Los Angeles Clippers otrzymali od NBA zgodę na skorzystanie z kontraktu 10-dniowego. Bo choć przepisy pozwalają podpisywać takie umowy dopiero po nowym roku, to kalifornijski klub ma tak ogromne kłopoty kadrowe w związku z kontuzjami, że liga przyznała LAC wyjątek „hardship”.
Wiadomo już, kto dołączy do Los Angeles Clippers właśnie w ramach tego wyjątku. Jak poinformował Shams Charania, szansę dostanie Blake Wesley.
Polskim kibicom serce mogło zresztą zabić nieco szybciej, gdy zaczęli czytać wpis dziennikarza ESPN – były zawodnik Spurs oraz Trail Blazers to przecież także… Jeremy Sochan. Tym razem do NBA wraca jednak jego były kolega wybrany nawet w tym samym drafcie w 2022 roku. Wesley był w składzie Clippers na przedsezonowe przygotowania, ale został zwolniony. Teraz klub znów wyciąga po niego ręce.
Clippers mogą skorzystać z tego wyjątku, gdyż spełniają… wyjątkowe warunki. Co najmniej czterech graczy musi opuścić trzy mecze z rzędu, a według prognoz będą pauzować jeszcze przez co najmniej dwa tygodnie. Kalifornijska ekipa na ten moment ma… aż pięciu takich zawodników, dlatego może podpisać 10-dniowy kontrakt pomimo faktycznego braku miejsca w 15-osobowym składzie.
Poza grą pozostają Jordan Miller (bark), Yanic Konan Niederhauser (stopa), Max Strus (stopa), Brandon Ingram (Achilles) oraz Bradley Beal (kolano). Żaden z nich jeszcze w tym sezonie nie zagrał. A skoro liga przyznała Clippers wyjątek, to co najmniej czterech z tych pięciu graczy chyba nie jest jeszcze blisko powrotu na boisko.
NBA zmaga się zresztą z plagą kontuzji. Jest to szansa dla zawodników takich jak Wesley właśnie. W tej grupie może być również wspomniany już Jeremy Sochan, który na razie przygotowuje się do debiutu w G League w zespole Texas Legends. I dobrze, bo powinien być dzięki temu w dobrej dyspozycji fizycznej, jeśli ewentualnie jakiś klub mający problemy kadrowe zgłosi się po niego.
CZYTAJ WIĘCEJ O KONTUZJACH W NBA:










