Anwil Włocławek potrzebował aż dwóch dogrywek, aby pokonać przed własną publicznością Polpharmę Starogard Gdański. Ostatecznie mistrzowie Energa Basket Ligi zwyciężyli 122:115.
Polpharma na początku świetnie rzucała z dystansu – dzięki trafieniom Kacpra Młynarskiego i Tre Busseya było już nawet 14:8. Za odrabianie strat wzięli się Jarosław Zyskowski i Michał Michalak, ale goście nie dawali się wyprzedzić. Bussey w 10 minut rzucił aż 14 punktów i dlatego jego drużyna prowadziła 29:27. W drugiej kwarcie Anwil zaczął przejmować inicjatywę. Dzięki ośmiu punktom z rzędu Vladimira Mihailovicia gospodarze zdobyli sześciopunktową przewagę. Ekipa trenera Artura Gronka nie zamierzała się poddawać i dzięki Bibbinsowi oraz Busseyowi ciągle była dość blisko rywali. Po pierwszej połowie gospodarze wygrywali jednak 56:52.
Trzecią kwartę Polpharma rozpoczęła od serii 10:0 i po kolejnej trójce Kacpra Młynarskiego było już 62:56 dla gości. Starał się na to reagować Josip Sobin, ale Młynarski był nie do zatrzymania i przewaga wzrastała nawet do 11 punktów. Dzięki Szymonowi Szewczykowi i Aaronowi Broussardowi Anwil po 30 minutach przegrywał tylko 75:81 po 30 minutach gry. Włocławianie na początku czwartej części spotkania doprowadzili do wyrównania po następnym trafieniu Broussarda. Rywalizacja była niezwykle zacięta i co chwilę kibice na tablicy wyników mogli widzieć remis. W końcówce rzuty na zwycięstwo mieli zarówno Sobin, jak i Bussey, ale nie trafiali. To oznaczało dogrywkę!
W dodatkowym czasie gry ważnym zawodnikiem był Mateusz Kostrzewski – dzięki niemu gospodarze mieli już pięć punktów przewagi. Starogardzianie potrafili jeszcze zmniejszyć straty dzięki Tre Busseyowi. Amerykanin doprowadził do kolejnego remisu, a rzut na zwycięstwo przestrzelił Michał Michalak. To oznaczało… drugą dogrywkę! Akcje Kostrzewskiego i Mihailovicia ustawiały w lepszej sytuacji zespół trenera Igora Milicicia. Polpharma już nie trafiała z dystansu i dlatego mistrzowie Polski zwyciężyli 122:115.
Vladimir Mihailović rzucił dla gospodarzy 21 punktów. Tre Bussey zdobył dla gości 33 punkty, 4 zbiórki i 7 asyst.
Stelmet Enea wygrywa w Warszawie
Zielonogórzanie od samego początku starał się budować przewagę – po trójce Gabe’a DeVoe było już 9:4. Po późniejszych rzutach wolnych Michała Sokołowskiego prowadzenie wzrosło już do dziewięciu punktów. Straty starał się zmniejszać Mo Soluade, ale po 10 minutach rywalizacji było 26:17. Już w drugiej kwarcie szansę na debiut otrzymał nowy gracz Stelmetu Enei – Eric Griffin. Szybko mógł zdobyć swoje pierwsze punkty, a jego ekipa kontrolowała wydarzenia na parkiecie. Mariusz Konopatzki i Omar Prewitt lekko zbliżyli gospodarzy, ale po pierwszej połowie to goście wygrywali 39:31.
W trzecią kwartę drużyna trenera Igora Jovovicia weszła z nową koncentracją i szybko uciekła na 14 punktów przewagi po trafieniu Adama Hrycaniuka. Legia ponownie była jednak w stanie odrobić część strat – nawet do stanu 44:50 po akcjach Omara Prewitta. Kolejne akcje Amerykanina sprawiły, że zespół z Warszawy po 30 minutach przegrywał zaledwie trzema punktami. Czwartą część meczu Stelmet Enea rozpoczął od niesamowitej serii 13:0 i tym samym właściwie zamknął temat zwycięstwa. Zielonogórzanie znowu byli stroną przeważającą, a ekipa trenera Tane Spaseva nie była w stanie już zareagować. Ostatecznie goście wygrali 76:59.
Najlepszym graczem Stelmetu Enei był Michał Sokołowski z 17 punktami, 6 zbiórkami i 2 asystami. Omar Prewitt zanotował 15 punktów i 3 zbiórki dla Legii.
Emocje w Szczecinie! King pokonuje AZS
King bardzo dobrze wszedł w ten mecz i po trójce Taurasa Jogeli prowadził 8:2. Mimo że to gospodarze dyktowali warunki, to AZS ciągle był bardzo blisko. W końcówce pierwszej części gry trafiali Dragoslav Papić oraz Marko Tejić i to koszalinianie prowadzili 22:20. W drugiej kwarcie zespół trenera Marka Łukomskiego dość szybko miał 10 punktów przewagi, bo skuteczność pokazywał Jacek Jarecki. Reagowali na to Jakub Schenk i Martynas Sajus, ale na tym etapie to było za mało. Po pierwszej połowie to goście byli lepsi – 45:39.
Na początku trzeciej kwarty gospodarze zanotowali serię 8:0 i dzięki Martynasowi Sajusowi doprowadzili do wyrównania. AZS starał się uciekać, ale od tego mecz był bardzo zacięty. Dopiero późniejsze trafienia Dragoslava Papicia i Macieja Kucharka pozwoliły koszalinianom prowadzić 72:68 po 30 minutach gry. W czwartej części spotkania goście mieli już nawet 11 punktów przewagi. King nie zamierzał się jednak poddawać. Kolejne trafienia Sajusa i Jogeli pozwoliły ponownie na remis, a w konsekwencji na dogrywkę.
W dodatkowym czasie gry decydowały przede wszystkim rzuty wolne. Mimo że szczecinianie nie zawsze trafiali, to rywale nie potrafili tego wykorzystać. Ostatecznie trafienia Jakuba Schenka pozwoliły Kingowi zwyciężyć 99:94.
Tauras Jogela zanotował dla gospodarzy 26 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty. Maciej Kucharek zdobył dla gości 18 punktów i 6 zbiórek.