Miał być wielki powrót legendy, a skończyło się na zaledwie jednym sezonie. Michael Jordan nie będzie już specjalnym współpracownikiem NBC w nadchodzących rozgrywkach 2026-27. Jak wynika z doniesień portalu „Front Office Sports”, sześciokrotny mistrz NBA i jedna z największych ikon w historii sportu nie pojawi się w tej roli po raz kolejny. Choć jego obecność na telewizyjnych ekranach budziła ogromne zainteresowanie, współpraca od początku nie była wolna od krytyki i ostatecznie nie spełniła oczekiwań, jakie towarzyszyły jej startowi.
Gdy w maju 2025 roku ogłoszono, że Michael Jordan dołączy do powracających po 23 latach na antenę NBCUniversal transmisji NBA, entuzjazm kibiców był ogromny. Tym bardziej, że legendarny zawodnik Chicago Bulls niezwykle rzadko pojawiał się publicznie, a od czasu premiery dokumentu „The Last Dance” w 2020 roku już coraz wyraźniej stronił od medialnego rozgłosu.
Sam zainteresowany wiązał z nowym projektem duże nadzieje, mówiąc: – Transmisje NBA w NBC były znaczącą częścią mojej kariery. Jestem podekscytowany możliwością bycia specjalnym współpracownikiem tego projektu.
Rzeczywistość sezonu 2025-26 okazała się jednak daleka od zapowiedzi szerokiego i stałego zaangażowania legendy NBA. Jordan pojawił się w programie tylko raz, w nagranym wcześniej studyjnym wywiadzie z prezenterem, Mikiem Tirico. Stacja podzieliła rozmowę na pięć krótkich części pod wspólnym tytułem „MJ: Insights to Excellence”, które emitowano w trakcie całego sezonu.
Wspomniane fragmenty poruszały uniwersalne i historyczne tematy, takie jak występy „Jego Powietrzności” w Madison Square Garden, wspomnienia związane z igrzyskami olimpijskimi czy sprzeciw wobec współczesnego zjawiska oszczędzania zdrowych zawodników, określanego mianem load managementu. Odnosząc się do odpowiedzialności koszykarzy wobec kibiców kupujących bilety na mecze, MJ wypowiedział wówczas znamienne słowa: – Nigdy nie chciałem opuścić meczu.
Mimo niewątpliwej wartości sentymentalnej taka formuła spotkała się z chłodnym przyjęciem części widzów i falą krytyki. Wywiad nagrany na wiele miesięcy przed emisją nie pozwalał Jordanowi odnosić się do bieżących wydarzeń w lidze, takich jak walka o nagrodę MVP czy występy Luki Doncicia w barwach Los Angeles Lakers. W czasie, gdy inni wybitni zawodnicy, jak Charles Barkley czy Shaquille O’Neal, regularnie dostarczają kibicom aktualnych i emocjonujących analiz, wypowiedzi legendy Bulls były odbierane jako zachowawcze i oderwane od tego, co działo się na parkietach. NBC ostatecznie zdecydowało się na formułę dostosowaną do bardzo dużej dbałości Jordana o prywatność, co ograniczyło atrakcyjność całego formatu.
W telewizyjnych kuluarach nie bez znaczenia pozostawała również kwestia finansowa. Przed debiutem serii pojawiały się doniesienia, że kontrakt Michaela mógł opiewać nawet na 40 milionów dolarów. Niezależnie od tego, jaka była ostateczna wartość umowy, tak wysoki koszt zaangażowania jednego z najbardziej rozpoznawalnych sportowców świata trudno było uzasadnić, zwłaszcza jeśli jego udział ograniczał się do kilku krótkich, nagranych z wyprzedzeniem materiałów.
Paradoks całej sytuacji widać jeszcze wyraźniej, gdy spojrzymy na aktywność Jordana poza NBA. Słynny koszykarz, współwłaściciel zespołu 23XI Racing, znacznie częściej gościł przed kamerami stacji Fox, gdzie z entuzjazmem rozmawiał o NASCAR, niż na antenie NBC podczas transmisji koszykarskich. Co prawda 63-latek coraz rzadziej angażuje się w życie medialne najlepszej koszykarskiej ligi świata, jednak wciąż chętnie pojawia się tam, gdzie temat rzeczywiście go interesuje.
Choć prezes NBC Sports, Rick Cordella, wyrażał wcześniej nadzieję na dalszą współpracę i wspominał o prowadzonych rozmowach, najnowsze doniesienia wskazują, że „Air” nie wróci do programu w sezonie 2026-27. Sama stacja odmówiła zresztą komentarza w tej sprawie. Dla formatu, który może liczyć na szerokie grono uznanych ekspertów, w tym Carmelo Anthony’ego, Vince’a Cartera czy Tracy’ego McGrady’ego, to odejście Jordana nie powinno zachwiać całym projektem. Niemniej z anteny znika postać, której sama obecność potrafiła nadać zwykłej transmisji sportowej rangę znacznie większego wydarzenia.










