zarabiają zdecydowanie mniej i te kilka/kilkanaście spotkań robiło dla nich dużą różnicę.
      „Krótki” odpoczynek jest tylko kolejną wymówką, brak jednego zawodnika w źle dobranej/zbudowanej rotacji obnaża tylko słabość drużyny. Embiid, Davis to raczej zawodnicy kontuzjogenni, Lebron, Durant swoje lata też mają (ten drugi po ciężkiej kontuzji). Wzrostu liczby kontuzji upatrywałbym raczej w słabym przygotowaniu zawodników przychodzących do ligi. Jeszcze końcówka lat 90tych początek 2000r. zawodnicy wyglądali zdecydowanie lepiej pod względem fizycznym (atletyzm, muskulatura, sylwetka). W kilku wywiadach chyba nawet Gortat podkreślał o podejściu młodych graczy do treningów siłowych, dbaniu o sylwetkę itp. że budzi spore zastrzeżenia. Na pewno gra jest bardziej dynamiczna niż te 10-15 lat temu, chociaż oglądając mecze NBA w porównaniu do rozgrywek Europejskich to czasem mam wątpliwości, pierwsza połowa wyglądała zazwyczaj jakby im się nie bardzo chciało (albo trafiałem na takie mecze).

  2. Lata o których piszesz to koksowanie na dużą skale. Dream Team zagrał na IO w Barcelonie 92 pod warunkiem, że nie będą testowani. Cały amerykański sport był mocno nieczysty (NFL, L. Armstrong, lekkoatleci) Pamiętam pierwszy sezon Shaqa w Orlando jaki był „wypakowany”. W każdym następnym robił się olbrzymi. Czy to było normalne?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here