Sytuacja kadrowa w Kolorado przypomina obecnie partię szachów o najwyższą stawkę, w której każdy ruch może zadecydować o przyszłości drużyny wciąż budowanej wokół Nikoli Jokicia. W centrum tego zamieszania znajduje się Peyton Watson, 23-letni skrzydłowy, który po przełomowym sezonie stał się najbardziej pożądanym, a zarazem najbardziej problematycznym elementem układanki mistrzów z 2023 roku. Denver Nuggets, uwięzieni w restrykcyjnych ramach finansowych tzw. „drugi apron”, stoją przed brutalnym dylematem: jak zatrzymać wschodzącą gwiazdę, nie niszcząc przy tym fundamentów finansowych klubu?
Peyton Watson przebojem wdarł się do świadomości kibiców, notując w minionym sezonie średnio 14,6 punktu i 4,9 zbiórki, przy imponującej skuteczności „za trzy” wynoszącej 41,1%. To właśnie rzut z dystansu był największym znakiem zapytania w jego przypadku. Jeszcze niedawno nie było pewności, czy 23-latek będzie w stanie trafiać na tyle regularnie, by w najważniejszych meczach pozostawać na parkiecie obok Nikoli Jokicia. W poprzednim sezonie zrobił pod tym względem ogromny krok naprzód. Przed kontuzją ścięgna udowego, która nieco przyćmiła końcówkę jego kampanii, trafiał 41,7% wszystkich prób zza łuku, a z rogów boiska aż 53% – był to szósty najlepszy wynik w NBA wśród zawodników z co najmniej tysiącem minut.
Jeśli utrzyma taki poziom, można będzie mówić o zupełnie innym zawodniku. Watson ma 203 centymetry wzrostu, długie ręce, świetne warunki fizyczne i może bronić kilku pozycji. Potrafi kryć niższych graczy, pomagać przy obręczy, biegać do kontrataku i funkcjonować bez piłki. Regularny rzut za trzy czyniłby z niego skrzydłowego, którego chciałaby mieć niemal każda drużyna walcząca o play-offy.
Obóz 23-latka, reprezentowanego przez Richa Paula, doskonale zna rynkową wartość młodych skrzydłowych. Podczas gdy Denver Nuggets zaoferowali mu pięcioletni kontrakt opiewający na 70 milionów dolarów, oczekiwania Watsona są znacznie wyższe i sięgają ponad 25 milionów rocznie. Jak informują źródła zbliżone do ligi, zawodnik i jego otoczenie poczuli się zlekceważeni propozycją klubu, co otworzyło drzwi do spekulacji transferowych.
Nieprzypadkowo Bobby Marks z ESPN wyceniał go przed rozpoczęciem rynku na około 90 milionów dolarów za cztery lata. Na tym tle propozycja Nuggets wygląda skromnie i dobrze pokazuje, skąd wziął się impas w negocjacjach. Ale dlaczego opcja z oddaniem Watsona jest w ogóle prawdopodobna? Problemem są – rzecz jasna – pieniądze.
Denver ma już niezwykle kosztowny rdzeń zespołu z Jokiciem, Jamalem Murrayem iAaronem Gordonem, a klub funkcjonuje w okolicach drugiego progu podatku od luksusu. Według wyliczeń ESPN, podpisanie Peytona na naprawdę wysokim kontrakcie mogłoby podnieść łączne wydatki na pensje i całą resztę powyżej kwoty 400 milionów dolarów.
W nowych realiach NBA problemem nie jest jednak wyłącznie wysokość rachunku. Wejście głęboko w „drugi apron” ogranicza możliwość dokonywania transferów, korzystania z wyjątków i dalszego wzmacniania składu. Dla drużyny chcącej maksymalnie wykorzystać najlepsze lata Jokicia elastyczność ma ogromną wartość.
Sign-and-trade może więc być rozsądnym kompromisem. Watson dostałby większy kontrakt w klubie, który chce na niego postawić, Nuggets uniknęliby konieczności ponoszenia jego ogromnego kosztu, a jednocześnie otrzymaliby coś w zamian. Denver nie zamierza jednak oddać go za bezcen. I właśnie dlatego rozmowy wciąż trwają.
W obliczu impasu w negocjacjach, kilka klubów rozpoczęło już starania o pozyskanie Peytona w ramach sign-and-trade. Najpoważniejszym kandydatem wydają się Milwaukee Bucks, którzy mają wolne miejsce w pierwszej piątce oraz dysponują wyjątkiem transferowym (TPE) o wartości 25,4 miliona dolarów, uzyskanym po odejściu Giannisa Antetokounmpo do Miami Heat.
Nuggets nie zamierzają jednak łatwo rezygnować ze swojego zawodnika. Początkowo oczekiwali wręcz aż dwóch wyborów w pierwszej rundzie draftu, ale ich stanowisko z czasem złagodniało. Jak to opisał Shams Charania z ESPN: – Początkowo Nuggets oczekiwali w potencjalnym sign-and-trade pakietu podobnego do tego z wymiany Walkera Kesslera: dwóch wyborów w pierwszej rundzie i dwóch swapów. Obecnie, z tego co wiem, chcą wartościowego zawodnika oraz jednego pierwszorundowego picku.
I tutaj może pojawić się konkretny problem. Według Erica Nehma z „The Athletic” Bucks niechętnie podchodzą do oddania wyboru w pierwszej rundzie draftu. Jeśli nie zdecydują się na taki ruch, Denver będzie oczekiwać w zamian zawodników mogących od razu znaleźć się w rotacji. W przypadku wymiany z Milwaukee na celowniku Nuggets mogą znaleźć się Jaime Jaquez Jr. oraz AJ Green. Opcją na zastępstwo jest też DeMar DeRozan, jednak nie wiadomo czy 37-latek chciałby w ogóle rozważyć kontrakt w postaci minimum dla weterana.
Jeśli jednak Denver nie dojdzie do porozumienia z żadnym z kontrahentów – do których zaliczają się także Cleveland Cavaliers i Los Angeles Clippers – Watson może zdecydować się na tzw. „opcję nuklearną”. Jest nią przyjęcie oferty kwalifikacyjnej o wartości zaledwie 6,5 miliona dolarów na nadchodzący sezon. Pozwoliłoby to zawodnikowi latem 2027 roku stać się niezastrzeżonym wolnym agentem i odejść z klubu całkowicie za darmo. Dla Nuggets byłby to najgorszy z możliwych scenariuszy, pozbawiający ich zarówno kluczowego gracza, jak i szansy na uzyskanie jakiejkolwiek rekompensaty.
– Chcemy, żeby Peyton został z nami. To dla nas ważny zawodnik. Zobaczymy, jak potoczą się negocjacje w sprawie jego kontraktu, ale jasno daliśmy do zrozumienia, że naszym zamiarem jest zatrzymanie go w zespole – nie ukrywał jeden z przedstawicieli władz klubu w rozmowie z Keithem Smithem z portalu Spotrac.
Jest jednak jeszcze jeden szkopuł. To jasne, że Watson jest dokładnie takim zawodnikiem, jakiego drużyna zbudowana wokół Jokicia powinna chcieć zatrzymać. Nie potrzebuje piłki, potrafi biegać, ścinać, kończyć akcje i bronić najlepszych skrzydłowych rywali. Po ostatnim sezonie pojawiła się też nadzieja, że stał się naprawdę dobrym strzelcem.
Problemem jest jednak zdrowie. Na początku lutego Peyton naciągnął prawe ścięgno udowe i pauzował przez jakieś sześć tygodni. Wrócił pod koniec marca, ale 1 kwietnia ponownie pogorszył uraz i ostatecznie nie wystąpił w pierwszej rundzie play-offów przeciwko Minnesota Timberwolves. To dziś większy znak zapytania niż jego rzut. Zainteresowane kluby muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy po sezonie przerwanym dwoma urazami tego samego mięśnia warto zaoferować mu ponad 20 milionów dolarów rocznie.
Z drugiej strony skrzydłowy we wrześniu skończy dopiero 24 lata i właśnie zaliczył ogromny skok pod względem skuteczności oraz znaczenia dla zespołu. Dlatego jego historia nie jest opowieścią o zawodniku, którego Denver chce się pozbyć. Wręcz przeciwnie. Nuggets chcą go zatrzymać. Po prostu w obecnych realiach finansowych niekoniecznie mogą sobie na to pozwolić.
Czas jednak ucieka. Choć obecnie w lidze panuje letni spokój, eksperci przewidują, że prawdziwa gorączka negocjacyjna powróci we wrześniu, tuż przed rozpoczęciem obozów treningowych. Decyzja, która zapadnie w Denver, nie będzie tylko kwestią sportową – będzie deklaracją tego, na ile klub jest w stanie się poświęcić, by utrzymać swój mistrzowski potencjał w erze rygorystycznych ograniczeń finansowych.









