Sobotnia noc przejdzie do historii jako moment, w którym New York Knicks przełamali trwającą 53 lata posuchę i wreszcie sięgnęli po mistrzostwo NBA. W centrum tej euforii znalazł się Jose Alvarado, rozgrywający i rodowity Nowojorczyk, którego droga na szczyt jest uosobieniem amerykańskiego snu. Dla zawodnika, który jeszcze kilka lat temu nie był brany pod uwagę przez skautów w drafcie, zdobycie pierścienia w barwach ukochanego zespołu to scenariusz, którego nie powstydziłoby się Hollywood.



Jose Alvarado, znany ze swojej nieustępliwości, dorastał w Queens, a następnie spędził cztery lata na uczelni Georgia Tech. Mimo solidnej kariery akademickiej, w 2021 roku żaden zespół nie zdecydował się wybrać go w drafcie do NBA. Rozgrywający musiał szukać innego sposobu, by wywalczyć sobie miejsce w lidze, zaczynając od kontraktu typu two-way w New Orleans Pelicans, gdzie z czasem udowodnił swoją wartość i stał się kluczowym elementem rotacji oraz ulubieńcem kibiców.

Jego powrót w rodzinne strony nastąpił w połowie sezonu dzięki wymianie, która sprowadziła go do New York Knicks w zamian za Dalena Terry’ego i dwa wybory w drugiej rundzie draftu. Choć jego statystyki w finałach – średnio 4,2 punktu i 2,6 zbiórki – na pierwszy rzut oka mogą wydawać się skromne, to jednak jego defensywna energia i instynkt do przechwytów, który przyniósł mu przydomek „Grand Theft Alvarado”, były bezcenne. 28-latek był jednym z motorów napędowych niesamowitego powrotu swojej drużyny w czwartym meczu serii, gdy odrobili 29 punktów straty, odnosząc trzecie zwycięstwo nad San Antonio Spurs.

Wreszcie przyszło decydujące, piąte starcie, w którym Jose z kolegami także nie dali szans Victorowi Wembanyamie i spółce, triumfując 94:90 i zdobywając pierwsze od 53 lat mistrzostwo. Podczas świętowania w szatni Portorykańczyk nie krył emocji. Jak wyznał ze łzami w oczach podczas relacji live na Instagramie: – Nie ogarniacie, jestem w takim szoku, że aż trudno to opisać. W ogóle nie powinno mnie być w tej lidze, a teraz mam mistrzowski pierścień.

Wprawdzie do oficjalnej parady mistrzowskiej zostało jeszcze kilka dni, to jednak Alvarado nie przepuścił innej okazji, by celebrować triumf swojej drużyny. Jako jedyny rodowity Nowojorczyk w składzie, stał się twarzą celebracji, która zbiegła się z coroczną paradą zorganizowaną z okazji Dnia Portorykańskiego. Na ulicach Brooklynu, otoczony tysiącami fanów i flagami kraju będącego terytorium Stanów Zjednoczonych, zawodnik nie krył, że ostatnie godziny były dla niego niezwykle intensywne.

– Ale mam farta. I jestem naprawdę pijany – odpowiedział z rozbrajającą szczerością, zapytany przez reporterów o to, jak się czuje jako świeżo upieczony mistrz NBA.

Te słowa, wypowiedziane do mikrofonu przed wiwatującym tłumem, szybko stały się symbolem radosnego szaleństwa, jakie ogarnęło miasto. Alvarado, świętujący bez koszulki u boku mającego z kolei filipińskie korzenie Jordana Clarksona, podkreślał więź z kibicami: – Zostałem mistrzem. A wiecie co? Skoro ja wygrałem, to znaczy, że wygrał też cały Nowy Jork.

Poza wymiarem sportowym i emocjonalnym, ten tytuł ma dla Jose oraz kilku jego kolegów z drużyny bardzo wymierny skutek finansowy. Ujawnione informacje o wynoszących 770 tysięcy dolarów na głowę premiach za zdobycie tytułu mistrzowskiego wskazują na solidny zastrzyk gotówki dla graczy Knicks.

Dzięki tym bonusom, Alvarado, którego kontrakt opiewał na 1,7 miliona dolarów oraz kilku innych zawodników głębokiej rotacji – w tym Mohamed Diawara (1,3 miliona) i nasz Jeremy Sochan (806 tysięcy) – niemal podwoi swoje roczne zarobki, co stanowi finansowe zwieńczenie ich ciężkiej pracy i – w przypadku rozgrywającego – drogi od niechcianych w drafcie graczy do królów koszykarskiego świata.

Tymczasem Nowy Jork wciąż świętuje, a sam „Grand Theft Alvarado” już spełnił swoje marzenie, udowadniając, że wiara w siebie i konsekwentna praca mogą prowadzić z ulic Queens aż na sam szczyt NBA. Jeszcze kilka lat temu był jednym z wielu niedocenianych zawodników, dziś może się prezentować jako mistrz i symbol historii, która wydawała się niemożliwa. Jak sam zresztą zauważył w pomeczowej rozmowie z Monicą McNutt: – To jest coś, co będziemy świętować do końca życia.


Mecz numer 5 finału NBA obejrzycie na YouTube z polskim komentarzem:

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany