Jonathan Kuminga wybrał klub, w którym rozegra przyszły sezon. Skrzydłowy związał się 2-letnim kontraktem o wartości 13 milionów dolarów z Minnesota Timberwolves. Jak się jednak okazuje, była drużyna, która oferowała mu znacznie wyższe zarobki. Chodzi o Los Angeles Lakers. Dlaczego więc Kuminga nie chciał przenieść się do Miasta Aniołów?
Od jakiegoś czasu mówiło się, że Jonathan Kuminga będzie wybierał między dwoma klubami. W grze do samego końca byli Minnesota Timberwolves i Los Angeles Lakers, choć swoje oferty skrzydłowemu przedstawili także przedstawiciele Chicago Bulls i Portland Trail Blazers. Finalnie 23-latek postawił na Wilki. Podpisał kontrakt na dwa sezony o wartości 13 milionów dolarów z opcją zawodnika w drugim roku.
Tymczasem Shams Charania zdradził, że Lakers oferowali mu… co najmniej 12 milionów rocznie w trzyletniej umowie.
Kuminga w jednym sezonie w Los Angeles zarobiłby więc niemal więcej, niż może zarobić przez cały swój pobyt w Minneapolis. Jakby tego było mało, Lakers też proponowali mu rolę startera – dokładnie tak samo jak Wolves. Dlaczego skrzydłowy wybrał tak, a nie inaczej?
Charania tłumaczy, że Kuminga chciał mieć po prostu większą kontrolę nad swoją przyszłością. Za rok znów będzie mógł wejść na rynek, odrzucając opcję zawodnika. Teoretycznie będzie mógł więc wtedy poszukać nowego, większego kontraktu. Musi mocno wierzyć w swoje możliwości. Wygląda też na to, że 24-latek uznał, że gra T-Wolves daje mu większe szanse na sukces niż ubieranie koszulki Lakers.
Czas pokaże, czy podjął dobrą decyzję.
CZYTAJ WIĘCEJ:










