Los Angeles Clippers rozpoczęli sezon od siedmiu porażek w ośmiu spotkaniach, a przedstawiciele innych klubów już widzą w nich potencjalnego sprzedającego na rynku transferowym. Kilku doświadczonych zawodników ma wygasające kontrakty i może zainteresować kandydatów do mistrzostwa. Dla nas jest tu dodatkowy wątek. Latem Clippers interesowali się Jeremym Sochanem. Jeśli zwolni się u nich miejsce w składzie, to mogą chcieć zaangażować Polaka.
Według Tima MacMahona z ESPN skauci i działacze innych klubów przyglądają się sytuacji Los Angeles Clippers w oczekiwaniu na ich kolejne decyzje. To nie oznacza jeszcze, że już rozpoczęli pozbywanie się najlepszych graczy. Jest jednak konkretny powód, dla którego właśnie ten zespół pojawia się w takich rozmowach i spekulacjach.
Kris Dunn, Derrick Jones Jr., Brook Lopez i Max Strus mają umowy wygasające po tym sezonie. Ich wynagrodzenia mieszczą się w przedziale od około 5,6 do 16,6 mln dolarów, więc przeprowadzenie wymiany nie wymaga konstruowania wielkiego pakietu na poziomie kontraktu największej gwiazdy.
Każdy z tych zawodników oferuje też konkretne umiejętności, które mogą być wykorzystane również w innym zespole. Dunn daje presję na piłce, Jones atletyzm i obronę skrzydłowych, Lopez doświadczenie pod koszem, a Strus rzut z dystansu oraz ruch bez piłki. Kandydat do mistrzostwa może szukać właśnie takiego uzupełnienia.
Osobnym przypadkiem jest Rui Hachimura, który zarabia 14 mln dolarów i ma opcję drużyny na taką samą kwotę w kolejnym sezonie. Ewentualny nowy pracodawca mógłby więc ocenić go przez kilka miesięcy, a następnie zdecydować, czy zatrzymać na następne rozgrywki.
Gdzie w tym wszystkim Sochan?
Marc J. Spears z Andscape potwierdził, że przed podpisaniem przez Sochana niegwarantowanego kontraktu z Portland Trail Blazers zainteresowanie Polakiem wykazywali również właśnie Clippers. Pisaliśmy o tym kilka dni temu.
To daje podstawę, aby obserwować ten kierunek. Sochan nie jest anonimowym zawodnikiem, którego nazwisko dopisujemy do przypadkowej drużyny potrzebującej skrzydłowego. Klub już wcześniej przyglądał się możliwości jego zatrudnienia.
Potencjalne odejście Jonesa albo Hachimury mogłoby zmienić podział minut na skrzydle. Polak oferuje fizyczną obronę, zbiórki i możliwość gry jako silny skrzydłowy, a w mniejszym ustawieniu także środkowy. Nie zastąpi natomiast rzutu Strusa ani rozmiaru i ochrony obręczy Lopeza.
Dlatego nie każda wymiana automatycznie przybliżyłaby go do Clippers. Znaczenie miałoby to, kto odchodzi, kto przychodzi w zamian oraz jaką rolę klub chce obsadzić. Transfer może przecież otworzyć miejsce w składzie, ale równie dobrze sprowadzić kolejnego konkurenta.
Sochan pozostaje dostępny dla klubów NBA, choć został wybrany przez Texas Legends w drafcie G League. Przypomnijmy, że ten wybór dotyczy praw na zapleczu ligi i nie daje Dallas Mavericks wyłączności na podpisanie z nim standardowego kontraktu w NBA.
Dlaczego to Clippers mieliby to zrobić?
Dla Clippers sprzedaż części weteranów mogłaby oznaczać pozyskanie wyborów w drafcie oraz rozpoczęcie oceny zawodników, którzy zostaliby na dłużej. W takim scenariuszu 23-letni Sochan byłby ciekawszym kandydatem niż wtedy, gdy klub szuka wyłącznie gotowego strzelca na kilkanaście minut w play-offach.
Pamiętajmy o jednej, najważniejszej kwestii. Clippers stracili pięć wyborów w pierwszej rundzie draftu w latach 2029-2033, natomiast wybór z draftu 2027 są winni Oklahoma City Thunder. To oznacza, że jest im wszystko jedno, który numer wylosują.
Gdyby mieli swój wybór w drafcie, to sytuacja byłaby zupełnie inna, ponieważ NBA zmieniła zasady loterii draftu i już wyniki obecnego sezonu będą rozliczane według nowego systemu. W drafcie 2027 każda z trzech najsłabszych drużyn będzie miała tylko 5,4% szans na pierwszy numer i około 16% na wybór w pierwszej trójce. Największe szanse otrzyma siedem pozostałych zespołów, które nie zakwalifikują się do turnieju play-in. Będą miały po po 8,1% na numer 1 i około 24% na pierwszą trójkę.
To na pewno wyraźnie zmieni sposób, w jaki kluby podejdą do drugiej części sezonu. Dotychczas tankowanie polegało na świadomym osłabianiu drużyny, aby zwiększyć szanse na wysoki wybór w drafcie. Oddawano doświadczonych zawodników, stawiano na młodzież, a najlepsi gracze spędzali końcówkę rozgrywek poza parkietem. Problem był na tyle poważny, że NBA karała już kluby za niewystawianie zawodników, którzy mogli pomóc im wygrywać.
Teraz porażki mogą przynieść odwrotny efekt. Drużyna, która spadnie do najsłabszej trójki, pogorszy swoje szanse na najcenniejsze wybory, więc nawet spotkania między zespołami bez perspektyw na play-offy mogą zyskać dodatkową stawkę. To nie oznacza oczywiście końca tankowania. Zmieni się po prostu strategia i cel, bo najważniejsze będzie nie być w najgorszej trójce.
Sytuacja Clippers w tym sezonie wygląda jednak inaczej, ponieważ Thunder mają prawo zamienić ich wybór w drafcie 2027 na swój mniej korzystny numer zgodnie z warunkami wcześniejszych transferów. Jeżeli więc słaby sezon Clippers przyniesie bardzo wysoki wybór, skorzystają na tym przede wszystkim Thunder.
To oczywiście osłabia sens tankowania przez Clippers, ale początek rozgrywek pokazał, że może im być w tych rozgrywkach bardzo trudno osiągnąć dobry wynik. Nawet jak wróci Brandon Ingram.
Dlatego dla Clippers najlepszym rozwiązaniem może być przede wszystkim oddanie zawodników, którzy mogą wzmocnić inne zespoły w zamian za wybory w drafcie (bo za chwilę Clippers nie będą mieli swoich wyborów) i skupienie się na tym jak przetrwać kolejne kilka lat oraz np. sprawdzenie Sochana czy mógłby być graczem, który będzie się u nich rozwijał, bo przecież przez kilka lat uznawany był za gracza z dużym potencjałem.
Dla Sochana najważniejsze teraz będą jak najlepsze występy w Texas Legends. Jeśli Clippers rzeczywiście zaczną zmieniać skład, to może się okazać, że będą chcieli go ponownie sprawdzić i ocenić czy będzie pasował do ich planu B na te trudne lata, które teraz ich czekają.









